inicio mail me! sindicaci;ón

Wpisy z styczeń 7, 2009

W=(2*L+F)*O/U czyli jak ograć Perspektywy

Ten niezbyt skomplikowany wzór, to formuła na wyłonienie najlepszych szkół ponadgimnazjalnych w rankingu magazynu Perspektywy i Rzeczpospolitej. Dziś odbył się kolejny finał tej imprezy. Siedząc na Auli Starej Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego i obserwując kolejno pojawiające się delegacje szkolne, trochę się nad tym zastanowiłem.
Kolejne litery we wzorze oznaczają:
L – liczba laureatów III etapu Olimpiady przedmiotowej z danej szkoły
F - liczba finalistów III etapu Olimpiady przedmiotowej z danej szkoły
O – liczba Olimpiad (wynikająca z L i F)
U – liczba uczniów z danej szkoły
Zorganizujmy małą szkołę z 60 uczniami, ale niech to będą najlepsi z najlepszych. Wysyłajmy ich na wszystkie możliwe Olimpiady przedmiotowe. Jeżeli np. co piaty zostanie laureatem (a jest to skromna prognoza) i pojawi się 1 finalista, to zakładając, że mamy te sukcesy w 12 Olimpiadach, otrzymujemy: (2*12+1)*12/60=5
Tegoroczny zwycięzca uzyskał wynik 4,96 zatem spokojnie wyprzedzilibyśmy go.
W rankingu znajduje się podobny przypadek. Na miejscu piątym mamy Gimnazjum i Liceum Akademickie w ZS UMK (Toruń). Ma ono tylko 91 uczniów a w 10 Olimpiadach uzyskało 3 laureatów i 14 finalistów. To akurat ich zgubiło bo paradoksalnie bardziej opłaca się mieć więcej laureatów niż finalistów (podwójna wartość we wzorze).
Jaki z tego wniosek? Ranking tak na prawdę pokazuje nam sam szczyt piramidy, szkoły uzyskujące najlepsze wyniki w olimpijskim współzawodnictwie. Ale niestety jest to słaby miernik tego, ile naprawdę pracy wkładają nauczyciele w edukację uczniów.
To z kolei można by bardzo prosto zmierzyć, porównując wyniki egzaminu gimnazjalnego i maturalnego, czyli to jaką młodzież szkoła otrzymała i co z nią „zrobiła”, na ile wzbogaciła ich wiedzę lub zubożyła.
Wiemy, że dobre szkoły filtrują sobie młodzież w naborze, a w skutek tego „na wejściu” pracują w dużo lepszych warunkach. To tak jakby zrzucić kogoś z helikoptera 600 m przez szczytem Everestu i obserwować jak zdobywa szczyt a drugą osobę zostawić u stóp góry, na początku drogi. W takiej sytuacji nie można określić kto naprawdę wykonał większą pracę i kto jest lepszym himalaistą.
Nie mam zamiaru kwestionować sensu rankingu. „Prowadzenie” zdolnej młodzieży to też prawdziwa sztuka i warto pokazywać najlepszych w tej dziedzinie. Ale mimo wszystko to wąska kategoria. W żadnym wypadku nie można powiedzieć że są to najlepsi nauczyciele. Są najlepsi ale tylko w swojej, wąskiej kategorii. Inna sprawa, że większość nauczycieli marzy o pracy ze zdolną młodzieżą.
Może jednak ktoś zorganizuje kiedyś konkurs, który wyłoni nauczycieli potrafiących najwięcej dać swoim uczniom, czyli prawdziwych mistrzów, radzących sobie zarówno z olimpijskimi talentami jak i z najtrudniejszymi przypadkami. Ta informacja byłaby najbardziej użyteczna dla rodziców.