5 maja, drugi dzień kampanii
Puchną fora po wczorajszym egzaminie z języka polskiego. Było śmiesznie łatwo? To zła wiadomość dla tych wszystkich, którzy potrzebują punktów z tego egzaminu w kampanii o indeks. Każdy błąd, każda usterka będzie bolesna!
Dziś egzamin z języka angielskiego, “zdawałem” rozszerzony angielski. Podobały mi się czytanki. Tak sobie siedzę i myślę o tych tekstach i jak to było za moich czasów, aż tu patrzę, a abiturientka płacze. Czego płaczesz abiturientko? Jestem tak zdenerwowana, że nie potrafię policzyć, ile wyrazów napisałam… Chyba o 17 za dużo, a tu napisane, że powinno być od 200 do 250 słów. Powinno, nie znaczy, że musi… Nie płacz, ma być zwarta kompozycja, więc parę słów więcej można przecież napisać, żeby całość miała ręce i nogi… (Chociaż, kto wie, czy w tym naszym zbiurokratyzowanym kraju liczba wyrazów nie jest ważniejsza od ich znaczenia…) Siedzę sobie i tak patrząc na zapłakaną abiturientkę, myślę, że kiedy ja zdawałem egzamin z języka angielskiego, to desperacko walczyłem, aby osiągnąć dolną granicę liczby słów w tekście o czymś tam, a ona napisała za dużo i skreśla całe frazy… Chcąc nie chcąc trzeba wrócić myślami do debaty o maturze z polskiego. Przecież wiadomo, że jedni potrafią napisać zwarty i logiczny tekst na pół strony, a inni piszą na 20 stron i jeszcze im mało. Jak tu ocenić obie prace? To za trudne dla mnie.
Kończę więc pytaniem łatwym i zawierającym brzydki wyraz:
Po cholerę ktoś wymyślił, że egzamin na poziomie podstawowym trwa 170 a na rozszerzonym 180 minut?



