To tytuł jednego z opowiadań Stanisława Lema, które urzekło mnie licznymi matematyczno - technologicznymi odniesieniami. Weźmy na przykład wzmiankę z Kuriera Bezludnego, w którym autor przedstawia sentymentalną historię pewnego matematyka zakochanego w maszynie cyfrowej:
„Przy tabliczce mnożenia jeszcze się jakoś trzymał, ale kiedy doszło do rozwiązywania równań nieliniowych entego stopnia, począł namiętnie ściskać jej klawisze, powtarzając: Najdroższa! Nigdy cię nie opuszczę!”![]()
Cudne prawda!
Innym rzucającym na kolana tekstem jest zaczerpnięty z kolumny literackiej wspomnianego wcześniej kuriera , wiersz:
„Cóż to za robot piękny i młody,
I cóż to za robotniczka
Ona mu z dzbana daje pentody,
A on jej – wtyczki z koszyczka”
Brzmi znajomo, prawda?! (Każdego kto zna pierwowzór, proszę poniżej o wpis potwierdzający skojarzenie).
Po pobieżnej lekturze tej doskonałej literatury, postanowiłam ogłosić konkurs na matematyczną parafrazę znanych dzieł. Każdy autorski pomysł mile widziany!! Piszcie!!








Proza Lema fascynuje mnie od zawsze, nie tylko w zakresie charakterystycznych dla niej neologizmów i neosemantyzmów oraz bogactwa artystycznej kreacji, lecz przede wszystkim w zakresie rzadko już teraz spotykanej umiejętności posługiwania się krystaliczną polszczyzną w połączeniu z jasnością przekazu myśli. Czytając niedawno (po raz kolejny) lemowe ‘opus magnum’ - Cyberiadę - pomyślałem, że warto zacytować wiersz, który tam znalazłem. Może nie jest to “matematyczna parafraza znanych dzieł” , ale jak pisze sam Autor rzecz jest “o miłości i śmierci, ale wyrażonej językiem wyższej matematyki, a zwłaszcza algebry tensorów. Może być również wyższa topologia i analiza. A przy tym erotycznie silne, nawet zuchwałe, i w sferach cybernetycznych”. Serdecznie pozdrawiam i zapraszam do lektury tego genialnego tekstu.
Nieśmiały cybernetyk potężne ekstrema
poznawał, kiedy grupy unimodularne
Cyberiady całkował w popołudnie parne,
Nie wiedząc, czy jest miłość, czy jeszcze jej nie ma.
Precz mi, precz, Laplasjany z wieczora do ranka,
I wersory wektorów z ranka do wieczora!
Bliżej, przeciwobrazy! Bliżej, bo już pora
Zredukować kochankę do objęć kochanka!
On drżenia wpółmetryczne, które jęk jednoczy,
Zmieni w grupy obrotów i sprzężenia zwrotne,
A takie kaskadowe, a takie zawrotne,
Że zwarciem zagrażają, idąc z oczu w oczy!
Ty, klaso transfinalna! Ty, silna wielkości!
Nieprzywiedlne continuum! Praukładzie biały!
Christoffela ze Stoksem oddam na wiek cały
Za pierwszą i ostatnią pochodną miłości.
Twych skalarnych przestrzeni wielolistne głębie
Ukaż uwikłanemu w Teoremat Ciała,
Cyberiado cyprysów, bimodalnie cała
W gradientach, rozmnożonych na loty gołębie!
O, nie dożył rozkoszy, kto tak bez siwizny
Ani w przestrzeni Weyla, ani Brouwera
Studium topologiczne uściskiem otwiera,
Badając Moebiusowi nie znane krzywizny!
O, wielopowłokowa uczuć komitanto,
Wiele trzeba cię cenić, ten się dowie tylko,
Kto takich parametrów przeczuwając fantom,
Ginie w nanosekundach, płonąc każdą chwilką!
Jak punkt, wchodzący w układ holonomiczności,
Pozbawiany współrzędnych zera asymptotą,
Tak w ostatniej projekcji, ostatnią pieszczotą
Żegnany - cybernetyk umiera z miłości.