inicio mail me! sindicaci;ón

Habilitacja - z łacińskiego habilitas …

“zdatność, zręczność”, postępowanie, którego celem jest uzyskanie przez uprawnioną osobę stopnia doktora habilitowanego

Tyle Wikipedia. A ja mam pytanie do szanownych współautorów tego bloga, dwie osoby z doktoratami, czy waszym zdaniem powinno się znieść w Polsce habilitację? Czy  “rozruszało” by to naszą naukę, dużo szybciej promując zdolnych naukowców? Czy może pogrążyło by ja jeszcze bardziej?

Krzysiek said,19 września 2008 @ 12:44

Mam wrażenie, że pytanie jest źle postawione. Chodzi mi o system edukacji w naszym kraju. Jest tak, że mamy
1. szkołę podstawową, gdzie nauka trwa 6 lat,
2. gimnazjum, 3 lata,
3. szkołę ponadgimnazjalną, zasadniczo 3 lata,
4. studia licencjackie, studia I stopnia, 3 lata,
5. studia magisterskie, studia II stopnia, 2 lata,
6. studia doktoranckie, studia III stopnia, xxx lat,
7. studia podoktoranckie, “post-doc studies”, yyy lat kończone rozprawą habilitacyjną.
Zauważmy, że każdy z pierwszych sześciu kroków jest dość dobrze zdefiniowany, w tym sensie, że rozumiemy, co należy zrobić, aby ukończyć dany etap. Tymczasem, jak pokazuje doświadczenie, zakończenie etapu 7. uzależnione jest od merytorycznych i ogromnej liczby pozamerytorycznych czynników. W wielu przypadkach czynniki pozamerytoryczne są daleko ważniejsze. Układy środowiskowe, znajomości, kontakty, czyjeś widzimisię, rozdział pieniędzy na badania naukowe, czy brak takowych na własne badania…. Massmedia pełne są opowieści sfrustrowanych naukowców, którzy etap 7. przechodzą jak przez mękę i często dziękują systemowi, wyjeżdżając na Zachód. Weżmy dydaktykę matematyki. Wielu profesorów wprost mówiło mi, że nie mogę się habilitować z dydaktyki matematyki ma Wydziale Matematyki i Informatyki UAM, gdyż dydaktyka matematyki nie jest działem matematyki i w ogóle nie jest godna uwagi szanownych profesorów. Ilu mamy w Polsce doktorów habilitowanych z dydaktyki matematyki?? Gdzie się habilitowali?? W Niemieckiej Republice Demokratycznej, w Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich…. Zostawmy to może na inną okazję. Może wypowiedzą się zainteresowani tym tematem….
Skoro więc wokół habilitacji panuje mroczna atmosfera, więc pewnie czas na jakieś zmiany. I teraz zaskoczę Szanownych Czytelników. Otóż wcale nie uważam, że trzeba znieść habilitację. Trzeba tylko reguły etapu 7. ustalić i uczytelnić. Zainteresowani etapem 7 powinni móc startować do konkursu na stanowisko wykładowcy przy odsłoniętej kurtynie, bez układzików i z góry ustalonym zwycięzcy. Albo jest to stanowisko nie wymagające od nas pracy naukowej (non tenure track), albo decydujemy się startować na stanowisko, gdzie pracujemy naukowo (tenure track) i jesteśmy rozliczani po stosownym czasie, czyli możemy w czytelnych warunkach ukończyć ten etap. Póki co nie ma szans na zmiany, gdyż tzw. środowisko jest za bardzo zainteresowane tym, co jest, niestety….

Administrator said,19 września 2008 @ 13:04

Myślę jednak że pytanie jest dobrze postawione, sytuacja jaka jest każdy widzi, zwłaszcza jeżeli można zajrzeć “od środka”. A aktualne, proponowane rozwiązanie też jest dość proste i oczywiste: zlikwidować habilitację. Pytanie czy się na to zgadzamy czy nie.
Inaczej: czy zakładamy że system da się podreperować innymi sposobami i warto zostawić jednak habilitację, czy raczej nie dajemy mu szans i stawiamy na zupełnie nowe, trochę wypróbowane na świecie, rozwiązanie.

Krzysiek said,19 września 2008 @ 13:36

Rozwiązanie nie jest nowe, działa w całym, rozwiniętym, świecie. Fakt, że nie ma tam habilitacji nie oznacza, że nie trzeba po, powiedzmy, 2 latach pokazać, gdzie sie jest, co się zrobiło i na co wydatkowało pieniądze. My nie jesteśmy mentalnie i systemowo gotowi na uczciwe rozliczenia….

Ptr said,19 września 2008 @ 13:42

Czyli mówiąc krótko: tak źle i tak niedobrze, nie ma wyjścia będziemy cały czas bawić się w tym naszym błotku …

RSS komentarzy · TrackBack

Odpowiedz