inicio mail me! sindicaci;ón

Wpisy z styczeń, 2009

Jaka piękna góra

Ten mały obrazek na dole, przedstawia statystyki wejść na naszego bloga w ostatnim miesiącu. Widać stałą obecność internautów pod koniec grudnia i na początku stycznia, na poziomie 60-80 wejść. Potem wydarzyło się coś dziwnego, przez kilka dni nasz blog był masowo atakowany przez czytelników. Liczba wejść przekraczała 800.
Był to efekt artykułu Krzyśka Nowakowskiego o próbnych maturach z matematyki. Nie wiem czy Krzysiek zrobił to celowo, czy może pomógł mu przypadek, fakt jest faktem. Pierwszy raz odnotowaliśmy tak gigantyczny skok oglądalności.
Wyniki były także interesujące w okresie konkursu filmowego, ale na zdecydowanie niższym poziomie.
Aktualnie wróciliśmy do … normy.
Jaki poziom oglądalności może osiągnąć taki wąsko tematyczny blog jak nasz? Trudno powiedzieć. Na razie ustaliłem sobie średni poziom 100 wejść dziennie, jako cel na ten rok. Czas pokaże czy to realne.

Statystyka

Konferencja SNM Radom (relacja I)

Po frekwencyjnym niżu odnotowanym na spotkaniach  metodycznych, w końcu zgromadziłam pełną salę na moich zajęciach (odwiedził mnie między innymi  gość z Niemiec, ale o tym w następnym wpisie)! Ogólnokrajową Konferencję SNM w Radomiu mogę więc uznać  za udaną, choć do tego sukcesu, przyczyniły się przede wszystkim dwa zasadnicze słowa kluczowe w moich propozycjach tematów. Nowa podstawa programowa i obowiązkowa matura z matematyki, przyciągały nauczycieli. Poszukując interesujących metod i form pracy z  uczniami nie zawsze zainteresowanymi matematyką, trafili do mnie, na warsztaty z kalkulatorami graficznymi. W rozmowach jakie prowadziłam z nauczycielami po zajęciach,  jednoznacznie orzekli oni, że są zachwyceni pracą z elektronicznymi notatkami, głównie ze względu na prostotę ich obsługi i fakt, że są „skrojone na miarę” do danego tematu. Pytali też czy będą one dołączane do podręcznika, np.: razem z emulatorem, bo byłyby doskonałym uzupełnieniem pracy na lekcji. 

http://www.kalkulatory.pl/index.php?option=com_content&task=blogcategory&id=71&Itemid=79

Nie wiem czy takie rozwiązanie będzie możliwe, jedno mnie jednak cieszy, moje intuicje dotyczące dydaktycznych możliwości tkwiących w elektronicznych kartach pracy, potwierdziły się w zetknięciu z wieloletnim doświadczeniem nauczycieli matematyki szkół ponadgimnazjalnych.

Konferencja SNM – raport z miejsca wypadku

Prezenty, upominki, książki, gadżety – wszystko aby ściągnąć nauczycieli na warsztaty. Nie rozumiem dlaczego tak późno sobie to uświadomiłem?
Skończyła się kolejna konferencja krajowa Stowarzyszenia Nauczycieli Matematyki. Teraz był to Radom. W tym roku zmieniłem trochę koncepcję udziału firmy w tym spotkaniu. Zrezygnowałem ze stanowiska sprzedażowego, nasze kalkulatory sprzedawał Nowik, a zrobiłem dużą ilość warsztatów (blisko 20). Niestety, na części z nich były 3-4 osoby, a niektóre wcale się nie odbyły ze względu na brak zainteresowania. Wprawdzie np. na zajęciach Agnieszki Hermy i moich o konkursie filmowym była dość duża liczba uczestników, ale obserwując konkurencyjne zajęcia wydawnictw, na które zapisywało się więcej osób niż wolnych miejsc, można odczuć dyskomfort zawodowy.
Spodziewałem się trochę takiej sytuacji. Co roku problem jest podobny. Staram się więc przygotowywać coraz lepsze i lepsze zajęcia. Ale to nie przekłada się istotnie na frekwencję.
Ostatniego dnia, uświadomiono mi dlaczego tak się dzieje. Jeżeli nauczyciel ma do wyboru warsztaty z kalkulatorami, których na dodatek nie ma u siebie w szkole, a obok są zajęcia wydawnictwa na których dostanie książkę (lub nawet komplet), to gdyby nawet zajęcia z kalkulatorami były 100 razy bardziej interesujące, to prawie każdy wybierze to spotkanie na którym coś może dostać.
OK. zatem najwyższy czas wyciągnąć wnioski. Za rok na konferencji w Gdyni, przygotuję kilkaset interesujących gadżetów, kalkulatorów lub cos podobnego, i będę dawał każdemu kto przyjdzie na moje zajęcia. Zobaczymy co się będzie działo.casioteam

Od lewej: Piotr Tomczak, Joanna Holewa, Agnieszka Herma, Monika Janus, Iwona Korczak, Kurt Klaner, Aleksandra Wróblewska, Jadwiga Masztalerek, Barbara Jankowiak

MATURA 2010 - schemat punktowania zadań otwartych

Na próbie egzaminu maturalnego z matematyki dla klas drugich pojawił się nowy schemat punktowania zadań otwartych.
Jak egzaminator przyznaje punkty w zadaniach za 2 punkty:
1 punkt - za pokonanie zasadniczych trudności zadania,
2 punkty - za rozwiązanie bezbłędne.
Jak egzaminator przyznaje punkty w zadaniach za 4 punkty:
1 punkt - za rozwiązanie, w którym postęp jest wprawdzie niewielki, ale konieczny na drodze do całkowitego rozwiązania zadania,
2 punkty - za pokonanie zasadniczych trudności zadania,
3 punkty - za rozwiązanie zadania do końca lecz z usterkami, które jednak nie przekreślają poprawności rozwiązania,
4 punkty - za rozwiązanie bezbłędne.
Jak egzaminator przyznaje punkty w zadaniach za 5 punktów:
1 punkt - za rozwiązanie, w którym postęp jest wprawdzie niewielki, ale konieczny na drodze do całkowitego rozwiązania zadania,
2 punkty - za rozwiązanie, w którym jest istotny postęp,
3 punkty - za pokonanie zasadniczych trudności zadania,
4 punkty - za rozwiązanie zadania do końca lecz z usterkami, które jednak nie przekreślają poprawności rozwiązania,
5 punktów - za rozwiązanie bezbłędne.
Hmmm, można i tak… Trochę przypomina mi to ocenę występu kajakarza górskiego. Przewrócił się na początku - 1 punkt. Pokonał pierwszy wodospad? Dwa punkty. Utonął przed metą? 4 punkty…
Żeby było jasne: ja nie mam większych pretensji do takiego systemu punktowania, choć wiem, że się nie podoba lub w najlepszym razie wzbudza kontrowersje. Nie wiadomo bowiem, co to znaczy, że postęp jest “istotny”. Oczywiście, jeśli zdający rozwiązuje zadanie tak, jak autor klucza sobie wymyślił, to ok. Ale wiemy, że nasi uczniowie potrafią rozwiązać każde zadanie na milion sposobów. I trudno tu ustalić, gdzie postęp jest rzeczywiście istotny, gdzie pokonano zasadnicze trudności, tym bardziej, że moi uczniowie mają tendencję do “znajdowania” trudności tam, gdzie autor zadania już ma nadzieję, że są pokonane :-)
Uważam, że na przykład za ułożenie równania (układu równań) i właściwe oznaczenie niewiadomych, zdający powinien otrzymać 50% punktów za zadanie, nawet jeśli nie umie go rozwiązać. Ta ważna cecha (umiejętność budowy modelu) winna być doceniona. Ja tak postępuję oceniając moich uczniów.
Nie bardzo rozumiem, co to znaczy, że rozwiązano zadanie do końca lecz z usterkami, które jednak nie przekreślają poprawności rozwiązania. Jeśli są usterki, to przekreślają poprawność rozwiązania! Chyba że zdający popełnił błąd rachunkowy, który nie ułatwił znacząco rozwiązania. Tu też jest kłopot…
Jak widać, ocena zadania nie jest sprawą łatwą. Kiedyś rozwiązania zadań klasyfikowano wg kategorii: A, B, C, D, E. Nadal wśród nauczycieli są zwolennicy tego systemu. Kategorie od B do E były pojemne i można było w miarę sprawiedliwie ocenić CAŁOŚĆ pracy egzaminowanego. W nowym systemie zanika zupełnie (już zanikła) ocena poprawności językowej, swoboda pisemnej wypowiedzi, kultura matematyczna. Zostaje suma zdobytych punktów za pojedyncze czynności.
Trochę mi żal tych starych matur… Ale to już było i nie wróci więcej…

wyniki matur czyli jak bardzo lubimy sobie pobełkotać

Co rusz można poczytać o wynikach matur próbnych dla klas trzecich. Jedna z takich prób została przeprowadzona w listopadzie pod patronatem znanego wydawnictwa pedagogicznego. Pani Anita z tegoż wydawnictwa tak oceniła: “wyniki nie są niestety genialne”. Od razu pomyślałem o naszych komentatorach sportowych. “To nie był najlepszy skok”, “to nie była idealna próba”, “wspaniałe podanie ale niecelne”, “fenomenalny strzał tuż obok bramki”, “obrona nie stanowiła monolitu”, “gdyby celnie strzelił, to byłby mistrzem świata” itd.  Tak więc wiemy już, że wyniki nie są genialne. Zauważmy, że nawet, gdyby wyniki były genialne, to i tak nie za bardzo byśmy rozumieli, co to oznacza. Pani Anita zauważyła, że uczniowie “spośród przedmiotów dodatkowych najczęściej wybierali geografię i WOS, najmniej chętnie - fizykę i chemię. Najlepiej licealiści poradzili sobie z niemieckim. Egzamin zdali wszyscy, a średnia ocena wyniosła 59 proc. Najsłabiej wypadła matematyka. Uczniowie napisali podstawowy poziom średnio na 31 proc.” Aha, czyli jednak nie najgorzej :-) Maniera porównywania wyników z jednego przedmiotu do wyników innego przedmiotu nieustannie mnie denerwuje. Skoro wszyscy uczą się WOSu, a tylko nieliczni uczą się fizyki w klasach trzecich, to co w tym nienaturalnego, że uczniowie częściej wybierają WOS? Skąd wiadomo, że matematyka wypadła najsłabiej? Czy jeśli zadania z matematyki były kosmicznie trudne, to 31% to mało i to z marszu, bez specjalnego przygotowania? A, jeśli arkusz z języka niemieckiego był na poziomie średnio rozgarniętego gimnazjalisty, to znaczy, że 59% to dużo? A może właśnie mało???

Za rok wszyscy absolwenci będą zdawali matematykę. Czy będzie ważne, że średnia wyników to 31% a nie 59% albo 99% ? Ważne będzie tylko jedno, miejsce konkretnego zdającego w szeregu wyników. Można bowiem napisać na 45% i legitymować się świetnym wynikiem w stosunku do reszty zdających, a można też uzyskać “słaby” wynik około 80%… Można też zebrać wyniki i porównać je między szkołami, regionami itp. Ale porównanie wyników z różnych lat i z różnych przedmiotów to zwyczajny bezsens. Choć trzeba tu zauważyć, że powinno być możliwe porównanie wyników egzaminu maturalnego z tego samego przedmiotu z różnych lat tak, żeby legitymujący się danym wynikiem kandydat na studia mógł konkurować z innymi kandydatami, którzy mogli zdawać egzamin w innych latach.  Zdaje się, że na tym polu CKE ma wiele do zrobienia.

próbna matura z matematyki dla klas drugich, część druga

No i napisali…
Kilka refleksji po tej próbie.
1. Uczniowie przystąpili do próby z marszu, bez żadnych przygotowań i napisali część zamkniętą co najmniej bardzo dobrze. Siłą rzeczy, zadania otwarte wypadły słabiej.
2. Jeśli tak ma wyglądać zasadniczy egzamin na poziomie podstawowym, to humaniści nie mają się czego obawiać.
3. Uczniowie klas z matematyką jako przedmiotem wiodącym bezwzględnie muszą zdawać ten egzamin na poziomie rozszerzonym. Każdy bowiem błąd popełniony na tak prostym egzaminie będzie nie do nadrobienia!
4. Liczba zadań zamkniętych (24 na 33) była za duża. Można było zdobyć aż 48% punktów. Skoro wystarczy 30%, aby zdać ten egzamin, to sądzę, że nie powinno być możliwe uzyskanie więcej jak 35-40% punktów za część zamkniętą.
5. Zmienia się sposób oceniania zadań. To jednak temat na osobny wpis….

Szkoła z e-bookiem

Śląski Kurator  Oświaty zadbał o nowoczesne rozwiązanie problemów przeciążonych tornistrów naszych pociech.  Wychodząc naprzeciw technologicznym wyzwaniom współczesnej szkoły, zaproponował pilotażowe wprowadzenie do szkół województwa śląskiego e-booków. Na razie grupą docelową w tym zakresie będą uczniowie klas 4-6 szkół podstawowych, którzy korzystać z nich będą wyłącznie w trakcie lekcji.  Z tradycyjną książką uczeń będzie pracował odrabiając zadanie domowe. Pomysł wydaje się doskonale trafiać w oczekiwania współczesnych uczniów. Takie elektronicznie, alternatywne źródła informacji będą zapewne wpływać na zwiększenie motywacji do uczenia się. Początkowo będzie się ona opierała zapewne na zainteresowaniu nowym sprzętem z czasem jednak, może wpłynąć na zmianę nastawienia do nauczanego przedmiotu. Z punktu widzenia ucznia, taka e-książka to z pewnością ciekawsza forma przekazu, pytanie tylko co na to nauczyciele? Jak odnajdą się w nowej sytuacji? Czy ich opór przed elektronicznymi nowinkami nie wpłynie negatywnie na uczniowską fascynację? Dyrektorzy zapewne zastanawiać się będą nad kosztami jakie wygeneruje stosowanie tego sprzętu, jego konserwacja itd. Mam jednak nadzieję, że mimo tego oporu, inicjatywa się powiedzie bo wydaje się odpowiadać oczekiwaniom e-pokolenia. 

http://polskatimes.pl/fakty/edukacja/75456,podreczniki-w-domu-e-booki-w-szkolach,id,t.html

Olimpiada matematyczna pod strzechy

Na podsumowaniu rankingu Perspektyw, Pani minister Hall zapowiedziała, że w najbliższych dniach, będzie się spotykać z dyrektorami najlepszych szkół aby dyskutować jak „przeszczepić ich sukcesy” do innych placówek, szczególnie w zakresie matematyki i informatyki. Porozmawiać zawsze warto. Za oknem zima, ciepła herbatka lub kawa w miłym gronie to nieoceniona sprawa…
Zastanawiam się jednak, na ile doświadczenia szefów najlepszych placówek, pracujących z wyselekcjonowaną młodzieżą, przydadzą się „zwykły” dyrektorom, mającym przeciętną młodzież i borykającym się z morzem prozaicznych problemów.
Na szczęście nie jest tak źle, siła w narodzie. Nauczyciele z całej polski organizują rocznie kilkadziesiąt najróżniejszych konkursów matematycznych. Od szkolnych i lokalnych począwszy, na regionalnych i ogólnopolskich (a nawet międzynarodowych skończywszy). Tam znajduje swoje miejsce ta młodzież, która dobrze radzi sobie z matematyką, ale nie planuje jej studiować.
To gigantyczna aktywność społeczna, angażująca rocznie kilkadziesiąt tysięcy uczniów. To także ogromna promocja matematyki i okazja do zmierzenia się z typowo egzaminacyjnym stresem. Niestety Ministerstwo raczej tego nie dostrzega. Wsparcie otrzymuje jedynie Olimpiada, bo tam pojawiają się dzieciaki które później zwykle lądują na studiach matematycznych. To zapewne efekt tego, że całość kontrolują matematycy uniwersyteccy, a ich raczej nie interesują jakiś lokalne konkursy z banalnymi” zadaniami.
Na chodniku leży sztaba złota. Można się o nią potknąć i pójść dalej… ale można też ją zauważyć i podnieść.
Nie zrobimy z całego narodu drużyny olimpijskiej. Nie wszyscy są championami. Jeżeli chcemy dotrzeć do szerszej grupy, to musimy im zaproponować coś w czym będą mogli się odnaleźć. Lokalne konkursy matematyczne to sprawdzona i już funkcjonująca formuła.
Czego potrzeba?
Nauczyciele/organizatorzy, borykają się najczęściej z problemem nagród. Czasami udaje im się uzyskać jakieś wsparcie, ale zwykle muszą żebrać o gadżety w firmach. Wyprodukowanie 1000 plecaków, T-Shirtów, smyczy, długopisów, itd. z matematycznym motywem, nie wiązało by się ze specjalnymi kosztami, a w znacznej części rozwiązywało by problem. Przydałby się też jakiś mały fundusz na lepsze nagrody.
Ważnym problemem jest także koordynacja działań i wymiana doświadczeń. Organizatorzy od lat marzą o konferencji na której mogliby się spotkać, wymienić doświadczenia i skoordynować działania, aby np. terminy lokalnych konkursów nie konkurowały ze sobą.
Możemy spojrzeć na szkolną aktywność matematyczną, jak na piramidę. Jej szczyt to przyszli matematycy, przejawiający szczególne uzdolnienia, część środkowa to dobrzy uczniowie, przyszli inżynierowie, stosujący matematykę na co dzień, ale nie tworzący jej jak matematycy. Dolna cześć to cała reszta, również rodzice i nauczyciele. Nie odgrywają oni istotnej roli w rozwoju królowej nauk, ale warto aby stwarzali dobre warunki dla pozostałych, tzn. aby dobrze mówili o matematyce i wspierali tych którzy poświęcają jej więcej czasu i uwagi.
Pierwsza grupa nie potrzebuje motywacji. W drugą warto inwestować bo nie jest jeszcze na 100% „zdobyta”. Z trzecią trzeba się „dogadać” aby wspierała dobre procesy.
Pyramid

e-Bliźniaki

Wbrew pozorom niniejsza notatka nie będzie poświęcona elektronicznym aspektom ciąży mnogiej. Chciałam dzisiaj napisać o interesującej formie współpracy zagranicznej, obejmującej łączenie i współpracę bliźniaczych szkół w Europie za pośrednictwem mediów elektronicznych, której towarzyszy promowanie szkolenia nauczycieli. Unijny program eTwinning, bo o nim mowa, promuje wykorzystywanie technologii informacyjno-komunikacyjnych (ICT) w szkołach europejskich. Uczniowie i nauczyciele wykorzystując Internet, współdziałają, wymieniając się informacjami i materiałami do nauki.

 

Okazuje się, że Polska jest krajem najliczniej reprezentowanym  w projektach realizowanych tą drogą, przy czym ku mojemu zaskoczeniu, do rzadkości należy realizowanie tam  projektów matematycznych. Może  warto się tym zainteresować, choćby w kontekście promowania swojej szkoły. Dla początkujących nauczycieli, udział w tym programie,  może  być bowiem jednym z ciekawszych osiągnięć, istotnych dla ich awansu zawodowego. Co więcej, przygotowanie się do wzięcia udziału w takim projekcie nie generuje żadnych kosztów, kurs prowadzony online jest darmowy i nie wymaga włóczenia się po świecie. Niestety ze względu na wirtualny charakter współpracy, nie zakłada się wizyt studyjnych, więc kraj, z którym współpracujemy, możemy podziwiać wyłącznie z perspektywy swojego komputera. Dzięki temu jednakowoż,  nie generuje się kosztów, które zazwyczaj w podobnych projektach realizowanych w realu, pojawiają się w zwiąkzku z wyjazdami do szkół partnerskich, z których zwykle  korzystają nauczyciele, a nie uczniowie. W tym projekcie uczniowie mogą przejąć inicjatywę i wykazać się swoimi umiejętnościami zwłaszcza technologicznymi. Mogą faktycznie działać, a nie tylko stanowić element projektu, z którego większe korzyści czerpią częściej nauczyciele niż uczniowie. Zachęcam więc do odwiedzenia strony http://www.etwinning.pl poszukajcie e-bliźniaków dla swoich szkół.

próbna matura z matematyki dla klas drugich, część pierwsza

Dziś wielkoposka młodzież pisała próbny egzamin maturalny z matematyki na poziomie podstawowym (arkusz: http://bi.gazeta.pl/im/0/6143/m6143330.pdf). Jadąc do szkoły, słuchałem radia, które głosem pani redaktor obwieściło, że poznańska młodzież umówiła się, by napisać ten egzamin bardzo słabo po to, aby za rok ten właściwy już arkusz był dziecinnie prosty. “No, bo jak władze zobaczą, że nic nie umiemy, to obniżą wymagania”.
Ta uczniowska argumentacja bardzo przypadła do gustu pani redaktor, ktora powiedziała na zakończenie: “może coś w tym jest i gra jest warta świeczki?”.
Pójdźmy tym tropem. Wyobraźmy sobie, że arkusz składa się z pytań typu 2+2 = ? Wiadomo, jakie będa rezultaty: 99,9% zdających uzyska maksymalną liczbę punktów. I co wtedy? Czy po to, drogi uczniu, uczyłeś się 12 lat matematyki, żeby teraz zrównać się wynikiem z jakimiś debilami, którzy zakładają nauczycielowi kosz na głowę, notorycznymi wagarowiczami i innym szkolnym marginesem? Gdzie Ty masz instynkt samozachowawczy, żeby zgadzać się na takie rozwiązanie?!!! Czy zgadzasz się, żeby zamiast Ciebie na wymarzonej uczelni znalazł się kolega, który umie co prawda liczyć do czterech ale już do pięciu nie za bardzo?
Skupmy się na arkuszu próbnej matury. Wszak mamy do czynienia z momentem historycznym w dziejach polskiej matury: zadaniami zamkniętymi, czyli testem jednokrotnego wyboru. Wiadomo, że w połowie klasy drugiej nie można było tutaj zamieścić wielu zadań, jakie z pewnością będą na zasadniczym egzaminie, choćby zadań o ciągach czy elementów kombinatoryki, ale już na pierwszy rzut oka widać, że tak skomponowany zestaw zadań nie powinien stanowić większej przeszkody nawet dla humanistów antymatematyków. Przyznam z pewną nieśmiałością: mnie się taki arkusz podoba.
Mam nadzieję, że kiedy uczniowie zasiedli w ławkach, przeczytali pierwsze zadania, to te głupoty o bojkocie próby uleciały im z głowy i napisali rzeczywiście tak, jak potrafią. Zobaczyli, że nie taki diabeł straszny i że spokojnie można będzie zdać zasadniczy egzamin maturalny z matematyki już za rok.  Czego sobie i moim uczniom życzę.

dalejh »