Kilka dni temu, moja koleżanka opowiedziała mi jak wyglądał jej ostatni egzamin na uczelni na której studiuje
OK. 300 studentów wtłoczono do niezbyt obszernej auli, zadania miały charakter testów wielokrotnego wyboru z punktami ujemnymi, wyświetlano je na slajdach przez 45 s. Po zakończeniu na ekranie pojawiła się tykająca bomba. Był to znak że należy jak najszybciej rzucić się do skrzyni stojącej przy wejściu i zdeponować tam swoją pracę, chwilę później bomba wybuchła sygnalizując że prace które jeszcze nie zostały oddane będą karane punktami ujemnymi. Biada tym którzy siedzieli na końcu sali. Dodatkowo na swojej pracy należało zaznaczyć kto siedział po twojej prawej i lewej stronie a także z przodu i z tyłu.
Efekt był taki, że jedynie kilka osób zaliczyło test. Reszta standardowe czeka na “kampanię wrześniową”.
Mogę zrozumieć że szanowny Pan doktor habilitowany nie jest zbyt dobry z organizacji i nie umie tak sobie przygotować egzaminu aby zabezpieczyć się przed ściąganiem w jakiś cywilizowany sposób. Mogę również założyć, że jego znajomość podstaw prawa jest delikatnie rzecz ujmując mizerna, i nie zdaje sobie on sprawy że nie może stosować odpowiedzialności zbiorowej, tzn. nie może karać studenta jedynie na podstawie faktu że w jego pracy pojawiły się identyczne odpowiedzi (błędy) co w pracy osoby siedzącej obok. Ale w żaden sposób nie umiem usprawiedliwić nieznajomości podstaw matematyki.
Wiadomo od wieków że istnieje coś takiego jak rozkład normalny (Gaussa), który niezwykle dobrze opisuje otaczającą nas rzeczywistość. Szczególnie dobrze nadaje się do obrazowania rozkładu inteligencji, inaczej mówiąc, w społeczeństwie jest pewna grupa o wyjątkowo niskiej inteligencji, bardzo duża o przeciętnej i niewielka o wybitnie wysokiej.
Można spokojnie przyjąć, że kilkuset osobowa grupa studentów też podlega temu prawu. Jest tam na pewno grupa osób które ewidentnie nie opanowały materiału. Pośrednia, największa grupa która opanowała temat na przeciętnym poziomie oraz niewielka część tych którzy “wiedzą wszystko”.
Jeżeli w wyniku egzaminu 95% osób ma ocenę negatywną, to może to oznaczać:
a) Wykład/kurs został przeprowadzony wyjątkowo nieudolni, tak że studenci nie byli w stanie przyswoić materiału,
b) Egzamin został przeprowadzony błędnie, pytania były źle postawione i w konsekwencji nie nastąpiło ocenienie wiedzy słuchaczy,
c) Mamy do czynienia z wyjątkową próbką statystyczną o szczególnie niskich kompetencjach (ulubiona teza wykładowców), tylko że w takim przypadku ta wyjątkowa, unikalna grupa studentów, nie mieszcząca się w kanonach statystyki, powinna stać się przedmiotem poważnych badań naukowych zakończonych co najmniej doktoratem.
Znanym faktem jest również, że większość wykładowców ma właśnie takie zdanie ( c ) o swoich studentach. Tylko że, podważa to udowodniony empirycznie fakt, iż inteligencja rozkłada się w społeczeństwie właśnie według krzywej Gaussa.
W praktyce wiemy, że zwykle kończy się to we wrześniu gdy tym razem następuje ponowne zgwałcenie rozkładu normalnego i 95% studentów ma poprawne wyniki.








Znam taki przypadek, prof ogłosił że będzie krzywa Gaussa i 5% obleje bez względu na wyniki, wiara się wzburzyła poszła do rektora i zmusili gościa żeby konkretnie okreslił co trzeba wiedzieć żeby zdać,
Oblało 30%