Wpisy z październik, 2009
14 października 2009 @ 21:54 · Kategoria Agnieszka Herma
Zainspirowana cytatem kolegi współautora: “Nie godzi się wybitnym ludziom trwonić czas na niewolniczą pracę, na obliczenia, które z zastosowaniem maszyn, mógłby wykonać ktokolwiek (Gottfried Wilhelm Leibniz w 1671 r.)”, nie uzurpując sobie bynajmniej prawa do tytułu jednostki wybitnej, opowiem o pewnym doświadczeniu w istocie z nim korespondującym. Koledzy nauczyciele z pewnością przyznają, że podobnie jak ja, doświadczają co jakiś czas swoistej „przedmiotowej amnezji wtórnej”, po przeczytaniu kilkudziesięciu prac swoich wspaniałych podopiecznych, mniej lub bardziej z przedmiotem zaprzyjaźnionych. Po takim kolejnym spotkaniu z „radosną twórczością”, poprawiając n-ty sprawdzian o logarytmach, postanowiłam skorzystać z dobrodziejstw „maszyn liczących”, żeby potwierdzić moje wspomnienie, o tym jak wyglądać powinien wykres funkcji

Stwierdziłam jednak, że w czasie omówienia wyników sprawdzianu odwołanie się do uzyskanego obrazu wymagać będzie koniecznie dodatkowego komentarza. Wykres ten bowiem wyglądał następująco:

I nawet stosowanie kolejnych przybliżeń niczego nie zmieniało:

Postanowiłam więc sprawdzić, czy podobny wykres uzyskam korzystając z programu komputerowego:

Dzięki kolejnym przybliżeniom udało mi się uzyskać nieco „lepszy” wykres.

Te doświadczenia potwierdziły jednak przypuszczenie, że nie otrzymam bardziej precyzyjnego wykresu bez względu na zastosowane narzędzie. Stwierdziłam zatem (co pewnie Leibniz mieć na myśli musiał pisząc o „kimkolwiek” maszynę stosującym), że oto “trwonić czas na niewolniczą pracę” niekiedy mimo obecności maszyn liczących trzeba, bo one też swoje ograniczenia mają, a efekt ich pracy bez komentarza nie zawsze pozostawiony być może.
Poszukując przyczyn tych ujawnionych ograniczeń sprzętowych, udało mi się dotąd ustalić, że są one efektem nakładania się przybliżeń wynikających ze specyficznej konstrukcji algorytmu generującego wykres, rozdzielczości ekranu i architektury procesora (32, 16, 8 bitów). Jeśli ktoś jednak zna inne powody dla których wykres ten wygląda tak, a nie inaczej, niech nie milczy i koniecznie pokusi się o komentarz.
13 października 2009 @ 22:31 · Kategoria Piotr Tomczak
Nie godzi się wybitnym ludziom trwonić czas na niewolnicza pracę, na obliczenia, które z zastosowaniem maszyn, mógłby wykonać ktokolwiek. Te słowa napisał Gottfried Wilhelm Leibniz w 1671 r.
Na początku 2007 r. firma casio ogłosiła, że w ciągu 50 lat sprzedała ponad miliard kalkulatorów. Informacja została wysłana do mediów i przez klika tygodni, koncentrowały się wokół niej nasze działania PR. Jednym z efektów tej akcji, była moja wizyta w radiu Bis, i krótki wywiad dotyczący historii maszyn liczących. Zmusiło mnie to do szybkiego przestudiowania tematu. Jednak informacje, jakie wtedy znalazłem, okazały się na tyle interesujące, że w ciągu kolejnych miesięcy, w wolnych chwilach, poszukiwałem nadal wiedzy na ten temat. Ostatecznie zrobiłem z tego mały wykład, który zaprezentowałem na kilku konferencjach i spotkaniach dla matematyków. Materiał rozrastał się, pewne fakty były weryfikowane i przedstawiane w nowym świetle. Jednak tydzień temu zmieniło się to …
Dość przypadkowo, trafiłem na książkę Roberta Ligonniera, Prehistoria i historia komputerów. Już po przeczytaniu kilkunastu stron, zrozumiałem, że mój dotychczasowy wykład, jest pełen błędów i luk, i właściwie, najlepiej byłoby ułożyć go od początku.
To właśnie w tej książce, znalazłem przedstawiony na wstępie cytat Leibniza, chociaż spotkałem się z nim już wcześniej.
Podobno przyznanie się do błędu, jest niczym innym jak tylko stwierdzeniem, że jesteśmy mądrzejsi niż poprzednio. W tej chwili to określenie bardzo mi się podoba :).
Na zdjęciu poniżej, pierwszy kalkulator graficzny (1986), casio FX-7400G.

11 października 2009 @ 17:08 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Ostatni tydzień spędziłem zadając i poprawiając prace klasowe. Ponieważ uczniowie pięciu klas pisali w auli, gdzie odległości między stolikami praktycznie zapewniają samodzielną pracę, więc ciekaw byłem wyników. Wcześniej poinformowałem uczniów o nowym sposobie oceniania prac pisemnych.
Otóż wprowadziłem pojęcie grubyka.
Grubyk jest to gruby błąd popełniony przez ucznia w czasie rozwiązywania zadania. U czytającego to rozwiązanie nauczyciela, czyli u mnie, powoduje wzrost ciśnienia krwi połączony z myślami samobójczymi, depresją i poczuciem porażki pedagogicznej. W tej sytuacji, w trosce o swoje zdrowie psychiczne, nauczyciel (czyli ja) ratuje się dyskwalifikacją całego zadania, za które przyznaje 0 punktów.
Do grubyków zaliczyłem:
1. Pseudowzory skróconego mnożenia, na przykład:

z nadmiernie popularnym

2. Inne “wzory”, na przykład:

3. W czasie rozwiązywania równania dzielenie przez wyrażenie, które może przyjmować wartość zero - bez czynienia koniecznych założeń, na przykład:

4. W czasie rozwiązywania nierówności dzielenie (mnożenie) przez wyrażenie, które może przyjmować wartość 0 lub jest nieokreślonego znaku – bez czynienia koniecznych założeń lub bez koniecznego komentarza, na przykład podzielenie obu stron poniższej nierówności przez x:

5. Pierwiastkowanie równania, którego obie strony są nieokreślonego znaku bądź nie wiemy, czy są dodatnie (potęgi mają podstawy, które mogą przyjmować wartości ujemne):


Uważam, że tego typu błędy powinny być piętnowane już w gimnazjum! Wszyscy zwracamy na nie uwagę i jakoś reagujemy, ale trzeba wyraźnie powiedzieć, że za popełnienie błędu grubego, czyli grubyka, nie ma tolerancji. Tymczasem do szkół ponadgimnazjalnych trafiają uczniowie, którzy nie dość, że kiepsko rachują, to jeszcze popełniają tak rażące błędy… Teraz, kiedy poprawiam prace klasowe z wielomianów, liczba grubyków przekroczyła już 20… To jest jakaś choroba, którą zwalczyć można jedynie stosując radykalne środki.
Przyszłość pokaże, czy zero tolerancji dla grubyków spowoduje, że ich liczba z czasem zacznie spadać. Co jeszcze można zrobić, żeby uczniowie w czasie wykonywania przekształceń zaczęli myśleć nad tym, co robią?
10 października 2009 @ 23:24 · Kategoria Agnieszka Herma
Miniony rok szkolny został ogłoszony Rokiem Przedszkolaka.Na tę okoliczność różne instytucje edukacyjne przeprowadziły serię konferencji wskazujących kierunek zmian w nowej podstawie programowej. Zgodnie z założeniami tego dokumentu, jednym z priorytetowych zadań wychowania przedszkolnego, stało się kształtowanie gotowości do nauki czytania i pisania. W komentarzu do nowej podstawy Edyta Gruszczyk-Kolczyńska wskazała na fakt, że nauczyciele wychowania przedszkolnego nadmiernie skupiali się dotąd na nauce czytania. Mniej dbali o to, aby dzieci, kończąc edukację przedszkolną, były dobrze przygotowane do opanowania czytania w połączeniu z nauką pisania według szkolnych metod i standardów. Podkreśliła ponadto, że o wiele łatwiej jest nauczyć dzieci rozpoznawania i składania liter, niż ukształtować ich pełną gotowość do nauki czytania w powiązaniu z nauką pisania.

Dlatego, zgodnie z założeniami nowej podstawy programowej postanowiono, że kształtowanie umiejętności czytania trzeba łączyć z nauką pisania i mają o to zadbać nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej. Natomiast zadaniem nauczycieli przedszkoli i klas zerowych jest ukształtowanie u dzieci gotowości do opanowania tych umiejętności w szkole.Okazuje się jednak, że założenia podstawy programowej, przegrały w starciu z rzeczywistością Jak donoszą media, „tajne komplety” trwają już m.in. w przedszkolach w dwóch podwarszawskich powiatach oraz we Wrocławiu. W żadnym z nich nie ma zeszytów i tablic. Dzieci uczą się nielegalnie z książek. Miejmy nadzieję że dyrektorzy placówek prowadzących taką działalność mają świadomość , że kuratoria oświaty będą sprawdzać, jak ich nauczyciele realizują nową podstawę programową. Jeżeli okaże się, że łamią przepisy, mogą zostać usunięci ze stanowiska.Sądzę, że takie działania są wypadkową dwóch lęków. Strachu rodziców, że oto ich „starszaki” będą „głupsze” od tych ubiegłorocznych oraz obawy nauczycieli wychowania przedszkolnego. „Pozbawienie” ich w nowej podstawie programowej możliwości nauki czytania, powoduje prawdopodobnie, że czują się mniej nauczycielami a bardziej wychowawcami. Mam tylko nadzieję, że efektem tych współczesnych „tajnych kompletów”, leczących kompleksy nauczycieli i rodziców, nie będzie szkolna frustracja maluchów.
6 października 2009 @ 23:04 · Kategoria Piotr Tomczak
Mam dwóch synów, starszy Milek (4) i młodszy Tuś (2,5). Obserwowanie ich rozwoju, to fantastycznie acz nie zawsze bezpieczne doświadczenie. Dostrzegam w nich, pewnego rodzaju matematykę, a dokładnie pewne prawidłowości matematyczne, które bywają dość zaskakujące.
Podwójne przeczenie Tusia.
Tuś nie stosuje podwójnego przeczenia. Prześledźmy pewną rozmowę:
- Jedziesz do Katowic?
- Nie.
- Nie?
- Nie.
Wszystko jest jasne, drugi rozmówca wyraźnie zakomunikował że nie wybiera się do centrum Górnego Śląska. Gdybym podobną rozmowę przeprowadził z Tusiem, wyglądała by ona następująco:
- Tusiu, jedziesz do babci?
- Nie.
- Nie?
- Tak.
Sens tego jest analogiczny jak poprzedniej rozmowy, Tuś wcale nie zmienił zdania w trakcie rozmowy, potwierdził, że nie wybiera się do babci. Jednak zrobił to bardziej matematycznie. W logice zaprzeczenie negacji likwiduje ją. W naszym języku jednak nie stosujemy się do tej zasady. Mój syn jeszcze nie nauczył się tego. Stosuje on konstrukcję logiczną, która jest zgodna z regułami logiki, wbrew zasadom języka polskiego.
Twarda alternatywa Milka
Kiedyś przeczytałem w jednej z książek, że warto w rozmowach z dzieckiem, stosować „twardą” alternatywę i dawać mu do wyboru dwa rozwiązania, z których obydwa są dla rodzica do zaakceptowania. Przykład:
- Masz do wyboru, albo zjesz zupę, albo drugie danie.
Zastosowałem tą zasadę w praktyce w rozmowach z Milkiem. Efekty były obiecujące, mogłem w ten sposób bardzo często, osiągnąć interesujące mnie cele, skracając niewiele dającą dyskusję. Jednak pojawiły się pewne efekty uboczne.
Pierwszym z nich, było odkrycie przez mojego starszego syna, że nie wszystko musi być rozpatrywane w systemie binarnym:
- Milku, masz do wyboru albo zupę albo drugie danie, co zjesz?
- Nic!
Podobno przyszłością informatyki są systemy mogące przyjmować zarówno wartość 1 jak 0 a także szereg wartości pośrednich. Ja miałem przyjemność (?) obserwować jak pewien system samouczący, odkrywa tą zasadę i stosuje ją w praktyce.
Drugim efektem ubocznym, jest pojawienie się indukcji zwrotnej. Milek w pewnym momencie odkrył, że w rozmowach ze mną, może również zastosować „twardą” alternatywę:
- Tato, albo dasz mi cukierka albo nie będę cię lubił.
Aktualnie czuję, że przyszłość narodu spycha mnie do defensywy. Pilnie poszukiwany dobry podręcznik do logiki…
4 października 2009 @ 23:25 · Kategoria Piotr Tomczak
Czy jestem w kinie? Nie, siedzę w domu. Czy oglądam film? Nie, mimo że co chwila zaglądam na YouTuba. Czekam do północy, aby zakończyć przyjmowanie filmów do konkursu i opublikować zgłoszone prace. Miałem ten wpis zrobić jutro, ale chyba już dziś wiem wszystko, co może być komentarzem do „Konkursu filmowego 2009”.
Najbardziej zaskoczyła mnie ilość filmów. Po doświadczeniach z ubiegłego roku, byłem przekonany, że tym razem dostaniemy 150-200 filmów. A tymczasem … 65. Właściwie mogło by się obyć bez Preselekcji ale nie będziemy już zmieniać zasad w trakcie gry. Dlaczego moje prognozy się nie sprawdziły? Dziś widzę kilka przyczyn:
a) Mniej czasu, rok temu czekaliśmy do listopada, teraz tylko do października. Teoretycznie konkurs zaczyna się w lipcu, ale chyba nikt nie robi filmów przed końcem wakacji
b) Konkurencja, gdy się zobaczy najlepsze filmy z 2008, od razu widać, że nie są to przypadkowe zgłoszenia. Widać wysoki warsztat pracy. Nie każdy czuje się na siłach, żeby podjąć taką rywalizację
c) Prawa autorskie, w tym roku postanowiliśmy bardziej dopilnować tej kwestii. Ale nie mieliśmy wyboru, YouTube chyba w ostatnich miesiącach też sprawniej się tym zajął. W części filmów natychmiast sygnalizował tego rodzaju problemy.
Czy to porażka? W żadnym wypadku. Z punktu widzenia firmy wszystko jest OK., bo oddźwięk PR w mediach był bardzo dobry. Nie zależy nam też na dużej liczbie filmów, ale raczej na wysokiej ich jakości tak, aby te kilkanaście najlepszych zyskało odpowiednio wysoką popularność na YouTube w najbliższych miesiącach. Zatem czas (i wyniki na YT) pokaże, czy konkurs rozwinął się w drugiej edycji.
Mieliśmy trochę problemów technicznych. Jest to dowód na to, że do konkursu dołączyła nowa grupa, w dużej części nie mająca wcześniej doświadczeń z YouTube.
Rok temu oglądałem wszystkie filmy na bieżąco, teraz znam tylko kilka pierwszych. Ze względów technicznych, starałem się nie przeglądać zgłaszanych prac. Zacznę to robić od jutra.
To na razie tyle, za ok. 30 min odblokuje filmy na YT i pójdę spokojnie spać. Myślę, że moje refleksje na tym się nie skończą.
P.S. Gdy to piszę , filmy jeszcze są nadsyłane
« wstecz