Wpisy z lipiec, 2009
30 lipca 2009 @ 10:43 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Jechałem ostatnio samochodem i słuchałem mojej ulubionej stacji radiowej, gdzie mało muzyki a dużo gadania. Dziennikarz wraz z zaproszonym gościem rozmawiali na temat artykułu, jaki ukazał się w pewnej gazecie. Pan dziennikarz lamentował, że w ciągu roku w okolicy portu Barrow na Alasce zniknęło sto milionów kilometrów kwadratowych lodu. Wiadomo to dzięki odtajnionym przez prezydenta Obamę zdjęciom satelitarnym. Państwo dyskutowali w studio o globalnym ociepleniu klimatu i jego skutkach dla świata, a ja zacząłem zastanawiać się, ile to jest sto milionów kilometrów kwadratowych i wychodzi na to, że tyle: 100000000 km2. Taką powierzchnię ma na przykład kwadrat o boku dziesięciu tysięcy kilometrów, czyli 10000 km. Nie sądzę, aby “okolica portu” miała tak wielką powierzchnię. Po powrocie do domu odszukałem w necie stosowny artykuł i oba zdjęcia, na których widać “okolice” portu Barrow.

Faktycznie, lód zniknął! W artykule czytamy jednak, że “łatwo zaobserwować wyraźne cofnięcie się lodu, który stracił ponad milion kilometrów kwadratowych”. Taaaa, czyli pan dziennikarz w studio radiowym raczył pomylić się…
Zacząłem szukać w Internecie pozostałych zdjęć i trafiłem na stronę o ekologii, a tam na artykuł “Obama odtajnia zdjęcia znikającego lodu”, w którym przeczytałem, że “skala zmian jest ogromna. Fotografie wykonano tego samego miesiąca w 2006 i 2007 roku, w porcie Barrow na Alasce. Analizy wykazały, że zniknął prawie milion m2 lodu”. Aha, taką powierzchnię ma na przykład kwadrat o boku 1000 metrów. Jakoś mało…
Popatrzmy na fotografie. Jeśli przyjmiemy, że każda z nich jest kwadratem, to lód na lewej fotografii zajmuje nieco mniej niż połowę powierzchni zdjęcia, prawda? Czy może to być milion kilometrów kwadratowych? Milion metrów kwadratowych? Nie sądzę. Szukam więc dalej. Skąd nasze media wzięły te informacje? Z Guardiana. W artykule czytamy “the photographs demonstrate starkly how global warming is changing the Arctic. More than a million square kilometres of sea ice - a record loss - were missing in the summer of 2007 compared with the previous year”.
Proszę mi wybaczyć, ale te liczby są nieprawdziwe. Nie mam pojęcia, jakie są prawdziwe, ale wiem, że ich podawanie nie ma najmniejszego sensu. Oglądamy dwie fotografie i wyraźnie widzimy zmiany. Po co epatować opinię publiczną jakimiś liczbami, skoro większość i tak nie ma zielonego pojęcia, ile to jest sto milionów kilometrów kwadratowych?!
Przy okazji warto wspomnieć o kłopotach, jakie mają naukowcy amerykańscy. Otóż w USA nie pisze się 1000, tylko pisze się 1k. Jeśli więc mamy kwadrat o boku jednego tysiąca metrów, to ja napiszę 1000 m, a Amerykanin napisze 1km. Powierzchnia takiego kwadratu to rzecz jasna 1000000 m2, ale jak Amerykanin zapisze to jako 1km2, to już pomyłka gotowa, gdyż 1km2 rozumie jako 1000 m2 ! Dlatego dla zapisu jednostek warto korzystać z nawiasów kwadratowych, 1k[m2] to nie to samo, co 1[km2]. Problem wbrew pozorom jest poważny, kiedyś pisałem, że amerykańska sonda uderzyła w powierzchnię Marsa, bo współpracujące ekipy z Europy i USA używały innych jednostek.
A kurczenie się powierzchni lodu jest proporcjonalne do kurczenia się świata, w którym żyjemy. Mianowicie Point Barrow jest to najdalej w kierunku północnym wysunięty punkt Stanów Zjednoczonych, położony 15 km na północ od miasta Barrow, odległy od bieguna północnego o 2078 km. Oddziela położone na zachodzie Morze Czukockie od położonego na wschodzie Morza Beauforta. 15 sierpnia 1935 r. w pobliżu Point Barrow rozbił się samolot z dwiema znanymi wówczas postaciami: pilotem Wileyem Postem oraz publicystą i humorystą Willem Rogersem. Mój syn przez rok uczył się w szkole imienia Wileya Posta, a doleciał tam z Poznania i wylądował na lotnisku imienia Willa Rogersa…
23 lipca 2009 @ 22:48 · Kategoria Agnieszka Herma
Ze względu na wakacyjne rozprężenie, pozwolę sobie dzisiaj poświęcić słów kilka, tematowi z pogranicza matematyki, sztuki i urlopowych przyjemności. Inspiracją dla tego wpisu była moja ponowna, po 12 latach, wycieczka do stolicy Francji. Ta sentymentalna podróż stała się punktem wyjścia do liczbowych dygresji dotyczących głównej atrakcji turystycznej tego miasta.

Obok Łuku Triumfalnego czy katedry Notre Dame, Wieża Eiffla jest jednym z najbardziej znanych obiektów architektonicznych Paryża, uznawana również za symbol Francji. Zbudowana w 1889 roku z okazji Wystawy Światowej, miała być demonstracją technicznych możliwości ówczesnych inżynierów. W 1886 r. rozpoczęto prace przygotowujące teren pod budowę. Postawiono 4 kamienne fundamenty o powierzchni ponad 650 m² każdy i sięgające od strony Pola Marsowego 14 m pod ziemię a z drugiej strony 8 m. Prace nad fundamentami zakończono 30 czerwca 1887. Po roku 4 słupy zostały połączone w platformę. Całość konstrukcji składa się z trzech platform odpowiednio na wysokości 57 m, 115 m oraz 276 m. Elementy użyte do budowy były produkowane w fabryce w Levallois-Perret, a na Polach Marsowych były one łączone ze sobą głównie za pomocą nitów. A oto kilka liczb charakteryzujących tą wspaniałą budowlę:
• 324,00 m - wysokość z zamocowaną anteną (zmienia się o 18 cm w zależności od temperatury);
• 10 000 ton - całkowita masa, razem z betonowymi filarami;
• 18 038 części metalowych i około 2,5 mln nitów,
• 4,5 ton/m² - nacisk wieży na podłoże
• 1665 stopni prowadzących na sam szczyt,
• 7.739.401 franków i 31 centymów – koszty wybudowania
Okazuje się że wieża ta nie jest wyłącznie źródłem inspiracji dla poetów, twórców reklam czy zakochanych. Bywa również inspiracją dla twórców zadań egzaminacyjnych:
Wieża Eiffla znajduje się na obszarze w kształcie kwadratu o boku długości 125 m. Ile hektarów powierzchni ma ten obszar? Zapisz obliczenia. Wynik podaj z dokładnością do 0,1 ha.
Egzamin gimnazjalny 2005 - część matematyczno-przyrodnicza
W tym miejscu chciałabym otworzyć listę zadań, inspirowanych własnościami Wieży Eiffela. Czekam na Wasze własne pomysły lub zadania znalezione w „sieci” (koniecznie podajcie autora).
Źródło: www.google.pl
20 lipca 2009 @ 14:39 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Na ostatnich lecjach matematyki minionego roku szkolnego przeprowadziłem anonimową ankietę, w której prosiłem moich uczniów o odpowiedź na 12 pytań. Dla ułatwienia sobie pracy przyjąłem dla każdego pytania Q1-Q11 cztery możliwe odpowiedzi: zdecydowanie nie, raczej nie, raczej tak i zdecydowanie tak.
Poniżej przedstawiam pytania i diagram z wynikami.
Q1. Czy potrafi Cię zaciekawić przedmiotem, którego uczy ?
Q2. Czy, Twoim zdaniem, jasno tłumaczy zagadnienia na lekcjach ?
Q3. Czy nauczyciel zachęca uczniów do samodzielnego myślenia ?
Q4. Czy, Twoim zdaniem, nauczyciel dobrze wykorzystuje czas na lekcji ?
Q5. Czy nauczyciel potrafi utrzymać dyscyplinę w klasie ?
Q6. Czy jesteś informowany o zasadach oceniania, które nauczyciel stosuje ?
Q7. Czy, Twoim zdaniem, sprawiedliwie Ciebie ocenia ?
Q8. Czy, Twoim zdaniem, sprawiedliwie ocenia innych uczniów ?
Q9. Czy nauczyciel docenia twoje wysiłki, gdy masz trudności w nauce i próbujesz je pokonać ?
Q10. Czy chętnie odpowiada na pytania uczniów ?
Q11. Czy okazuje Ci życzliwość i sympatię ?

Dodatkowo zadałem pytanie 12: Jak oceniasz te lekcje w porównaniu z innymi w skali od 1 do 6?

Pozostawiam wyniki bez komentarza.
15 lipca 2009 @ 09:01 · Kategoria Piotr Tomczak
W sierpniu nauczyciele matematyki, będą mogli uczestniczyć w dwóch spotkaniach dotyczących zastosowania technologii informacyjnej w nauczaniu matematyki. W drugim tygodniu tego miesiąca, odbędą się XV warsztaty grupy roboczej SNM Matematyka i Komputery a w trzecim, w Toruniu, kolejna konferencja MathPAD.
Oba te spotkania, mimo że związane są z tą samą tematyką, są całkowicie inaczej organizowane.
W chwili obecnej, ze strony internetowej MiK można się dowiedzieć np. że pierwszego dnia planowany jest bankiet w restauracji Kargul, drugiego wycieczka do Uniejowa, gdzie znajdują się źródła termalne, a trzeciego wycieczka do Łęczycy i grill na zamku. Noclegi zaplanowano w 3-gwiazdkowym hotelu Chrobry. Całość wygląda niezwykle zachęcająco i jest bardzo ładnie opisane na stronie. Właściwie, osoby które przygotowywały tą informację, mogłyby śmiało zatrudnić się do projektowania stron internetowych dla biur podróży.

Jednak mimo że pozostał już niecały miesiąc do spotkania, a rejestracja uczestników jest już zakończona, nie można znaleźć najmniejszych informacji o warsztatach. Nie wiadomo kto je będzie prowadził, ile ich będzie, jakie tematy się pojawią i jak będzie się to odnosiło do pracy grupy w ubiegłych latach. Uczestniczyłem w tym spotkaniu 4 razy ale jak się nad tym zastanowię, to pomijając zajęcia dotyczące kalkulatorów casio, które sam organizowałem, nie umiał bym powiedzieć na jakich zagadnieniach skupiano się rok temu, co było głównym zagadnieniem w roku 2007, itd. I nie wiem czy ktokolwiek z uczestników (pomijając organizatorów) umiałby mi na to pytanie odpowiedzieć.
Z drugiej strony, w przypadku konferencji MathPAD, tematyka została określona już na wiosnę. Zgłaszane propozycje zajęć i ich streszczenia były na bieżąco publikowane na stronie www. Po zakończeniu przyjmowania tematów, w maju pojawił się szczegółowy plan spotkania, gdzie można było znaleźć informację kto i kiedy będzie miał swoje wystąpienie.
Plan MathPAD jest szczegółowy, ale …
Znajdują się w nim 2 pozycje: pierwszego dnia „Wieczór towarzyski” od 17 do 18, a trzeciego dnia od 18 do 19 „Mirosław Majewski, wyprawa fotograficzna do miasta aniołów”, które odpowiadają za cześć rozrywkowo-integracyjną konferencji. Udało mi się dowiedzieć, że wieczór towarzyski polega na tym, że uczestnicy przychodzą do wyznaczonej sali i … tyle. Wyprawa fotograficzna jest nadal tajemnicą.
Która z konferencji jest bardziej interesująca? Trudne pytanie :). Nie wiadomo co merytorycznie będzie się działo na MiK, z drugiej strony, gdybym np. chciał się czegoś dowiedzieć o chińskich kratach, to zamiast iść na wykład Profesora Majewskiego w Toruniu, mógłbym zamiast tego posiedzieć w Internecie i też pewnie dużo informacji bym znalazł. Konferencje są też po to, aby bezpośrednio porozmawiać, poznać nowe osoby, nawiązać kontakty, itd. A do tego najlepiej nadają się właśnie wieczorne, długie spotkania i wycieczki.

Bywając przez 4 lata na MiKu, najbardziej utkwiły mi w pamięci właśnie te imprezy, ale to właśnie tam, poznałem wiele interesujących osób, a z niektórymi z nich dziś bardzo blisko współpracuję.
Pewnie ideałem było by gdyby obydwie konferencje połączyły się i wspólnie wypracowały nową formułę. Na razie jednak nie zapowiada się na to. Najbardziej zdesperowani mogą jechać na każde ze spotkań. Wprawdzie oznacza to w praktyce 2-tygodniową wycieczkę ale czego nie robi się dla matematyki
Ważne linki
XV warsztaty grupy Matematyka i Komputery
Konferencja MathPAD 2009
Warsztaty z kalkulatorami casio w Toruniu
13 lipca 2009 @ 21:23 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Właśnie uczelnie ogłaszają wyniki rekrutacji. Niektórzy chwalą się na forach swoimi osiągnięciami na tym polu, a nawet pytają się znajomych, co tu wybrać:

Maj i czerwiec to czas, kiedy senaty wyższych uczelni pochyliły się nad opracowaniem trybu i warunków rekrutacji na rok 2010. Nie ukrywam, że skoro matematyka będzie znowu obowiązkowa dla wszystkich zdających egzamin maturalny, to miałem nadzieję, że panie profesorki i panowie profesorowie zechcą ten fakt uwzględnić, tym bardziej, iż tak bardzo użalają się w prasie nad ogólnie niskim poziomem absolwentów szkół średnich. Jaka to świetna okazja, aby do oczywistych wymagań kierunkowych dodać wymagania ogólne. Chcesz studiować chemię? Proszę bardzo. Weźmiemy Twoje wyniki z egzaminu maturalnego z języka polskiego, matematyki i chemii z odpowiednimi wagami. A może chcesz studiować filozofię? Proszę bardzo. Weźmiemy Twoje wyniki z egzaminu maturalnego z języka polskiego, matematyki i historii z odpowiednimi wagami. I tak dalej. Proste? Proste!
Tyle że nie w naszym kraju. Łatwiej profesorowi opowiadać, jak tępych ma słuchaczy na wykładzie z chemii, niż wymyśleć sensowny tryb naboru na swój kierunek.
Przeczytałem kilkanaście uchwał senatów dotyczących rekrutacji w roku 2010 i nigdzie, absolutnie nigdzie, nie znalazłem żadnego nowego pomysłu. Fakt, że matematyka będzie zdawana powszechnie, został całkowicie zignorowany przez władze uczelni wyższych.
Ale może się mylę? Może jest choć jedna uczelnia, która wprowadza jakieś zmiany w rekrutacji? Szukajmy!
11 lipca 2009 @ 07:56 · Kategoria Agnieszka Herma
To motto zamieszczono w wyszukiwarce prac naukowych Google Scholar. Za pośrednictwem tego narzędzia można odnaleźć dostępne w sieci publikacje akademickie, recenzje, książki, abstrakty i raporty techniczne z różnych dziedzin badań. Obok rezultatów wyświetlona zostaje informacja o ilości cytowań w innych pracach. Narzędzie nie tylko wyszukuje teksty, ale też poddaje je analizie. Zostało stworzone z myślą o internautach-naukowcach, którzy potrzebują dostępu do wiedzy poprzedników w celu rozwijania własnych badań, a filozofia jego funkcjonowania nawiązuje do słynnego zdania Izaaka Newtona: Jeśli widziałem dalej niż inni, to dlatego, że stałem na ramionach gigantów.

Skorzystałam z Google Scholar poszukując statystyk publikacji naukowych. Dotarłam tam między innymi do danych publikowanych przez Instytut Informacji Naukowej Thomsona. Z zamieszczonego tam między innymi rankingu dotyczącego lat 1997-2007, w którym zbadano 174 kraje, zliczając prace z różnych dziedzin, publikowane w czasopismach z listy filadelfijskiej wynika, że prace polskich naukowców są cytowane średnio o 30% rzadziej niż wynosi światowa średnia. Wydaje mi się, że odpowiedzialność za taki wynik naszego kraju ponoszą w głównej mierze polskie instytucje naukowe, które niechętnie przyjmują nowe idee z zewnątrz i poddają się krytyce. To powoduje naukową stagnację i niewielką liczbę cytowań, które są między innymi jednym z elementów warunkujących rozwój naukowy pracowników i uzyskanie na przykład habilitacji.
Podsumowując, zachęcam do korzystania z Google Scholar, zwłaszcza tych którzy poszukują najnowszych uznanych osiągnięć naukowych i życzę wszystkim parającym się pracą naukową licznych „cytowań”!
Źródło: www.google.pl
10 lipca 2009 @ 11:11 · Kategoria Piotr Tomczak
Chyba przypadkowo dołączyliśmy się do ogólnopolskiej dyskusji o roli kobiet w społeczeństwie. Ostatnio w mediach mówi się tylko o szansach Jolanty Kwaśniewskiej w wyborach prezydenckich i ewentualnym parytecie kobiet na listach wyborczych.
W całej tej dyskusji, dostrzegam sporą rolę matematyki. Jest pomysł, aby na listach wyborczych, było obowiązkowo np. 50% kobiet. Można to uzasadnić statystycznie. Zakładamy, że rozłożenie umiejętności i talentów w populacji jest równomierne, tzn. jest tyle samo wybitnych mężczyzn co wybitnych kobiet, tyle samo (procentowo) o przeciętnych zdolnościach wśród obu płci, i tyle samo o niskich. Zatem jeżeli dokonamy losowania odpowiednio dużej próbki, wśród ludzi o wysokich zdolnościach, to w tej próbce powinno się znaleźć mniej więcej 50% kobiet i 50% mężczyzn.
W naszym parlamencie mamy 80% mężczyzn, oznacza to że 50% to wybitne jednostki (założenie niezbędne do budowy modelu ….) a kolejne 30% ma niższe kompetencje i powinno zostać zastąpione kobietami o wyższych kwalifikacjach, z których tylko 20% weszło do parlamentu. W ostatecznym rozrachunku powinniśmy otrzymać 280 (lub wartość zbilżoną) mężczyzn parlamentarzystów o najlepszych kwalifikacjach i 280 kobiet parlamentarzystów również o najwyższych kwalifikacjach.
Jeżeli tak się nie dzieje, oznacza że są dodatkowe czynniki które naruszają tą równowagę, w skutek czego wybory nie generują najlepszej z możliwych reprezentacji. Istnieją zatem przyczyny, które naruszają tą równowagę, promując nadmiernie mężczyzn kosztem kobiet. Dlaczego ta się dzieje, to temat na odrębną dyskusję, ale fakty statystyczne są oczywiste.
W tej sytuacji potrzebne są specjalne regulacje prawne, które naprawią to.
Tyle podpowiada mi matematyka i amatorska znajomość socjologii.
9 lipca 2009 @ 01:20 · Kategoria Agnieszka Herma
Pozbawienie kobiet możliwości formalnego kształcenia się, szczególnie od około 1600 r. do końca XIX wieku, poważnie ograniczyło udział kobiet w nauce. Udział ten wiązał się często z przynależnością do arystokracji, z powiązaniami rodzinnymi lub przynależnością do społeczności izolowanych.

Kobieta nauczająca geometrii. Ilustracja ze średniowiecznego tłumaczenia “Elementów” Euklidesa (ok. 1310)
Poszukując odpowiedzi na pytanie o liczbę kobiet – matematyków, dotarłam do artykułów, których pobieżna analiza pozwala w tym gronie wymienić:
- Żonę Pitagorasa Teano, która swojemu intelektowi zawdzięczała dopuszczenie do tak elitarnego grona jak bractwo pitagorejczyków (wśród współpracowników filozofa było podobno 28 pań.),
- Hypatię matematyczkę aleksandryjską z przełomu IV i V wieku naszej ery, która zdążyła zasłynąć umiejętnością prowadzenia debat naukowych i wybitną zdolnością rozwiązywania problemów matematycznych na drodze logicznego rozumowania,
- Marię Geatana Agnesi, XVIII-wieczna włoską matematyczkę, która zasłynęła traktatami o własnościach krzywych. Jednym z obiektów jej badań była krzywa obecnie znana pod nazwą lok Agnesi (a nie: lok Agnesiego, jak mówią niektórzy). Pierwotna nazwa tej linii brzmiała po włosku: versiera Agnesi (versiera – krzywa). Niestety podobne brzmienie ma avversiera – żona diabła. Życzliwi ochrzcili więc zarówno twór matematyczny, jak i jego badaczkę – Wiedźmą Agnisi,
- matematyczkę francuską Sophie Germain, która podszywając się pod nazwisko byłego studenta Antoine LE Blanca, który wyjechał z Paryża nie powiadamiając uczelni o przerwaniu studiów, rozpoczęła jako „mężczyzna” studia w XVIII wieku w Ecole Polytechnique. Sophie przechwytywała zestawy zadań przeznaczone dla pana Le Blanca i pod jego nazwiskiem wysyłała błyskotliwe rozwiązania.
- Zofię Kowalewską (z domu Korwin-Krukowską), która zajmowała się głównie analizą matematyczną. Osiągnęła ona więcej niż było możliwe z XIX wieku: tytuł doktora filozofii (z odznaczeniem) na Uniwersytecie Berlińskim, tytuł profesora i katedrę matematyki na uniwersytecie w Sztokholmie, I miejsce w konkursie ogłoszonym przez akademię Nauk w Paryżu oraz nagrodę Szwedzkiej Akademii Nauk.
Literatura wskazuje, jeszcze na inne przykłady: Lilovarti , Clelia Borromeo, Sophie Germain, Hertha Marks Ayrton, Ada Lovelace czy Elena Cornaro Piscopia – matematyk i filozof, pierwsza kobieta, która otrzymała stopień naukowy doktora.
Umożliwienie dostępu do wykształcenia wyższego a także rządowe wsparcie, spowodowało zwiększenie udziału kobiet we wszystkich dziedzinach nauki. Jednakże kobiety pozostają w wyraźnej mniejszości w dziedzinach ścisłych, zwłaszcza w matematyce, fizyce, informatyce i mechanice (więcej na ten temat w http://pl.wikipedia.org/wiki/Kobiety_w_nauce).
8 lipca 2009 @ 12:00 · Kategoria Agnieszka Herma
Nawiązując do kwestii obecności kobiet w świecie nauki, poruszonej przez kolegę współautora, chciałabym dzisiaj zwrócić uwagę na wyniki rankingu zorganizowanego przez prestiżowy serwis naukowy New Scientist. Wynika z niego, że Maria Skłodowska-Curie, została uznana za najbardziej inspirującą kobietę naukowca wszech czasów. Zagłosowało na nią, aż 25 proc. czytelników New Scientist.
Do jej największych dokonań należą: opracowanie teorii promieniotwórczości, technik rozdzielania izotopów promieniotwórczych oraz odkrycie dwóch nowych pierwiastków — radu i polonu. Pod jej osobistym kierunkiem prowadzono też pierwsze w świecie badania nad leczeniem raka za pomocą promieniotwórczości. Dwukrotnie wyróżniona Nagrodą Nobla za osiągnięcia naukowe, po raz pierwszy w 1903 z fizyki za badania nad zjawiskiem promieniotwórczości, po raz drugi w 1911 z chemii za wydzielenie czystego radu. Do dziś pozostaje jedyną kobietą, która tę nagrodę otrzymała dwukrotnie, a także jedynym uczonym w historii uhonorowanym nagrodą Nobla w dwóch różnych dziedzinach nauk przyrodniczych.
Na drugim miejscu znalazła się Rosalinda Franklin (1), angielska biolożka, która przyczyniła się do odkrycia struktury DNA, na którą oddano 14 proc. głosów. Trzecia w zestawieniu znalazła się Hypatia z Aleksandrii(2), filozofka i matematyczka, która żyła na przełomie IV i V wieku. W pierwszej dziesiątce znalazły się tylko dwie współcześnie pracujące kobiety: Jocelyn Bell Burnell (3) - astrofizyk i Jane Goodall (4) - prymatolog, badaczka szympansów.
(1)
(2)
(3)
(4) 
Okazuje się więc, że kobiety nie musza być wyłącznie inspiracją dla wielkich odkryć mężczyzn i natchnieniem dla ich twórczości, ale mogą również inspirować własnymi dokonaniami.
7 lipca 2009 @ 15:00 · Kategoria Piotr Tomczak
Dygresji po III Forum Polskiego Towarzystwa Matematycznego ciąg dalszy. Mówię o sobie „matematyk niepraktykujący”. Mogę pochwalić się wykształceniem matematycznym ale od kilku lat nie prowadzę żadnych badań naukowych ani nie uczę w szkole. Nic zatem dziwnego, że na konferencji w Krakowie, najbardziej interesowały mnie referaty popularnonaukowe. Wspominane tu już wystąpienie Agnieszki Hermy było rzeczywiście wyjątkowe, nie tylko pod względem poruszanej tematyki, ale także dlatego, że była ona jedyną kobietą jaka poprowadziła wykład na tym spotkaniu.
Pamiętam też ciekawy referat o historii polskiej matematyki i fakt, że ujęto w nim tylko jedno kobiece nazwisko, pomijając np. Zofię Krygowską. Rozumiem, że kobiety w przeszłości miały utrudniony dostęp do wykształcenia i wiedzy, zatem i sukcesów w nauce mniej niż mężczyźni. Ale chyba w XX wieku coś się zmieniło.
Nie przypominam sobie, aby były obserwowane jakiekolwiek ogólne nierówności w rozłożeniu talentów matematycznych między dziewczynami i chłopcami. Najlepiej przekonać się o tym studiując listy laureatów konkursów matematycznych. Z tego co wiem, również frekwencja na studiach matematycznych, nie wskazuje aby istniały jakiekolwiek dysproporcje między płciami w zakresie zdolności matematycznych.
Sprawdziłem władze 11 największych polskich uniwersytetów.
• W 2 przypadkach kobieta jest rektorem
• W 6 innych kobieta zasiada we władzach uczelni (Prorektor)
Może nie są to wzorowe proporcje, ale też coś mówią.
W tej sytuacji, pojawienie się 1 kobiety na liście referatów, na spotkaniu ogólnopolskiego stowarzyszenia z 90-letnią tradycją i to praktycznie w najgorszym czasie (tuż przed zakończeniem forum), wydaje się czymś … dziwnym. Dodam, że obserwując uczestników Forum, można było raczej odnieść wrażenie, że to kobiet jest więcej.
Na pocieszenie mogę dodać, że wystąpienie Agnieszki było bardzo merytoryczne i wywołało dyskusję jak nie pojawiła się nawet po referacie wiceministra Zbigniewa Marciniaka. Honor został uratowany, ale na 100 rocznicę PTM, można by zażyczyć sobie ładniejszego rozwiązania tej kwestii.

dalejh »