16 marca 2010 @ 13:49 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Środki masowego przekazu (rażenia) nie informują inaczej o zbliżającym się egzaminie maturalnym z matematyki jak tylko kreując atmosferę stresu i nadciągającego kataklizmu. Przyjrzyjmy się tej psychozie z kilku stron.
Nawet, jeżeli założymy, że egzaminu nie zda procentowo więcej zdających niż w latach ubiegłych, to i tak doświadczenia lat minionych pokazują, że egzamin z matematyki na obu poziomach jest egzaminem łatwiejszym od egzaminu z języka polskiego (zob.: blog). Czy ktokolwiek zadał sobie trud i porównał procentowe wskaźniki zdających/oblewających taki masowy egzamin w krajach Unii Europejskiej? Przecież wiadomo, że każdy egzamin musi oblać jakiś tam procent zdających (choć niektóre uczelnie prywatne walcząc o przyszłych studentów czasem zapominają o tym podstawowym warunku).
Układający egzamin zdają sobie świetnie sprawę z tego, że nie mogą przeszarżować z trudnością zadań na poziomie podstawowym. Nie tylko moim zdaniem rozwiązanie zadań zamkniętych powinno już zapewnić większości zdającym przekroczenie progu zdawalności tego egzaminu. Wszystkie dotychczasowe próbne egzaminy pokazują dobitnie, że te zadania są dziecinnie proste i nawet średniej klasy uczeń gimnazjum rozwiąże je bez kłopotu.
Nauczyciele i uczniowie na pytania dziennikarzy o to, jak przebiegają przygotowania do matury, odpowiadają mniej więcej tak jak Michał (zob. Matematyczna panika maturalna): “Na okrągło tłuczemy testy.” W zasadzie można się zapytać, o co tu chodzi? Czy naprawdę nie szkoda czasu i pieniędzy (Poznań przeznaczył na dodatkowe lekcje ponad półtora miliona złotych) na tłuczenie schematów? Przecież i tak, jak wynika z międzynarodowych badań, jesteśmy mistrzami schematów! Czy uczeń, który wybrał klasę humanistyczną wiedział, że będzie miał obowiązkowo 5 godzin matematyki w tygodniu? Ja mialem tyle będąc uczniem klasy matematyczno-fizycznej! Czy czasami ta medialna psychoza nie udzieliła się dyrekcjom szkół? Jakie ma znaczenie dla wybierającego się na studia humanistyczne, dla którego wynik egzaminu z matematyki jest całkiem zero-jedynkowy, czyli zdał - nie zdał, ile zdobył punktów? Czy tłukąc zadania uczeń staje się lepszy, mądrzejszy, lepiej przygotowany do studiowania? Czyż nie wybrał klasy humanistycznej z całkiem innych motywacji?
Psychoza strachu przed egzaminem nakręca spiralę korepetycji. Udzielaniem prywatnych lekcji zajmuje się każdy, kto ma na to ochotę, niezależnie od posiadanych kwalifikacji. A skoro jest tak wielki popyt, to i za korepetycje biorą się ludzie, którzy nie mają zielonego pojęcia o nauczaniu.
Pozostaje mieć nadzieję, że z czasem egzamin z matematyki będzie normalnością. Po latach dzisiejsi egzaminowani będą tą całą hucpę wspominali ze śmiechem. Straconego czasu nikt im jednak nie wróci.
15 marca 2010 @ 00:40 · Kategoria Agnieszka Herma
W sobotę 13 marca, odbyły się w Katowicach, pierwsze zajęcia z serii “Darmowych korepetycji dla maturzystów”. W spotkaniu uczestniczyło prawie tyle osób, ile zgłosiło chęć udziału. Kilku uczniów nie dotarło, prawdopodobnie ze względu na nieoczekiwany atak zimy jaki tego dnia odnotowaliśmy na południu.
Warsztaty uroczyście otworzył wicedyrektor ds. dydaktycznych Instytutu Matematyki UŚ dr Marian Podhorodyński.

Powitał wszystkich zebranych, zapraszając równocześnie do wzięcia udziału w obchodach „IV Święta Liczby π”, w ramach którego na terenie Wydziału Matematyki, Fizyki i Chemii UŚ, zorganizowano festiwal nauk ścisłych i przyrodniczych.

Po oficjalnym wprowadzeniu przyszedł czas na wspólną pracę.

Okazało się, że powtórzenie wiadomości dotyczących wielomianów i funkcji wymiernych, może być dla uczniów jeszcze źródłem zaskakujących odkryć, nawet w kontekście rozwiązywania zadań zamkniętych z powyższego zakresu.Zobaczmy jak będzie na kolejnych spotkaniach. Mam nadzieję że frekwencja się utrzyma. Tymczasem „pierwsze koty za płoty”!
10 marca 2010 @ 09:56 · Kategoria Piotr Tomczak
Tydzień temu, na Uniwersytecie w Rzeszowie, ruszył kurs obsługi i stosowania kalkulatorów graficznych w nauczaniu matematyki. Zajęcia są prowadzone w dwóch grupach: nauczycielska i finansowa. Odbędą się w sumie 4 spotkania, zajęcia są bezpłatne i dobrowolne a prowadzi je Joanna Holewa.
Podobny kurs zorganizowaliśmy także w ubiegłym roku. Cieszył się dużym zainteresowaniem, stąd decyzja o jego powtórzeniu.
Gdzie może się przydać znajomość kalkulatorów graficznych? Na pewno w pracy w szkole. O ile uda się zakupić takie urządzenia, to właściwie użyte, istotnie wspomagają proces nauczania, szczególnie w gimnazjum i szkole ponad-gimnazjalnej. Ale okazuje się, że nie jest to jedyne miejsce. Jedna ze studentek, szukając pracy, zawędrowała do banku. Tam ku jej zaskoczeniu, zapytano ją o znajomość obsługi … kalkulatora graficznego. Gdy się o tym dowiedziałem, byłem równie zaskoczony jak ta studentka. Trudno powiedzieć skąd wzięło się to pytanie. Mam trzy hipotezy:
a) w tym banku używa się także kalkulatorów graficznych, top byłoby ciekawe
b) osoba pytająca także kończyła uczelnię pedagogiczną, zetknęła się z kalkulatorami i to sprowokowało takie pytanie
c) osoba pytająca, niewiele wiedziała o kalkulatorach, ale słyszała że coś takiego istnieje i chciała sprawdzić czy kandydat interesował się czymś więcej podczas studiów niż tylko standardowymi zajęciami.
Jak widać, mimo oporów z wprowadzaniem tej pomocy do polskich szkół, taka wiedza może być przydatna w najmniej spodziewanym momencie :).
2 marca 2010 @ 22:55 · Kategoria Agnieszka Herma
Dzisiaj rano wręczono mi list gratulacyjny dla mojej uczennicy Natalii Gawrońskiej, która zajęła I miejsce w konkursie wiedzy informatyczno - matematycznej ALGORYTMION organizowanym przez Wydział Matematyczno – Fizyczny Politechniki Śląskiej!!! Pierwszy etap wspomnianego konkursu odbywa się na platformie e-learningowej. Uczniowie muszą rozwiązać co najmniej trzy spośród pięciu dostępnych tam zadań. Rozwiązania wysyła się za pośrednictwem odpowiedniego formularza na stronie. Drugi etap odbywa się w laboratoriach komputerowych Wydziału Matematyczno-Fizycznego Politechniki Śląskiej.Rozwiązania zadań uczniowie przesyłają w postaci kodu źródłowego umieszczonego w jednym pliku. Dopuszczone języki programowania to: C,C++ oraz Pascal.

Jeszcze raz serdecznie gratuluję Natalio!
P.S. Przypomnę tylko, że nazwisko tej zdolnej uczennicy pojawiło się już na tym blogu w dwóch odsłonach:

Trzymam kciuki by te doświadczenia pomogły jej w uzyskaniu wysokiego wyniku na maturze!
1 marca 2010 @ 18:08 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Ponad 100 studentów II roku pielęgniarstwa na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie musi po raz trzeci pisać egzamin z farmakologii, ponieważ egzaminatorka unieważniła wyniki egzaminu poprawkowego. Powód? Wszyscy zdali. Pani profesor zarówno na pierwszym egzaminie, jak i na poprawkowym co roku daje te same pytania. Tak było też i tym razem. Pani profesor pojawiła się w dzisiejszym Teleexpresie, gdzie wyjaśniła, iż studenci musieli skądś wziąć te pytania i wcześniej przygotować odpowiedzi. Przeczytałem na lubelskim forum, że w czasie spotkania z dziekanem przedstawicielka żaków doszła z egzaminatorką do porozumienia i zgodziła się na unieważnienie wyników i wyznaczenie kolejnego terminu egzaminu poprawkowego. Dodatkowo, żacy mają przed samym egzaminem dostarczyć pani profesor dokument*, pod którym podpiszą się wszyscy i tym samym zgodzą się na anulowanie wyników spornego egzaminu.
Muszę powiedzieć, że mimo iż pracowałem 17 lat na wyższej uczelni, to te wieści z Lublina mnie zdumiały.
1. Nikogo na ściąganiu nie złapano, mimo iż na sali przebywała ekipa pilnująca studentów.
2. W naszym kraju obowiązuje domniemanie niewinności, to znaczy należy udowodnić, że ktoś popełnił przestępstwo.
3. Przedstawicielka studentów poległa na całej linii i zgodziła się na wszystkie warunki egzaminatora.
4. Pani profesor od lat używa na egzaminie tego samego zestawu pytań. Dla mnie jest jasne, że znajomość tych zagadnień wśród braci studenckiej jest wysoka.
5. Pani profesor nie przemęcza się w pracy dydaktycznej, serwując stale te same zagadnienia.
W jakim cywilizowanym kraju taka postawa pracownika wyższej uczelni nie spotkałaby się z reakcją władz? Jak to możliwe, że toleruje się takie zachowanie pani profesor? Jak to możliwe, że studenci biernie akceptują skandaliczne dla nich postanowienia? I czy można się dziwić, że nasze uczelnie pętają się w ogonie rankingów uczelni europejskich mając taką kadrę naukowo-dydaktyczną?
*moim zdaniem ten dokument może wyglądać tak:
My niżej podpisani studenci II roku Pielęgniarstwa serdecznie przepraszamy Panią profesor, iż zdaliśmy w komplecie egzamin poprawkowy. Naszą postawą doprowadziliśmy Panią do niepotrzebnych nerwów, a przecież powszechnie wiadomo, iż nic tak nie uspokaja egzaminatora, jak oblanie co najmniej połowy zdających. Dodatkowo, mimo iż pilnowano nas solidnie, nikt nie wpadł na ściąganiu. Słusznie wydało się to Pani podejrzane, gdyż serwując co sesję ten sam zestaw pytań, nie sposób wyobrazić sobie studenta bez gotowca czy choćby skromnej ściągi. W tej sytuacji zgadzamy się unieważnić tę farsę i przybyć na kolejny egzamin w dowolnym ustalonym przez Panią terminie. Gdyby Pani postanowiła po raz kolejny dać nam ten sam zestaw pytań, to spieszymy z informacją, że po ostatniej balandze w pubie “Medyk” całkiem zapomnieliśmy 99% pytań, a to, co pamiętamy, wystarczy do oblania co drugiego z nas. Serdecznie pozdrawiamy.
26 lutego 2010 @ 22:10 · Kategoria Agnieszka Herma
To nazwa darmowych warsztatów dla maturzystów, organizowanych przez Wyższą Szkołę Bankową w Poznaniu Wydział Zamiejscowy w Chorzowie. Już po raz drugi przez cały tydzień prowadziłam zajęcia w ramach tej akcji. W mojej opinii jest to dla uczniów świetna okazja do efektywnego wykorzystania ferii zimowych, dla lepszego przygotowania się do zbliżającego się wielkimi krokami egzaminu maturalnego. W tym roku zajęcia z matematyki cieszyły się szczególną popularnością (uczestniczyło w nich ponad 300 uczniów!!) co oczywiście nie dziwi w kontekście obowiązkowej matury z matematyki. Jeśli chodzi o prowadzone przeze mnie zajęcia, to starałam się je planować tak, by uczniowie mieli okazję przypomnieć sobie ogół zagadnień obowiązujących do egzaminu, ze szczególnym uwzględnieniem tych tematów, które sygnalizowali jako sprawiające określone trudności.

W kontekście tych spotkań, cieszył mnie, przede wszystkim fakt, że uczniowie systematycznie przychodzili na zajęcia przez cały tydzień i co ważniejsze, aktywnie w nich uczestniczyli. Mam nadzieję, że w jakimś stopniu pomogłam im w uporządkowaniu posiadanej wiedzy lub wskazałam obszary, którym powinni jeszcze poświęcić czas, planując ostateczne powtórki do matury.

Z tego miejsca chciałabym gorąco podziękować wszystkim uczniom, którzy wytrwali do końca i życzyć im „połamania piór” w maju!!!
Szczególne podziękowania kieruję do Piotra Tomczaka, który w imieniu firmy CASIO przekazał do rozlosowania wśród najwytrwalszych uczestników warsztatów, dwa kalkulatory, których wybrani uczniowie będą mogli używać na maturze.Mam nadzieję, że przyniosą im szczęście 
26 lutego 2010 @ 17:11 · Kategoria Piotr Tomczak
O spektakularnej akcji promującej matematykę, wspominał już Krzysiek. Temat jest jednak dość ciekawy, zatem pozwolę sobie napisać jeszcze kilka zdań od siebie. Na początek polecam tekst Bogdana Misia. Nie zostawia on suchej nitki na całej akcji, a nawet składa donos obywatelski z podejrzeniem korupcji. Bez względu na to co za chwilę napiszę, ja jednak wolę tą akcję w takiej formie jak jest teraz niż zupełny brak promowania matematyki, z czym mieliśmy do czynienia wcześniej.
Czym jest akcja promowania matematyki realizowana aktualnie w mediach? Dużym chwytem PR działającym głównie na korzyść urzędników i firmy, która do tego tortu się dobrała. Dlaczego?
Ponieważ każda licząca się na rynku marka, nie może patrzeć w perspektywie kilku miesięcy czy roku. Działania wizerunkowe muszą być zaplanowane na wiele lat i konsekwentnie realizowane. To co zrobiono w tej chwili, to wielki słomiany ogień, który za chwilę zgaśnie zostawiając po sobie tylko trochę ciepłego popiołu. Nie sądzę aby CKE otrzymała za pół roku od UE kolejne 100 milionów na przygotowanie kolejnego fajerwerku.
Co zatem należało by zrobić? Jest pewne miejsce, nadające się idealnie do inwestycji w wizerunek Królowej Nauk, to konkursy matematyczne. Organizuje się ich w naszym kraju ogromną ilość. Uczestniczą w nich uczniowie praktycznie ze wszystkich poziomów nauczania. Są to zwykle dobrzy uczniowie, i mają oni wśród swoich rówieśników pewną renomę. Inwestując niewielkie pieniądze, można by skutecznie pomóc organizatorom konkursów, aby np. nie musieli oni prosić rożnych instytucji o kubki czy długopisy na nagrody, lub nie byli zmuszeni do kupowania papieru ksero za własne środki.
Przydało by się im też raz do roku spotkanie, na którym mogliby wymienić się doświadczeniami i poczuć się docenieni.
Uczeń, wracający do szkoły z konkursu, budzi zawsze pewne zainteresowanie, często jest publicznie wyróżniany przez dyrekcję. Ale to także dobry materiał PR dla lokalnych mediów. Nasz chłopak, nasza dziewczyna pokonała tych z Warszawy, Gdańska, Poznania, itp. Nie trzeba znać się na matematyce, żeby z przyjemnością przeczytać taką notkę w swojej gazecie.
Aby to działało, potrzebny jest tylko zespół kilku osób, który pomagał by wysyłać takie informacje do mediów, czyli tzw. zabezpieczenie PR. Nauczyciele zwykle tego nie robią, bo się na tym nie znają. Trzeba umieć redagować w odpowiedni sposób informacje dla dziennikarzy i posiadać bazę kontaktów. Duże firmy płacą agencjom Public Relations, nauczycieli na to nie stać.
Jest szereg innych wydarzeń w matematyce, które mogłyby zaistnieć w mediach, gdyby tylko ktoś nad tym czuwał. W ten sposób buduje się długookresowo dobry wizerunek w społeczeństwie. Nie słyszałem np. aby kiedykolwiek Prezydent lub Premier spotkali się z wracającymi z międzynarodowego konkursu matematycznego, polskimi uczniami, a szkoda. Była by to gwarantowana wzmianka w mediach właśnie o matematyce i tak na prawdę reklama za którą nie trzeba by płacić kilku milonów.
Za te 100 mln można by ułożyć taką strategię na minimum 10 lat i to na wyjątkowo dobrym poziomie. Cztery lata temu, opowiedziałem o tym ówczesnemu szefowi CKE, Markowi Legutko. Przyznał mi rację, ale na tym się skończyło. Jak widać Centralna Komisja postanowił jednak cos zrobić, ale najwyraźniej dużo jeszcze musi się nauczyć. Oby jak najszybciej.
Na koniec dodam, że nie jest to żadna niesprawdzona teoria. Od kilku lat, w ten właśnie sposób, buduję wizerunek marki Casio na polskim rynku. Trudno było by już policzyć, ilu uczniów wróciło z kalkulatorem Casio z konkursu matematycznego do swojej szkoły. Nauczyciele dziękują mi za pomoc a ja się cieszę, że mogę dbając o interesy firmy, zrobić także coś pożytecznego. Panowie i Panie urzędnicy, da się! Na dodatek tanio i efektywnie.
23 lutego 2010 @ 14:18 · Kategoria Piotr Tomczak
Kiedyś pisałem o nauczycielach z którymi mam przyjemność współpracować. Część z nich dopiero zaczyna pracę w zawodzie nauczyciela, ale twórcze podejście i pracowitość, potrafią dać ciekawe efekty nawet u początkującego nauczyciela.
Monika pracuje w szkole podstawowej w Kielcach, i coś mi się wydaje, że ten poziom nauczania najbardziej jej odpowiada. Ostatnio jej uczniowie, znaleźli ciekawy sposób na wytłumaczenie działań na liczbach ujemnych. Temat dość trudny. Wiemy, że uczniowie mają sporo problemów zanim przyswoją sobie intuicyjny sens tego pojęcia. Błędów przy tym bez liku. Widziałem już kilka różnych sposobów tłumaczenia zasad wykonywania działań na liczbach ujemnych, ale ten to chyba zupełna nowość.
Oto co napisałam mi Monika:
„Uczniowie zazwyczaj mają problem z dodawaniem i odejmowaniem liczb wymiernych. Większość nauczycieli omawia to zagadnienie (liczb ujemnych) na przykładzie termometru, bądź długu, co według mnie sprawdza się tylko do pewnego momentu. Ja postanowiłam nie bawić się w tego typu rzeczy, tym bardziej, że klasa 6 w której uczę ma trochę problemów z matematyką, i zależało mi na czasie w jakim przyswoją sobie te pojęcia (ja jestem ich czwartym nauczycielem..).
Zaczęłam więc od tego, że przy dodawaniu/odejmowaniu liczb całkowitych (dwóch na początek) są dwa kroki potrzebne do podania końcowego wyniku:
1) ustalenie znaku
2) wykonanie odpowiedniego działania na liczbach już dodatnich, czyli na wartościach bezwzględnych tych liczb.
Moja uczennica w tym momencie wykazała się twórczym podejściem do problemu i stwierdziła, że to tak jak w relacjach rodzinnych:
Przykład 1.
-6-3
Obie liczby mają ten sam znak (to samo nazwisko) więc są jak brat i siostra - ich nazwisko (znak) nadal będzie ich łączył. Więc wynik działania będzie taki jakie jest ich nazwisko czyli (-). Więź między bratem jest tak silna, że wartości (bezwzględne) tych liczb do siebie dodajemy.
(analogicznie dla +5+8)
Przykład 2.
-8+5
liczby mają różne znaki, więc są jak kobieta i mężczyzna. chcąc się pobrać zazwyczaj jest tak, że przyjmuje się nazwisko mężczyzny (silniejszy) czyli większa liczba co do wartości bezwzględnej jest mężczyzną i jego nazwisko/znak ”-„ przyjmuje wynik. Niestety więź między nimi nie jest tak silna jak między bratem i siostrą i bywa, że ludzie się rozstają, więc wartość bezwzględną odejmujemy (od większej mniejszą)
(analogicznie dla 9-17; -2+9 itd.)
Dzieciaki od razu przyjęły ten sposób - bardzo im się spodobał, bo nie trzeba się zagłębiać w zabawę z długiem itp. Przy większej ilości liczb wykonujemy najpierw redukcję liczb o tych samych znakach, co prowadzi w konsekwencji do powyższej sytuacji.
Sposób dał dobry skutek (przynajmniej u mnie) i cała klasa zaliczyła sprawdzian na co najmniej 4, co w ich przypadku jest na prawdę dużym osiągnięciem, zważywszy na to, że zazwyczaj działania na liczbach ujemnych sprawiają dzieciom problemy.
Ot, małe ułatwienie, w postaci historyjki, które przyjemnie wkradło się w moje zajęcia
i skutkuje, co najważniejsze”
Uczniowie są różni i pewnie powinni różnymi drogami dochodzić do swoich odkryć. Jedno jest pewne, uczennica, która zainicjowała takie opisywanie działań, na pewno nie będzie miała problemów z działaniami na liczbach ujemnych.
20 lutego 2010 @ 22:22 · Kategoria Agnieszka Herma
Na konferencji w Gdańsku wielokrotnie zapytywani byliśmy przez nauczycieli, czy i gdzie istnieje możliwość zakupu sorobanów? W odpowiedzi na to pytanie, mogliśmy wyłącznie zwiesić głowę i w geście bezradności odesłać zainteresowanych do Chin lub Japonii. Zamieszanie wokół tego narzędzia rośnie z dnia na dzień i wydaje się być skutkiem obserwacji pozytywnych efektów jego stosowania w kontekście doskonalenia umiejętności rachunkowych. W swojej pracy ze studentami coraz częściej odwołuję się do japońskich doświadczeń w tym zakresie. Niestety każdorazowo swoje wykłady na ten temat, kończę smutną refleksją o niedostępności tego sprzętu w Polsce. Dzisiaj jednak nastąpił przełom! Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, na zajęcia ze studentami nauczania zintegrowanego, jedna z Pań przyniosła ze sobą bezcenną zdobycz, którą udało się jej „upolować” w sklepie wielobranżowym w centrum miasta za jedyne 2,19zł!!

Stylowy, chiński piórniczek metalowy z sorobanem w klapie
Pierwszy model jaki udało mi się dotąd w Polsce odnotować. Po wnikliwiej analizie etykiet udało mi się ustalić, że dystrybuuje je firma z Poznania, miasta z którego wywodzą się prekursorzy doświadczeń w zakresie stosowania sorobanu w Polsce!Ciekawe kiedy doczekamy się wersji deluxe w wykonaniu rodzimej firmy, wspieranej budową dydaktyczną jakiegoś uznanego wydawnictwa .
19 lutego 2010 @ 16:48 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
W Poznaniu rozpoczynają się Targi Edukacyjne. To świetna okazja przede wszystkim dla gimnazjalnych trzecioklasistów do poznania oferty szkół ponadgimnazjalnych. Moje wieloletnie doświadczenia z uczestnictwa na targach w charakterze dyżurującego ciała pedagogicznego pokazują, że większość młodych ludzi przybyłych na Targi spaceruje sobie w tłumie rówieśników i rzuca okiem to na jedno to na drugie stoisko, czasem weźmie jakąś ulotkę, ale już rzadko porozmawia z nauczycielami czy uczniami danej szkoły o profilach, o klasach, o ofercie danych szkół. A szkoda. Oczywiście rozumiem, że tłum rówieśników nieco onieśmiela i masa stanowisk tworzy groch z kapustą, ale gdzie jeśli nie tu trzeba dokonać wstępnej selekcji szkół? Dalszym etapem są już tylko drzwi otwarte w szkołach, ale tu (kwiecień) trzeba już być w zasadzie zdecydowanym i mieć na horyzoncie te 2-3 szkoły.
W Poznaniu nadal obowiązuje elektroniczny system naboru do szkół ponadgimnazjalnych. Uczeń wybiera trzy szkoły, w szkołach interesujące go oddziały i czeka na losowanie. Zawsze mówię, że powinno się wybrać szkołę swoich marzeń jako pierwszy wybór, szkołę realną jako drugi i szkołę, gdzie stosunkowo łatwo się dostać, na wypadek, gdyby wyniki egzaminów gimnazjalnych okazały się poniżej oczekiwań. Tymczasem wielu uczniów wypełnia stosowny kwestionariusz w odwrotnej kolejności, czyli zaznacza szkołę, do której łatwiej się dostać jako pierwszy wybór! Kiedy we wrześniu pytam “pierwszaków” czy wychowawcy klas trzecich w gimnazjach pomagali wypełniać ten kwestionariusz i informowali o taktyce naboru elektronicznego, to często uczniowie mówią, że nikt im nie pomagał. To smutne.
Zupełnie niesamowitym manewrem uczniów jest wybór wszystkich oddziałów w danej szkole bez względu na ich specyfikę. Rozumowanie jest tu proste ale zabójcze: chcę iść do szkoły N za wszelką cenę, bo tam idą moi koledzy/koleżanki, bo tam mam kolegów/koleżanki itp. W rezultacie, kiedy szkoła wywiesza listę przyjętych uczniów, słyszałem okrzyki: raaany, jestem w mat-fizie! Widziałem już takie listy oddziałów, gdzie obok uczniów, dla których dany oddział jest pierwszym wyborem, są też tacy, dla których to wybór dziesiąty! Co to za klasa powstanie?
Dlatego, droga młodzieży, zapraszam wszystkich na Targi. Przyjdźcie, oglądajcie, pytajcie, dowiadujcie się, bądźcie aktywni. To ważny okres z Waszym życiu!
Zapraszam na stoisko 85 w sobotę, od 16:00 do 18:00. Porozmawiamy…
dalejh »