Początek był trudny. Po obejrzeniu około 10 filmów byłem na krawędzi załamania nerwowego. Temat konkursu miał się nijak do zawartości filmików. Dobrze, że moje (byłe) uczennice umieściły kiedyś na youtube swoje flagowe dzieło http://www.youtube.com/watch?v=42HkB2h-pgo, które zresztą też nie miało z matematyką wiele wspólnego, ale chociaż się ogląda przyjemnie (prawda?). Ale potem było już tylko lepiej i lepiej.
Patrząc na te filmiki z pewnej perspektywy, myślę sobie, że skoro program nauczania matematyki jest nudny jak flaki z olejem, to czemu filmy nagrane przez “konsumentów” tego programu miałyby być ciekawe? I tak wielkie brawa należą się laureatom za ciekawe pomysły, udany dobór muzyki i montaż. Podobała mi sie też akcja propagandowa, czyli komentarze dodawane pod filmikami w stylu: “super film”, “murowany zwycięzca”, “jeżeli ten film nie wygra, to jurorzy są…” itd.
Niestety, większości matematyka kojarzy się z arytmetyką i fakt, iż nie kończy się w szkole oznacza ciągłą walkę z rachunkami, co zdaje się jednak być przesadą. W tym kontekście bardzo podobał mi się film o grze w bilard, gdzie króluje geometria i symetrie. To był mój faworyt. Przegrał.
Dziękuję organizatorom za zaproszenie. Kilka filmów ściągnąłem sobie i będę pokazywał moim uczniom. Mam wrażenie, że o to właśnie chodziło.








To tak na prawdę nie była akcja matematyczna, tylko marketingowa. Fabryka robi dobry produkt, agencja reklamowa promuje go, klient kupuje i wszyscy są zadowoleni. Ponoć konia można doprowadzić do wody ale nie można go zmusić aby pił. Z uczniem jest lepiej, skutecznie zmusza się go do chodzenia na lekcję i w różnoraki sposób skłania do nauki. My spróbowaliśmy trochę zareklamować tą “wodę” którą on musi pić. Co się natomiast wydarzy gdy rzeczywiście jej spróbuje, za to odpowie już szkoła.