Na przełomie 2004/2005 w Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, powstał pomysł związany z uregulowaniem używania kalkulatorów na nowej maturze. Poprzednio wyglądało to tak, że generalnie nikt nie sprawdzał jakiego rodzaju sprzęt posiada maturzysta na egzaminie. Gdy ja pisałem maturę w 1995, wniosłem bez problemu na salę swój kalkulator naukowy i nikt się nim nie interesował. Mi też nie przyszło do głowy że może się to wiązać z jakimikolwiek wątpliwościami. Używałem go przez całą szkołę średnią i jego obecność na lekcji matematyki była całkowicie oczywista. Ale teraz nadchodziła nowa, lepsza, nowoczesna matura…
Pierwsza wersja w CKE mówiła że podobnie jak w ubiegłych latach, będzie można używać kalkulatora naukowego nie rysującego wykresów. Ale ostateczny komunikat ukazała się w ostatniej chwili tzn. 2 miesiące przed egzaminem, a w nim owszem, zezwolono na używanie kalkulatorów, ale tylko takich które nie mają opcji statystycznych. To był całkowity szok. Nikt od wielu lat nie produkował takiego sprzętu. Statystyka była jedną z podstawowych funkcji w każdym kalkulatorze naukowym. Na nic zdały się telefony do CKE. Komisja była głucha na wszelkie argumenty i bezwzględnie obstawała przy swoim.
To oczywiście wywołało falę niezbyt miłych uwag na temat kompetencji urzędników i ich wiedzy na temat kalkulatorów. Jednak kilka miesięcy później, w środowisku matematyków pojawiły się pogłoski, że CKE doskonale zdawała sobie sprawę z konsekwencji swej decyzji i zostało to zrobione umyślnie aby całkowicie zablokować używanie kalkulatorów naukowych. Podobno powody były całkowicie polityczne, obawiano się zarzutu że bardziej zamożni uczniowie będą korzystać z lepszych kalkulatorów a biedniejsi z gorszych. O wiele łatwiej było zabronić wszystkim niż opracować jasne reguły które zezwalałyby na używanie tych urządzeń a jednocześnie nie dopuszczały do dyskryminacji.
W następnym roku pojawiły się już jednoznaczne zapisy zezwalające na używanie jedynie kalkulatorów kieszonkowych, i ten stan utrzymuje się do dziś.



