sezon ogórkowy czyli durnych pomysłów nigdy dość
Znowu powraca koncepcja dodatkowych egzaminów na wyższe uczelnie…
Właściwie, to nawet nie chce mi się o tym pisać. Zauważam tylko po raz kolejny, że:
- W naszym kraju nie ma ekspertów od edukacji, ludzi, którzy mogą kompetentnie i merytorycznie wypowiadać się na tematy związane z nauką i oświatą; teraz każdy może “chlapnąć” na falach eteru, co mu ślina na język przyniesie i wokół tego narasta spirala komentarzy i opinii ludzi równie niekompetentnych co autor danej wypowiedzi.
- Lawinowy wzrost liczby uczelni wyższych musi spowodować spadek “średniego” poziomu tychże uczelni i żadne magiczne sztuczki z dodatkowymi egzaminami nic tu nie pomogą.
- Trzeba intensywnie myśleć i działać nad udoskonaleniem egzaminów zewnętrznych: gimnazjalnego i maturalnego - w przypadku choćby egzaminu z języka polskiego i pisania pod klucz wiele jest do zrobienia.
- Nie rozumiem, dlaczego w tym kraju nie można spokojnie popracować kilka lat w tych samych i nie zmienionych warunkach, tylko wciąż się straszy młodzież jakimiś zmianami; czy uczeń klasy pierwszej ma prawo wiedzieć, na jakich warunkach będzie się uczył i jakie egzaminy będzie musiał zdawać pod koniec szkoły, czy też my, dorośli, traktujemy go jak przedmiot, który można przerzucać po różnych szufladach?
- To nie brak odpowiedniego programu nauczania i nie brak stosownej liczby godzin z danego przedmiotu jest największą niedogodnością w polskiej szkole, ale ciągłe mieszanie, kombinowanie i zmiana reguł gry!
Jest mi niezmiernie przykro, że muszę w takich warunkach pracować z młodzieżą…



