inicio mail me! sindicaci;ón

Wpisy z maj, 2009

mistrzostwa szkoły w sudoku

Co rok organizuję w szkole mistrzostwa szkoły w sudoku. Mistrzostwa składają się z eliminacji, gdzie trzeba wypełnić diagram w ściśle określonym limicie czasowym. Daje to awans do finału, który właśnie odbył się w mojej szkole. Wygrała Alicja, która w nagrodę otrzymała Slima i dyplom. Nagrodę wręczyła osobiście pani dyrektor. Akurat pracuję w tej klasie z zestawem kalkulatorów graficznych, w tym z paroma Slimami, więc Alicji przyda się ta nagroda. Co rok jestem zafascynowany przebiegiem eliminacji i finałem. Móc oglądać młodych ludzi wypełniających sudoku - bezcenne :-)  Poziom tych zawodów jest fenomenalny i nie miałbym z Alicją żadnych szans.

W poprzedniej szkole, w ktorej pracowalem,  organizowałem zawody, gdzie w finale spotkali się uczniowie z gimnazjum i liceum i dwa razy wygrała gimnazjalistka,  zresztą z klasy pierwszej, czyli najmłodsza ze wszystkich finalistów. Pamiętam to zdziwienie na twarzach starszych licealistów, gdy w finale niska i szczuplutka dziewczynka wstała i oddała jako pierwsza prawidłowo wypełniony diagram.

Raz zawody miały charakter otwarty i zaprosiłem do udziału w finale kilku nauczycieli. Sądziłem, że podniesie to rangę zawodów i sprawi frajdę uczniom. Niestety, fakt iż wygrała gimnazjalistka, a najlepszy nauczyciel zajął 5 miejsce, stał się powodem kwasów i fochów startujących nauczycieli, którzy się obrazili na cały świat i zapowiedzieli, że już się tak bawić nie będą. Zostawiam to bez komentarza.

A sponsorowi nagrody, firmie Zibi, składam serdeczne podziękowania!

O nowoczesnej edukacji matematycznej u progu matury z matematyki

Edukacja matematyczna stoi obecnie przed problemem istotnego obniżenia się średniego poziomu uzdolnień uczniów szkół kończących się maturą. Odpowiedzialność za taką sytuację ponosi jednakże nie tylko uczeń, który nie radzi sobie z matematycznymi wyzwaniami stawianymi mu na kolejnych etapach edukacji. Mamy bowiem okazję często obserwować proces, w którym uczeń deklarujący w klasach początkowych zainteresowanie matematyką, utraci go w miarę przechodzenia na wyższe poziomy edukacji. W klasa I-III wielu uczniów deklaruje wyraźną fascynację edukacją matematyczną. Stopniowo jednak, w momencie przechodzenia na kolejne poziomy edukacji, motywacja do uczenia się tego przedmiotu słabnie, a i wyniki uzyskiwane przez uczniów, stopniowo się pogarszają. Trudno byłoby obarczyć odpowiedzialnością za ten stan rzeczy dziecko, twierdząc, że ono jest  winne, bo przestało się uczyć. Wydaje się, że jedną z przyczyn tej trudnej sytuacji, jest zmiana specyfiki pracy w zakresie tego przedmiotu na kolejnych etapach edukacji. Dziecko młodsze chętnie uczy się matematyki, ponieważ proponuje mu się badanie zagadnień z tej dziedziny w toku pracy na materiale konkretnym, często włączając w proces nauczania, gry, zabawy i rozmaitości matematyczne motywujące ucznia do pracy. Tymczasem w klasach 4-6 zdarza się, że nauczyciele porzucają drogę nauczania czynnościowego, uznając ją za nieadekwatną do wieku. Stawiają uczniów w sytuacji, zderzenia z matematyczną abstrakcją, uznając że działanie na konkrecie na tym etapie rozwojowym już niczemu nie służy. Uczeń wdrażany w klasach I-III do eksperymentowania matematycznego, doznaje na kolejnych etapach kształcenia, szoku poznawczego w zetknięciu z matematyczną abstrakcją, nie popartą próbami empirycznymi. Proces ten przenosi się na kolejne piętra edukacji. Uczniowi „na wiarę” podaje się pewne matematyczne fakty, sądząc, że bez ich „przeżycia” w działaniu, uczeń opanuje je i sprawnie będzie stosował. I tak gimnazjalista, a potem licealista, wyuczany jest „algorytmicznych sztuczek”, których celem jest zdanie egzaminu końcowego. Nie pokazuje się mu matematyki, jako nauki, w której próby empiryczne mają sens i prowadzić mogą do samodzielnego odkrywania matematyki. Nauczyciele częstokroć uznają, że szkoda czasu na tego rodzaju „zabawę”. Niektórzy robią to prawdopodobnie ze względu na brak pomysłów na to, jak uczynić swój przedmiot, interesującym. Bazują dość często na zastraszaniu, grożeniu kolejnymi ocenami niedostatecznymi i wydaje się im, że to jest najskuteczniejsza droga matematycznego kształcenia. Skutkiem tego jest narastająca nienawiść do tego przedmiotu. Jedną z obserwowanych fobii szkolnych jest paniczny lęk przed matematyką. Wiąże się on bardzo często z brakiem jej rozumienia. A ten fakt wynika również z nieodpowiedniego przygotowania pedagogicznego nauczycieli. W szkołach, zwłaszcza ponadgimnazjalnych  pokutuje podejście akademickie, w którym fakty matematyczne podawane są ekskatedra bez tłumaczenia, uzasadniania i samodzielnego odkrywania. Rodzi się więc przekonanie o hermetycznym charakterze pojęć z tego zakresu, które adresowane mogą być wyłącznie do grupy najwybitniejszych uczniów. Tym samym, przedmiot ten w ostatnim czasie stracił na popularności i nie był tak często wybieranym przez maturzystów. Tryumfy popularności święciła najczęściej geografia, licznie wybierana przez uczniów jako przedmiot maturalny. Wejście w życie obowiązkowej matury z matematyki napawa przerażaniem wielu uczniów, a niejednokrotnie i nauczycieli, którzy za wyniki egzaminów  swoich podopiecznych czują się dalece odpowiedzialni. Zachodzi więc pytanie jak wspierać proces przygotowania uczniów do zdawania obowiązkowej matury z matematyki? Co zrobić aby uczniowie polubili na nowo ten przedmiot, a motywacją do jego zgłębiania nie była tylko obawa o wynik egzaminu? Co zrobić, żeby zaszczepiona w klasach początkowych,  fascynacja tym przedmiotem, mnie została zaprzepaszczona? Niestety nie ma jednoznacznej odpowiedzi na te pytania. Jedno jest pewne, trzeba wzbudzić u uczniów na nowo zainteresowanie tym przedmiotem, ukazując go przez pryzmat empirycznych prób w wyniku których możliwe jest samodzielne odkrywanie przez uczniów piękna matematyki. Droga samodzielnej eksploracji pojęć z tego zakresu w toku stosowania np.: kalkulatorów graficznych, przynosi niezwykłe korzyści w toku pracy na poziomie gimnazjum i liceum. Istotnie wpływa na motywację do uczenia się tego przedmiotu i ogranicza niepowodzenia szkolne w zakresie przygotowania do egzaminów zewnętrznych. Z użyciem tego narzędzia na lekcjach matematyki, mamy szansę pokazać, że każdy uczeń może samodzielnie odkrywać matematykę, może z nią eksperymentować, a przeżywając „przygody z matematyką”, wspieraną interaktywnym narzędziem elektronicznym,  widzi nowoczesny wymiar treści z tego zakresu.

5 maja, drugi dzień kampanii

Puchną fora po wczorajszym egzaminie z języka polskiego. Było śmiesznie łatwo? To zła wiadomość dla tych wszystkich, którzy potrzebują punktów z tego egzaminu w kampanii o indeks. Każdy błąd, każda usterka będzie bolesna!

Dziś egzamin z języka angielskiego, “zdawałem” rozszerzony angielski. Podobały mi się czytanki. Tak sobie siedzę i myślę o tych tekstach i jak to było za moich czasów, aż tu patrzę, a abiturientka płacze. Czego płaczesz abiturientko? Jestem tak zdenerwowana, że nie potrafię policzyć, ile wyrazów napisałam… Chyba o 17 za dużo, a tu napisane, że powinno być od 200 do 250 słów. Powinno, nie znaczy, że musi… Nie płacz, ma być zwarta kompozycja, więc parę słów więcej można przecież napisać, żeby całość miała ręce i nogi… (Chociaż, kto wie, czy w tym naszym zbiurokratyzowanym kraju liczba wyrazów nie jest ważniejsza od ich znaczenia…)  Siedzę sobie i tak patrząc na zapłakaną abiturientkę, myślę, że kiedy ja zdawałem egzamin z języka angielskiego, to desperacko walczyłem, aby osiągnąć dolną granicę liczby słów w tekście o czymś tam, a ona napisała za dużo i skreśla całe frazy… Chcąc nie chcąc trzeba wrócić myślami do debaty o maturze z polskiego. Przecież wiadomo, że jedni potrafią napisać zwarty i logiczny tekst na pół strony, a inni piszą na 20 stron i jeszcze im mało. Jak tu ocenić obie prace? To za trudne dla mnie.

Kończę więc pytaniem łatwym i zawierającym brzydki wyraz:

Po cholerę ktoś wymyślił, że egzamin na poziomie podstawowym trwa 170 a na rozszerzonym 180 minut?

4 maja, początek kampanii

A więc kolejna kampania rozpoczęła się o 9:00 egzaminem z języka polskiego. Walka o indeks będzie wyczerpująca i pochłonie wiele ofiar. W zasadzie już pochłonęła, choć ofiary jeszcze tego nie wiedzą, ale już coś przeczuwają….

Jak co roku egzamin z języka polskiego poddany jest ostrzałowi ze wszystkich stron: a to za łatwy, a to za trudny, a to nie ma klucza, a to klucz nie pasuje do zamka itp itd. Wydaje się, że, po paru latach eksperymentowania na żywym organizmie zdających, egzamin z języka polskiego nadal budzi najwięcej kontrowersji i zwyczajnie jest niedopracowany.

Jutro egzamin z języka angielskiego i dalej już poleci, praktycznie dzień po dniu. Ciekawe, że fora internetowe nadal żyją nie tylko bieżącymi tematami, ale wciąż kwestionowana jest sama forma egzaminu maturalnego. Jestem od wielu lat żywo zainteresowany tematyką egzaminów i końcowych i wstępnych i muszę przyznać, że na palcach jednej ręki mogę policzyć merytoryczne debaty na ten temat. A jest o czym dyskutować. Mamy wiele lat doświadczeń z krajów zachodnich, parę lat własnych obserwacji i co? Cisza…

Dziś znalazłem na jednym z forów taki wpis (użytkownik iluminacja256):

“Mniej więcej 30 lat temu w USA, w które to Polska jest zapatrzona jak sroka w gnat, oficjalnie przyzano, że nauczanie testowe produkuje idiotów nie mających żadnej wiedzy o niczym. Testy sprawdzają się jedynie w zakresie zagadnień gramatycznych oraz w ramach zadań matematycznych, które de facto są testem z rozbudowanym
opisem matematycznym. Oczywiście , Polacy zawsze wiedzieli lepiej i skonstruowali totalny żur, który potem odkręca sie przez 3 lata studiów, bez skutku.”

W zasadzie zgadzam się nawet z tak ostrym postawieniem sprawy, choć nie do końca rozumiem, co oznacza “żur” w tym kontekście :-)

Obojętnie: żur czy kaszanka -  wszystkim uczestnikom kampanii majowej życzę ostatecznego sukcesu czyli zdobycia indeksu na wymarzony kierunek studiów!

A gdzie dowód?

W Brazylii dziennikarze wytropili nowy samochód Fiata, który przemierzając w ukryciu lokalne drogi, był poddawany szczegółowym testom przed wprowadzeniem go do produkcji. Dlaczego światowy koncern z wieloletnim doświadczeniem „bawi się” w takie podróżowanie? Bo wie, że każda skomplikowana maszyna, nawet bardzo dokładnie zaprojektowana i wykonana, w sytuacji praktycznej może zachować się nieprzewidywalnie.
Czy utytułowany Profesor z Uniwersytetu, ma jakiekolwiek kompetencje, aby uczyć matematyki w szkole? Na wyższych uczelniach, panuje dość powszechna opinia, że kompetencje nauczycieli są dość niskie, co jest podstawowym powodem niskiego poziomu edukacji. Z drugiej strony, nauczyciele nie pozostają dłużni, bardzo często twierdzą, że pracownicy naukowi tak naprawdę nie mają zielonego pojęcia o realiach pracy w szkole, i nie wytrzymali by 3 godzin w przeciętnym gimnazjum lub liceum. Czy prawda leży po środku?
Matematyka to nauka o dowodach. Hipotezy są albo potwierdzane albo obalane. Niestety bardzo często, spotykam się z sytuacją, w której nawet bardzo wybitny matematyk, i mam tu na myśli tzw. czystego matematyka, czyli niezajmującego się np. dydaktyką (nauczaniem) matematyki, formułuje określone hipotezy jak to powinno się nauczać tego przedmiotu w szkole, bez podawania dowodu takiego twierdzenia. Czy nie stoi to w sprzeczności z logiką matematyczną? Najwyraźniej w takim przypadku, za dowód przyjmuje on własne przekonanie o swojej nieomylności…
Nauczanie jest skomplikowanym procesem. Jego składowymi częściami są także rozwój psychiczny dziecka i psychologia grupy. Zanim dojdziemy do treści matematycznych, często trzeba „przebić się” przez najróżniejsze całkowicie nie matematyczne problemy. Ale nawet jeżeli to pominiemy, to nadal brakuje nam odpowiedzi na pytanie: skąd pewność że dane narzędzie dydaktyczne w praktyce zadziała?
Pewność uzyskamy, jeżeli to sprawdzimy. Jak się to robi? Po prostu uruchamiając to narzędzie w praktyce (na lekcji) i obserwując skutki, a najlepiej porównując tą sytuację z inną bardzo podobną, w której to narzędzie (np. nowe oprogramowane matematyczne) nie zostało użyte.
Czy ktoś to robi? Tak, zajmuje się tym dydaktyka matematyki.
Co można powiedzieć o mojej wiedzy historycznej, jeżeli interesuję się tym, ale ani nie mam historycznego wykształcenia ani nie zajmuję się tym w swojej pracy? Oczywiście, że moja wiedza na ten temat ma charakter amatorski/hobbystyczny. Co w żaden sposób nie uprawnia mnie do przestawiania się jako specjalisty z zakresu historii. Co zatem można powiedzieć o wiedzy Pana (Pani) X, na temat nauczania matematyki, jeżeli ta osoba nie kończyła studiów dotyczących nauczania tego przedmiotu i nie zajmuje się tym zawodowo (nie pracuje w szkole, ani nie prowadzi badań naukowych na ten temat)?
Uważam, że moja znajomość matematyki, w szczególności logiki, uprawnia mnie do poproszenia a nawet zażądania od każdego, kto publicznie krytykuje nauczanie matematyki, i rości sobie prawo do pouczania tych, którzy się tym nauczaniem na co dzień zajmują, dowodu zgodnego z kanonami nauki, że formułowane hipotezy są prawdziwe, bez względu na to ile ładnych liter przed nazwiskiem ma ta osoba.
Brak takiego dowodu, uznaję za dowód na ignorancję a być może nawet głupotę.

« wstecz