Za każdym razem, kiedy czytam zadania maturalne “ery nowożytnej” wpadam w depresję połączoną z agresją. Nie inaczej było o 14:00, kiedy przeczytałem treść zadań próbnej matury z matematyki na poziomie podstawowym. Co to ma, do cholery, być?! Zadania zamknięte nie dość, że są na żenująco niskim poziomie, to jeszcze w kilku zadaniach tłucze się ten sam trójkąt prostokątny i a to trzeba policzyć jedną, a to drugą funkcję trygonometryczną. Zero wyobraźni, maksimum tłuczenia schematów i eksplozja banału. Wyobraźmy sobie, że pokazujemy ten arkusz ufoludkowi, któremu akurat dziś popsuł się aparat latający po galaktykach i musiał wylądować w Polsce. Czego dowie się o stanie umysłu przeciętnego osiemnastolatka, który uczył się matematyki przez 6 lat w szkole podstawowej, 3 lata w gimnazjum i 3 lata w szkole ponadgimnazjalnej? Że cierpi na sklerozę, gdyż trzeba mu dawać do rozwiązania zadania łatwiejsze niż na egzaminie gimnazjalnym? Sześć procent liczby x jest równe 9. Oblicz x. O, po 12 latach kontaktu z matematyką już procenty umie policzyć! Braaawo! Dowie się też, że wielką wagę przywiązujemy do trójkąta prostokątnego, pewnikiem musi to być magiczna figura - najlepiej, żeby boki miała o długościach 3, 4 i 5.
To nawet nie jest śmieszne. To jest żałosne. Najpierw wprowadza się obowiązkowy egzamin. Potem sprowadza się poziom tego egzaminu do parteru. Nawiasem mówiąc, skoro wyższe uczelnie nie zechciały uwzględnić wyników tego egzaminu w procedurze rekrutacji, to jego wynik w ogóle nie ma znaczenia. W rezultacie otrzymujemy gniota. Mogę tylko przypuszczać, że egzamin na poziomie rozszerzonym będzie dla odmiany szczególnie trudny i jak zwykle usiany parametrami. Niech wszystkie ufoludki wiedzą, że trudne zadanie to zadanie z parametrami!
Trafnie całość podsumował na jednym z forów internetowych pewien “gość”: “sama matematyka to piękna rzecz, ale te pytania maturalne to paranoja, przynajmniej niektóre z nich. Takiej matematyki też bym się nie uczył, bo i po co.”
Jako nauczyciel protestuję przeciwko traktowaniu mnie i moich uczniów jak debili!








“Zadanie 2, procenty, I klasa gimnazjum
Zadanie 3, procenty, I klasa gimnazjum
Zadanie 4, potęgi, II klasa gimnazjum
Zadanie 10, równania, II klasa gimnazjum
Zadanie 17, twierdzenie Pitagorasa, II klasa gimnazjum
Zadanie 18, twierdzenie Talesa, III klasa gimnazjum
Zadanie 19, twierdzenie Pitagorasa w układzie współrzędnych, II klasa gimnazjum
Zadanie 23, pole powierzchni graniastosłupa, III klasa gimnazjum
Zadanie 24, średnia arytmetyczna, III klasa gimnazjum
Zadanie 25, myślenie, uczeń III klasy zrobi je bez problemu
Zadanie 32, układ równań, III klasa gimnazjum* Tu mała uwaga, co prawda rozwiązuje się układy równań liniowych, ale dobry uczeń III klasy to zadanie zrobi.
10 punktów z zadań zamkniętych, 5 z otwartych.
15/50, 30%, zdane.
Jeśli dobry uczeń gimnazjum jest w stanie zdać maturę, to coś tu k…. jest nie tak.
Humaniści od siedmiu boleści protestują, urządzają bojkot oddając czyste arkusze, żeby CKE obniżyło poziom jeszcze bardziej.
“Kiedyś humanista to był człowiek wszechstronnie uzdolniony. Dziś to człowiek, który nie umie matmy.”
Nauczyciel z gimnazjum.”
Źródło: http://pokazywarka.pl/djucpg/
Tylko jakie to ma znaczenie dla tych uczniów, dla których nawet taki poziom jest za wysoki? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, ważne w którym punkcie podejmuje się decyzje.