10 marca 2010 @ 09:56 · Kategoria Piotr Tomczak
Tydzień temu, na Uniwersytecie w Rzeszowie, ruszył kurs obsługi i stosowania kalkulatorów graficznych w nauczaniu matematyki. Zajęcia są prowadzone w dwóch grupach: nauczycielska i finansowa. Odbędą się w sumie 4 spotkania, zajęcia są bezpłatne i dobrowolne a prowadzi je Joanna Holewa.
Podobny kurs zorganizowaliśmy także w ubiegłym roku. Cieszył się dużym zainteresowaniem, stąd decyzja o jego powtórzeniu.
Gdzie może się przydać znajomość kalkulatorów graficznych? Na pewno w pracy w szkole. O ile uda się zakupić takie urządzenia, to właściwie użyte, istotnie wspomagają proces nauczania, szczególnie w gimnazjum i szkole ponad-gimnazjalnej. Ale okazuje się, że nie jest to jedyne miejsce. Jedna ze studentek, szukając pracy, zawędrowała do banku. Tam ku jej zaskoczeniu, zapytano ją o znajomość obsługi … kalkulatora graficznego. Gdy się o tym dowiedziałem, byłem równie zaskoczony jak ta studentka. Trudno powiedzieć skąd wzięło się to pytanie. Mam trzy hipotezy:
a) w tym banku używa się także kalkulatorów graficznych, top byłoby ciekawe
b) osoba pytająca także kończyła uczelnię pedagogiczną, zetknęła się z kalkulatorami i to sprowokowało takie pytanie
c) osoba pytająca, niewiele wiedziała o kalkulatorach, ale słyszała że coś takiego istnieje i chciała sprawdzić czy kandydat interesował się czymś więcej podczas studiów niż tylko standardowymi zajęciami.
Jak widać, mimo oporów z wprowadzaniem tej pomocy do polskich szkół, taka wiedza może być przydatna w najmniej spodziewanym momencie :).
2 marca 2010 @ 22:55 · Kategoria Agnieszka Herma
Dzisiaj rano wręczono mi list gratulacyjny dla mojej uczennicy Natalii Gawrońskiej, która zajęła I miejsce w konkursie wiedzy informatyczno - matematycznej ALGORYTMION organizowanym przez Wydział Matematyczno – Fizyczny Politechniki Śląskiej!!! Pierwszy etap wspomnianego konkursu odbywa się na platformie e-learningowej. Uczniowie muszą rozwiązać co najmniej trzy spośród pięciu dostępnych tam zadań. Rozwiązania wysyła się za pośrednictwem odpowiedniego formularza na stronie. Drugi etap odbywa się w laboratoriach komputerowych Wydziału Matematyczno-Fizycznego Politechniki Śląskiej.Rozwiązania zadań uczniowie przesyłają w postaci kodu źródłowego umieszczonego w jednym pliku. Dopuszczone języki programowania to: C,C++ oraz Pascal.

Jeszcze raz serdecznie gratuluję Natalio!
P.S. Przypomnę tylko, że nazwisko tej zdolnej uczennicy pojawiło się już na tym blogu w dwóch odsłonach:

Trzymam kciuki by te doświadczenia pomogły jej w uzyskaniu wysokiego wyniku na maturze!
1 marca 2010 @ 18:08 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Ponad 100 studentów II roku pielęgniarstwa na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie musi po raz trzeci pisać egzamin z farmakologii, ponieważ egzaminatorka unieważniła wyniki egzaminu poprawkowego. Powód? Wszyscy zdali. Pani profesor zarówno na pierwszym egzaminie, jak i na poprawkowym co roku daje te same pytania. Tak było też i tym razem. Pani profesor pojawiła się w dzisiejszym Teleexpresie, gdzie wyjaśniła, iż studenci musieli skądś wziąć te pytania i wcześniej przygotować odpowiedzi. Przeczytałem na lubelskim forum, że w czasie spotkania z dziekanem przedstawicielka żaków doszła z egzaminatorką do porozumienia i zgodziła się na unieważnienie wyników i wyznaczenie kolejnego terminu egzaminu poprawkowego. Dodatkowo, żacy mają przed samym egzaminem dostarczyć pani profesor dokument*, pod którym podpiszą się wszyscy i tym samym zgodzą się na anulowanie wyników spornego egzaminu.
Muszę powiedzieć, że mimo iż pracowałem 17 lat na wyższej uczelni, to te wieści z Lublina mnie zdumiały.
1. Nikogo na ściąganiu nie złapano, mimo iż na sali przebywała ekipa pilnująca studentów.
2. W naszym kraju obowiązuje domniemanie niewinności, to znaczy należy udowodnić, że ktoś popełnił przestępstwo.
3. Przedstawicielka studentów poległa na całej linii i zgodziła się na wszystkie warunki egzaminatora.
4. Pani profesor od lat używa na egzaminie tego samego zestawu pytań. Dla mnie jest jasne, że znajomość tych zagadnień wśród braci studenckiej jest wysoka.
5. Pani profesor nie przemęcza się w pracy dydaktycznej, serwując stale te same zagadnienia.
W jakim cywilizowanym kraju taka postawa pracownika wyższej uczelni nie spotkałaby się z reakcją władz? Jak to możliwe, że toleruje się takie zachowanie pani profesor? Jak to możliwe, że studenci biernie akceptują skandaliczne dla nich postanowienia? I czy można się dziwić, że nasze uczelnie pętają się w ogonie rankingów uczelni europejskich mając taką kadrę naukowo-dydaktyczną?
*moim zdaniem ten dokument może wyglądać tak:
My niżej podpisani studenci II roku Pielęgniarstwa serdecznie przepraszamy Panią profesor, iż zdaliśmy w komplecie egzamin poprawkowy. Naszą postawą doprowadziliśmy Panią do niepotrzebnych nerwów, a przecież powszechnie wiadomo, iż nic tak nie uspokaja egzaminatora, jak oblanie co najmniej połowy zdających. Dodatkowo, mimo iż pilnowano nas solidnie, nikt nie wpadł na ściąganiu. Słusznie wydało się to Pani podejrzane, gdyż serwując co sesję ten sam zestaw pytań, nie sposób wyobrazić sobie studenta bez gotowca czy choćby skromnej ściągi. W tej sytuacji zgadzamy się unieważnić tę farsę i przybyć na kolejny egzamin w dowolnym ustalonym przez Panią terminie. Gdyby Pani postanowiła po raz kolejny dać nam ten sam zestaw pytań, to spieszymy z informacją, że po ostatniej balandze w pubie “Medyk” całkiem zapomnieliśmy 99% pytań, a to, co pamiętamy, wystarczy do oblania co drugiego z nas. Serdecznie pozdrawiamy.
26 lutego 2010 @ 22:10 · Kategoria Agnieszka Herma
To nazwa darmowych warsztatów dla maturzystów, organizowanych przez Wyższą Szkołę Bankową w Poznaniu Wydział Zamiejscowy w Chorzowie. Już po raz drugi przez cały tydzień prowadziłam zajęcia w ramach tej akcji. W mojej opinii jest to dla uczniów świetna okazja do efektywnego wykorzystania ferii zimowych, dla lepszego przygotowania się do zbliżającego się wielkimi krokami egzaminu maturalnego. W tym roku zajęcia z matematyki cieszyły się szczególną popularnością (uczestniczyło w nich ponad 300 uczniów!!) co oczywiście nie dziwi w kontekście obowiązkowej matury z matematyki. Jeśli chodzi o prowadzone przeze mnie zajęcia, to starałam się je planować tak, by uczniowie mieli okazję przypomnieć sobie ogół zagadnień obowiązujących do egzaminu, ze szczególnym uwzględnieniem tych tematów, które sygnalizowali jako sprawiające określone trudności.

W kontekście tych spotkań, cieszył mnie, przede wszystkim fakt, że uczniowie systematycznie przychodzili na zajęcia przez cały tydzień i co ważniejsze, aktywnie w nich uczestniczyli. Mam nadzieję, że w jakimś stopniu pomogłam im w uporządkowaniu posiadanej wiedzy lub wskazałam obszary, którym powinni jeszcze poświęcić czas, planując ostateczne powtórki do matury.

Z tego miejsca chciałabym gorąco podziękować wszystkim uczniom, którzy wytrwali do końca i życzyć im „połamania piór” w maju!!!
Szczególne podziękowania kieruję do Piotra Tomczaka, który w imieniu firmy CASIO przekazał do rozlosowania wśród najwytrwalszych uczestników warsztatów, dwa kalkulatory, których wybrani uczniowie będą mogli używać na maturze.Mam nadzieję, że przyniosą im szczęście 
26 lutego 2010 @ 17:11 · Kategoria Piotr Tomczak
O spektakularnej akcji promującej matematykę, wspominał już Krzysiek. Temat jest jednak dość ciekawy, zatem pozwolę sobie napisać jeszcze kilka zdań od siebie. Na początek polecam tekst Bogdana Misia. Nie zostawia on suchej nitki na całej akcji, a nawet składa donos obywatelski z podejrzeniem korupcji. Bez względu na to co za chwilę napiszę, ja jednak wolę tą akcję w takiej formie jak jest teraz niż zupełny brak promowania matematyki, z czym mieliśmy do czynienia wcześniej.
Czym jest akcja promowania matematyki realizowana aktualnie w mediach? Dużym chwytem PR działającym głównie na korzyść urzędników i firmy, która do tego tortu się dobrała. Dlaczego?
Ponieważ każda licząca się na rynku marka, nie może patrzeć w perspektywie kilku miesięcy czy roku. Działania wizerunkowe muszą być zaplanowane na wiele lat i konsekwentnie realizowane. To co zrobiono w tej chwili, to wielki słomiany ogień, który za chwilę zgaśnie zostawiając po sobie tylko trochę ciepłego popiołu. Nie sądzę aby CKE otrzymała za pół roku od UE kolejne 100 milionów na przygotowanie kolejnego fajerwerku.
Co zatem należało by zrobić? Jest pewne miejsce, nadające się idealnie do inwestycji w wizerunek Królowej Nauk, to konkursy matematyczne. Organizuje się ich w naszym kraju ogromną ilość. Uczestniczą w nich uczniowie praktycznie ze wszystkich poziomów nauczania. Są to zwykle dobrzy uczniowie, i mają oni wśród swoich rówieśników pewną renomę. Inwestując niewielkie pieniądze, można by skutecznie pomóc organizatorom konkursów, aby np. nie musieli oni prosić rożnych instytucji o kubki czy długopisy na nagrody, lub nie byli zmuszeni do kupowania papieru ksero za własne środki.
Przydało by się im też raz do roku spotkanie, na którym mogliby wymienić się doświadczeniami i poczuć się docenieni.
Uczeń, wracający do szkoły z konkursu, budzi zawsze pewne zainteresowanie, często jest publicznie wyróżniany przez dyrekcję. Ale to także dobry materiał PR dla lokalnych mediów. Nasz chłopak, nasza dziewczyna pokonała tych z Warszawy, Gdańska, Poznania, itp. Nie trzeba znać się na matematyce, żeby z przyjemnością przeczytać taką notkę w swojej gazecie.
Aby to działało, potrzebny jest tylko zespół kilku osób, który pomagał by wysyłać takie informacje do mediów, czyli tzw. zabezpieczenie PR. Nauczyciele zwykle tego nie robią, bo się na tym nie znają. Trzeba umieć redagować w odpowiedni sposób informacje dla dziennikarzy i posiadać bazę kontaktów. Duże firmy płacą agencjom Public Relations, nauczycieli na to nie stać.
Jest szereg innych wydarzeń w matematyce, które mogłyby zaistnieć w mediach, gdyby tylko ktoś nad tym czuwał. W ten sposób buduje się długookresowo dobry wizerunek w społeczeństwie. Nie słyszałem np. aby kiedykolwiek Prezydent lub Premier spotkali się z wracającymi z międzynarodowego konkursu matematycznego, polskimi uczniami, a szkoda. Była by to gwarantowana wzmianka w mediach właśnie o matematyce i tak na prawdę reklama za którą nie trzeba by płacić kilku milonów.
Za te 100 mln można by ułożyć taką strategię na minimum 10 lat i to na wyjątkowo dobrym poziomie. Cztery lata temu, opowiedziałem o tym ówczesnemu szefowi CKE, Markowi Legutko. Przyznał mi rację, ale na tym się skończyło. Jak widać Centralna Komisja postanowił jednak cos zrobić, ale najwyraźniej dużo jeszcze musi się nauczyć. Oby jak najszybciej.
Na koniec dodam, że nie jest to żadna niesprawdzona teoria. Od kilku lat, w ten właśnie sposób, buduję wizerunek marki Casio na polskim rynku. Trudno było by już policzyć, ilu uczniów wróciło z kalkulatorem Casio z konkursu matematycznego do swojej szkoły. Nauczyciele dziękują mi za pomoc a ja się cieszę, że mogę dbając o interesy firmy, zrobić także coś pożytecznego. Panowie i Panie urzędnicy, da się! Na dodatek tanio i efektywnie.
23 lutego 2010 @ 14:18 · Kategoria Piotr Tomczak
Kiedyś pisałem o nauczycielach z którymi mam przyjemność współpracować. Część z nich dopiero zaczyna pracę w zawodzie nauczyciela, ale twórcze podejście i pracowitość, potrafią dać ciekawe efekty nawet u początkującego nauczyciela.
Monika pracuje w szkole podstawowej w Kielcach, i coś mi się wydaje, że ten poziom nauczania najbardziej jej odpowiada. Ostatnio jej uczniowie, znaleźli ciekawy sposób na wytłumaczenie działań na liczbach ujemnych. Temat dość trudny. Wiemy, że uczniowie mają sporo problemów zanim przyswoją sobie intuicyjny sens tego pojęcia. Błędów przy tym bez liku. Widziałem już kilka różnych sposobów tłumaczenia zasad wykonywania działań na liczbach ujemnych, ale ten to chyba zupełna nowość.
Oto co napisałam mi Monika:
„Uczniowie zazwyczaj mają problem z dodawaniem i odejmowaniem liczb wymiernych. Większość nauczycieli omawia to zagadnienie (liczb ujemnych) na przykładzie termometru, bądź długu, co według mnie sprawdza się tylko do pewnego momentu. Ja postanowiłam nie bawić się w tego typu rzeczy, tym bardziej, że klasa 6 w której uczę ma trochę problemów z matematyką, i zależało mi na czasie w jakim przyswoją sobie te pojęcia (ja jestem ich czwartym nauczycielem..).
Zaczęłam więc od tego, że przy dodawaniu/odejmowaniu liczb całkowitych (dwóch na początek) są dwa kroki potrzebne do podania końcowego wyniku:
1) ustalenie znaku
2) wykonanie odpowiedniego działania na liczbach już dodatnich, czyli na wartościach bezwzględnych tych liczb.
Moja uczennica w tym momencie wykazała się twórczym podejściem do problemu i stwierdziła, że to tak jak w relacjach rodzinnych:
Przykład 1.
-6-3
Obie liczby mają ten sam znak (to samo nazwisko) więc są jak brat i siostra - ich nazwisko (znak) nadal będzie ich łączył. Więc wynik działania będzie taki jakie jest ich nazwisko czyli (-). Więź między bratem jest tak silna, że wartości (bezwzględne) tych liczb do siebie dodajemy.
(analogicznie dla +5+8)
Przykład 2.
-8+5
liczby mają różne znaki, więc są jak kobieta i mężczyzna. chcąc się pobrać zazwyczaj jest tak, że przyjmuje się nazwisko mężczyzny (silniejszy) czyli większa liczba co do wartości bezwzględnej jest mężczyzną i jego nazwisko/znak ”-„ przyjmuje wynik. Niestety więź między nimi nie jest tak silna jak między bratem i siostrą i bywa, że ludzie się rozstają, więc wartość bezwzględną odejmujemy (od większej mniejszą)
(analogicznie dla 9-17; -2+9 itd.)
Dzieciaki od razu przyjęły ten sposób - bardzo im się spodobał, bo nie trzeba się zagłębiać w zabawę z długiem itp. Przy większej ilości liczb wykonujemy najpierw redukcję liczb o tych samych znakach, co prowadzi w konsekwencji do powyższej sytuacji.
Sposób dał dobry skutek (przynajmniej u mnie) i cała klasa zaliczyła sprawdzian na co najmniej 4, co w ich przypadku jest na prawdę dużym osiągnięciem, zważywszy na to, że zazwyczaj działania na liczbach ujemnych sprawiają dzieciom problemy.
Ot, małe ułatwienie, w postaci historyjki, które przyjemnie wkradło się w moje zajęcia
i skutkuje, co najważniejsze”
Uczniowie są różni i pewnie powinni różnymi drogami dochodzić do swoich odkryć. Jedno jest pewne, uczennica, która zainicjowała takie opisywanie działań, na pewno nie będzie miała problemów z działaniami na liczbach ujemnych.
20 lutego 2010 @ 22:22 · Kategoria Agnieszka Herma
Na konferencji w Gdańsku wielokrotnie zapytywani byliśmy przez nauczycieli, czy i gdzie istnieje możliwość zakupu sorobanów? W odpowiedzi na to pytanie, mogliśmy wyłącznie zwiesić głowę i w geście bezradności odesłać zainteresowanych do Chin lub Japonii. Zamieszanie wokół tego narzędzia rośnie z dnia na dzień i wydaje się być skutkiem obserwacji pozytywnych efektów jego stosowania w kontekście doskonalenia umiejętności rachunkowych. W swojej pracy ze studentami coraz częściej odwołuję się do japońskich doświadczeń w tym zakresie. Niestety każdorazowo swoje wykłady na ten temat, kończę smutną refleksją o niedostępności tego sprzętu w Polsce. Dzisiaj jednak nastąpił przełom! Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, na zajęcia ze studentami nauczania zintegrowanego, jedna z Pań przyniosła ze sobą bezcenną zdobycz, którą udało się jej „upolować” w sklepie wielobranżowym w centrum miasta za jedyne 2,19zł!!

Stylowy, chiński piórniczek metalowy z sorobanem w klapie
Pierwszy model jaki udało mi się dotąd w Polsce odnotować. Po wnikliwiej analizie etykiet udało mi się ustalić, że dystrybuuje je firma z Poznania, miasta z którego wywodzą się prekursorzy doświadczeń w zakresie stosowania sorobanu w Polsce!Ciekawe kiedy doczekamy się wersji deluxe w wykonaniu rodzimej firmy, wspieranej budową dydaktyczną jakiegoś uznanego wydawnictwa .
19 lutego 2010 @ 16:48 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
W Poznaniu rozpoczynają się Targi Edukacyjne. To świetna okazja przede wszystkim dla gimnazjalnych trzecioklasistów do poznania oferty szkół ponadgimnazjalnych. Moje wieloletnie doświadczenia z uczestnictwa na targach w charakterze dyżurującego ciała pedagogicznego pokazują, że większość młodych ludzi przybyłych na Targi spaceruje sobie w tłumie rówieśników i rzuca okiem to na jedno to na drugie stoisko, czasem weźmie jakąś ulotkę, ale już rzadko porozmawia z nauczycielami czy uczniami danej szkoły o profilach, o klasach, o ofercie danych szkół. A szkoda. Oczywiście rozumiem, że tłum rówieśników nieco onieśmiela i masa stanowisk tworzy groch z kapustą, ale gdzie jeśli nie tu trzeba dokonać wstępnej selekcji szkół? Dalszym etapem są już tylko drzwi otwarte w szkołach, ale tu (kwiecień) trzeba już być w zasadzie zdecydowanym i mieć na horyzoncie te 2-3 szkoły.
W Poznaniu nadal obowiązuje elektroniczny system naboru do szkół ponadgimnazjalnych. Uczeń wybiera trzy szkoły, w szkołach interesujące go oddziały i czeka na losowanie. Zawsze mówię, że powinno się wybrać szkołę swoich marzeń jako pierwszy wybór, szkołę realną jako drugi i szkołę, gdzie stosunkowo łatwo się dostać, na wypadek, gdyby wyniki egzaminów gimnazjalnych okazały się poniżej oczekiwań. Tymczasem wielu uczniów wypełnia stosowny kwestionariusz w odwrotnej kolejności, czyli zaznacza szkołę, do której łatwiej się dostać jako pierwszy wybór! Kiedy we wrześniu pytam “pierwszaków” czy wychowawcy klas trzecich w gimnazjach pomagali wypełniać ten kwestionariusz i informowali o taktyce naboru elektronicznego, to często uczniowie mówią, że nikt im nie pomagał. To smutne.
Zupełnie niesamowitym manewrem uczniów jest wybór wszystkich oddziałów w danej szkole bez względu na ich specyfikę. Rozumowanie jest tu proste ale zabójcze: chcę iść do szkoły N za wszelką cenę, bo tam idą moi koledzy/koleżanki, bo tam mam kolegów/koleżanki itp. W rezultacie, kiedy szkoła wywiesza listę przyjętych uczniów, słyszałem okrzyki: raaany, jestem w mat-fizie! Widziałem już takie listy oddziałów, gdzie obok uczniów, dla których dany oddział jest pierwszym wyborem, są też tacy, dla których to wybór dziesiąty! Co to za klasa powstanie?
Dlatego, droga młodzieży, zapraszam wszystkich na Targi. Przyjdźcie, oglądajcie, pytajcie, dowiadujcie się, bądźcie aktywni. To ważny okres z Waszym życiu!
Zapraszam na stoisko 85 w sobotę, od 16:00 do 18:00. Porozmawiamy…
17 lutego 2010 @ 20:52 · Kategoria Agnieszka Herma
W ubiegły czwartek w śnieżnej zamieci jechaliśmy na XIX Krajową Konferencję SNM. Dwunastogodzinna podróż z Warszawy do Gdańska, upływała nam w beztroskiej atmosferze, przerywanej wybuchami gromkiego śmiechu, prowokowanego kolejno opowiadanymi kawałami. Następnego dnia, nie było już bynajmniej czasu na żarty. Rano trzeba było przygotować sale, zorganizować stoisko i nastawić się mentalnie na konwersację w języku angielskim.Czekała nas bowiem wizytacja przedstawicieli CASIO z Niemiec.

Najbardziej obawialiśmy się czy dopiszą uczestnicy, czy listy nie będą świeciły pustkami. Na szczęście tematy dotyczące matury były na tyle interesujące, że na pierwszych warsztatach miałam ponad 40 osób, na drugich również nie musiałam martwić się o frekwencję, podobnie z resztą jak pozostałe koleżanki z teamu CASIO.

Wizytacja na zajęciach była bardzo stresującym doświadczeniem. Na szczęście tematyka okazała się interesująca nawet dla wizytującego, który skrupulatnie sporządzał notatki z przebiegu spotkania.

Stres po hospitacji zajęć udało się odreagować na fantastycznym bankiecie, którego atmosfera przypadła do gustu wszystkim bez względu na narodowość.

Mimo, iż w niedzielę, goście z Niemiec wrócili do siebie, stresom nie było końca. Czekało nas bowiem walne zgromadzenie członków SNM i wybory do nowych władz. Przyczyną zdenerwowania nie było bynajmniej zakreślanie kandydatów na kartach do głosowania, ale fakt, że na liście do Zarządu Głównego widniały nazwiska dwóch spośród współautorów tego bloga. W wyniku wyborów prezesem SNM został Profesor Henryk Kąkol, a Piotr i ja weszliśmy do Zarządu Głównego. Z tego miejsca chciałabym pogratulować wszystkim, którzy zostali wybrani do nowych władz i podziękować tym, którzy oddali na mnie swój głos. Postaram się nie zawieść.
16 lutego 2010 @ 19:39 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Tradycyjnie zaczynam od cytatów (www.cogito.com.pl oraz www.epoznan.pl):
CKE rozpoczęła wczoraj wielką kampanię telewizyjną, która ma zburzyć stereotyp matematyki jako trudnego szkolnego przedmiotu. Centralna Komisja Egzaminacyjna postawiła sobie za cel przekonać, że matma wcale nie jest trudnym przedmiotem, a za to jest niezwykle przydatna w dorosłym życiu. Kampania wiąże się z przywróceniem w tym roku obowiązkowej matury z matematyki. Ma się składać z dwóch części: wizerunkowej i edukacyjnej.
Część wizerunkowa kampanii ma pokazać, że matematyka to nie tylko rachunki i że jest potrzebna na każdym etapie życia. Będą o tym przekonywać w spotach reklamowych emitowanych w różnych stacjach ludzie, którzy odnieśli sukces w swoich zawodach. Podkreślone zostanie, że ich profesje – tylko z pozoru – nie są związane z matematyką.
Druga, edukacyjna część kampanii skierowana jest przede wszystkim do maturzystów. W TV 4 codziennie o godz. 18.55 emitowane będą 3,5-minutowe filmiki, na których matematycy z Uniwersytetu Warszawskiego będą wyjaśniać zagadnienia, z którymi uczeń może się spotkać na obowiązkowym egzaminie maturalnym. Po emisji filmiki będą dostępne w portalu Interklasa.pl jako pomoc naukowa. Zaplanowano 75 takich lekcji.
Kampania społeczna potrwa do końca kwietnia. Kampania reklamowa zachęcająca do matematyki kosztować będzie 20 milionów złotych.
Koniec cytatów.
Zgodnie z tytułem tego wpisu pozwolę sobie zauważyć, że
Po pierwsze: 20 milionów złotych to astronomiczna suma. Można za nią dla przykładu:
kupić ponad 4000 wypasionych laptopów albo
kupić ponad 2000 tablic interaktywnych albo
kupić ponad 2 850 000 jednodaniowych obiadów w szkole albo
zapłacić nauczycielowi matematyki za prowadzenie ponad 400000 dodatkowych lekcji …
Po drugie: Zastanawiam się, czy jeżeli uczeń nie lubi matematyki, gdyż został do niej skutecznie zniechęcony przez miłościwie nam panujący system edukacji, to po obejrzeniu spotów reklamowych nagle zapała do tego przedmiotu miłością?
Po trzecie: Pytam się, czy skoro MEN wprowadziło “karcianą” godzinę i nauczyciele mają prowadzić za Bóg zapłać dodatkowe zajęcia w wymiarze 36 godzin lekcyjnych rocznie, to prowadzenie tak kosztownej kampanii jest tylko faux pas czy już skandalem?
Po czwarte: Obejrzałem dwa filmiki na TV4. Pierwszy traktował o odsetkach, drugi o opasaniu Równika. Oba w zasadzie podobały mi się i umieszczone na portalu Interklasa mogą stanowić ciekawe uzupełnienie lekcji. Na przykład w klasach humanistycznych szukamy błędów językowych 
75 takich fimików to dopiero będzie kopalnia pomysłów do wykorzystania na lekcjach języka polskiego!
Po piąte: A gdyby tak CKE zezwoliło na korzystanie z kalkulatorów naukowych na egzaminie maturalnym i przeznaczyło zdobyte unijne fundusze na dofinansowanie ich zakupu przez uczniów, to czy ta w sumie prosta operacja nie ociepliłaby bardziej wizerunku matematyki niż najfajnieszy nawet spot reklamowy?
dalejh »