inicio mail me! sindicaci;ón

Olimpiada matematyczna pod strzechy

Na podsumowaniu rankingu Perspektyw, Pani minister Hall zapowiedziała, że w najbliższych dniach, będzie się spotykać z dyrektorami najlepszych szkół aby dyskutować jak „przeszczepić ich sukcesy” do innych placówek, szczególnie w zakresie matematyki i informatyki. Porozmawiać zawsze warto. Za oknem zima, ciepła herbatka lub kawa w miłym gronie to nieoceniona sprawa…
Zastanawiam się jednak, na ile doświadczenia szefów najlepszych placówek, pracujących z wyselekcjonowaną młodzieżą, przydadzą się „zwykły” dyrektorom, mającym przeciętną młodzież i borykającym się z morzem prozaicznych problemów.
Na szczęście nie jest tak źle, siła w narodzie. Nauczyciele z całej polski organizują rocznie kilkadziesiąt najróżniejszych konkursów matematycznych. Od szkolnych i lokalnych począwszy, na regionalnych i ogólnopolskich (a nawet międzynarodowych skończywszy). Tam znajduje swoje miejsce ta młodzież, która dobrze radzi sobie z matematyką, ale nie planuje jej studiować.
To gigantyczna aktywność społeczna, angażująca rocznie kilkadziesiąt tysięcy uczniów. To także ogromna promocja matematyki i okazja do zmierzenia się z typowo egzaminacyjnym stresem. Niestety Ministerstwo raczej tego nie dostrzega. Wsparcie otrzymuje jedynie Olimpiada, bo tam pojawiają się dzieciaki które później zwykle lądują na studiach matematycznych. To zapewne efekt tego, że całość kontrolują matematycy uniwersyteccy, a ich raczej nie interesują jakiś lokalne konkursy z banalnymi” zadaniami.
Na chodniku leży sztaba złota. Można się o nią potknąć i pójść dalej… ale można też ją zauważyć i podnieść.
Nie zrobimy z całego narodu drużyny olimpijskiej. Nie wszyscy są championami. Jeżeli chcemy dotrzeć do szerszej grupy, to musimy im zaproponować coś w czym będą mogli się odnaleźć. Lokalne konkursy matematyczne to sprawdzona i już funkcjonująca formuła.
Czego potrzeba?
Nauczyciele/organizatorzy, borykają się najczęściej z problemem nagród. Czasami udaje im się uzyskać jakieś wsparcie, ale zwykle muszą żebrać o gadżety w firmach. Wyprodukowanie 1000 plecaków, T-Shirtów, smyczy, długopisów, itd. z matematycznym motywem, nie wiązało by się ze specjalnymi kosztami, a w znacznej części rozwiązywało by problem. Przydałby się też jakiś mały fundusz na lepsze nagrody.
Ważnym problemem jest także koordynacja działań i wymiana doświadczeń. Organizatorzy od lat marzą o konferencji na której mogliby się spotkać, wymienić doświadczenia i skoordynować działania, aby np. terminy lokalnych konkursów nie konkurowały ze sobą.
Możemy spojrzeć na szkolną aktywność matematyczną, jak na piramidę. Jej szczyt to przyszli matematycy, przejawiający szczególne uzdolnienia, część środkowa to dobrzy uczniowie, przyszli inżynierowie, stosujący matematykę na co dzień, ale nie tworzący jej jak matematycy. Dolna cześć to cała reszta, również rodzice i nauczyciele. Nie odgrywają oni istotnej roli w rozwoju królowej nauk, ale warto aby stwarzali dobre warunki dla pozostałych, tzn. aby dobrze mówili o matematyce i wspierali tych którzy poświęcają jej więcej czasu i uwagi.
Pierwsza grupa nie potrzebuje motywacji. W drugą warto inwestować bo nie jest jeszcze na 100% „zdobyta”. Z trzecią trzeba się „dogadać” aby wspierała dobre procesy.
Pyramid

Odpowiedz