Trwają rekolekcje - czas, w którym nauczyciele odbywają różne szkolenia i nasiadówki. Dziś uczestniczyłem w szkoleniu z obsługi tablicy interaktywnej. Ponieważ było to piąte szkolenie z obsługi tej tablicy, w którym brałem udział jako uczestnik, a prowadziłem kilkadziesiąt szkoleń z obsługi kalkulatorów graficznych, mam “w tym temacie” garść refleksji. Skupiłem się na sposobie prowadzenia szkolenia przez fachowca od tablic interaktywnych. Jak sam powiedzial, przeszkolił ponad 1000 nauczycieli. Piąty raz obejrzałem ten sam spektakl: nauczyciele wszelakich przedmiotów, łącznie z wuefistami, zasiedli w szkolnych ławkach, a fachowiec od tablic przez prawie 3 lekcje pokazywał, co tablica potrafi. Jak na fachowca przystało, pozytywnie zareagował na obecność wuefistów i pokazał, że na tablicy można jako tło umieścić boisko do koszykowki i kreślić taktykę drużyny, co zresztą spotkało się z entuzjazmem wszystkich zgromadzonych. Następnie pan pokazał, jak można rysować trójkąciki, a tablica sama wyprostuje boki - tu ciało pedagogiczne aż zapiszczało z uciechy. I tak pan nas szkolił: a to narysował, a to zmazał wielgachną gumką, a to napisał i podkreślił na różowo, a mazał na niebiesko itp itd. Pokazał, jak to wszystko zapisać, jak to wszystko skasować, skasował wynagrodzenie i sie oddalił, życząc nam przyjemnej pracy. Równie dobrze mógł nas przeszkolić, powiedzmy, z pilotowania myśliwca F-16, a nawet, jak mogę się domyślać, przycisków na pulpicie myśliwca jest więcej i można ciekawiej mówić o ich zastosowaniu, a zwłaszcza o przycisku FIRE, którego notabene brak na tablicy interaktywnej. W zasadzie w czasie rekolekcji nauczyciele mogliby zaliczyć szkolenie z obsługi innych, równie skomplikowanych i wyposażonych w tysiące przycisków, maszyn i urządzeń.
Te szkolenia mają jeden wspólny mianownik: żaden nauczyciel nie dotknął tablicy, nie spróbował na niej pisać, nie podkreślił, nie przekreślił, nie wymazał i nie zapisał - przez 3 lekcje siedział i się gapił. Silników nie odpalił, myśliwcem nie kołował po pasie startowym, nie wystartował… Warsztaty z obsługi kalkulatorów graficznych o tyle się różnią od tych, że nauczyciele mają sprzęt pod nosem i mogą sobie poklikać.
Kiedy pan pokazywał i pokazywał, zacząłem się zastanawiać, czym różnią się możliwości tablicy interaktywnej od ściany i rzuconego na nią obrazu z komputera. Otóż te możliwości opisuje słowo “interaktywna”. Ale interaktywna nie dlatego, że tekst można efektownie zmazać, że można puścić uczniom fragment filmu, że można prostować boki figurom. Interaktywność to coś więcej niż pokazują fachowcy od tablic, prawda?








Ostatnio a dokładnie w czwartek 19.03 również brałam udział w szkoleniu z tablic interaktywnych i niestety mam to samo wrażenie jak Krzysiek. Pomijając fakt, że Pan, który prowadził to szkolenie spóźnił się na nie 1,5 h, następnie miał problemy z zainstalowaniem sterowników i skorelowaniem tablicy z laptopem…. niestety dotknąć tablicy też nie dotknęłam, jedynie pisak miałam w dłoni (zamiast myszki
)… czy jest sens takich szkoleń?? Przecież i tak kiedy przyjdzie nam mieć szansę prowadzić zajęcia z wykorzystaniem tablicy trzeba będzie się samemu z nią i jej funkcjami zapoznać…