inicio mail me! sindicaci;ón

Wpisy z listopad 1, 2009

wspomnienie

Dziś dzień szczególny, kiedy wspominamy tych, którzy odeszli.
Miałem to szczęście, że w czasie mojej wieloletniej edukacji spotkałem wielu wspaniałych nauczycieli, ale jeden z nich wywarł na moim życiu szczególny wpływ. To profesor Roman Taberski.

Roman Taberski (1927 - 1999)

Pan profesor wkroczył do mojego życia na czwartym roku studiów i poprowadził wykład z teorii aproksymacji.  Wkrótce okazało się, że ta “teoria” to masa rachunków, a ja bardzo lubiłem rachować. Okazało się też, że Pan profesor okraszał każdy wykład wieloma ciekawymi dygresjami, więc sala wykładowa wypełniona była po brzegi. Pomyślałem wtedy, że dobrze byłoby zapisać się do Niego na seminarium magisterskie. Niestety, tak samo pomyślało wielu moich kolegów i wiele koleżanek i to mimo wysoko zawieszonej poprzeczki: profesor Taberski na jednym z wykładów rzucił, że przyjmie na seminarium każdego, kto zda egzamin z teorii aproksymacji co najmniej na dobry z plusem.

Kiedy więc przyszło zapisać się na seminarium magisterskie, ja ze spokojem poszedłem do pokoju, gdzie dyżurował Pan profesor i powiedziałem, że ja to ja i chciałem się zapisać. A Pan profesor na to: pana koleżanki zapisały się już dwie godziny temu i nie ma wolnych miejsc. Proszę zapisać się do innego prowadzącego. Poczułem się jak Gołota w walce z Adamkiem: jak to, przecież mam czwórkę z plusem, wyjąkałem. Aaa, słowo się rzekło, przypomniał sobie profesor i mnie zapisał… Więc napisałem u Niego pracę magisterską. I kiedy wracaliśmy razem po seminarium magisterskim w pewien zimowy wieczór, profesor rzucił od niechcenia: a może by pan, panie Krzysztofie, zechciał pracować u mnie w Zakładzie Teorii Aproksymacji? A ja na to co odpowiedziałem? Nie, dziękuję! Profesor zachował olimpijski spokój, a ja poszedłem na rozmowę kwalifikacyjną do szkoły po to, by… w końcu rozpocząć pracę jako asystent stażysta w Zakładzie Teorii Aproksymacji UAM pod kierownictwem profesora Romana Taberskiego. Nasza współpraca zaowocowała moim doktoratem z rachunków. Pamiętam też nasze długie rozmowy na różne tematy związane z wyższą edukacją. Profesor Taberski mawiał o sobie, że jest uczniem Marcinkiewicza, lubił rachunki i klasyczną analizę matematyczną i z niechęcią wypowiadał się o “nowym” podejściu do uczenia studentów analizy przez szybkie przejście do analizy funkcjonalnej. Profesor Taberski często opowiadał mi, jak pracuje, że wiele idei pojawiało się w Jego głowie w nocy, że wstawał i robił notatki, albo budził żonę i w środku nocy omawiali różne koncepcje.

Czy są jeszcze ludzie, którzy mają zawsze czas pogadać, którzy nigdy się nie denerwują i  którzy zawsze okazują szacunek drugiemu człowiekowi?

Panie profesorze - pamiętam i zawsze będę pamiętał…