inicio mail me! sindicaci;ón

Wpisy z listopad 4, 2009

radosna tfu-rczość

Obowiązkowa matura z matematyki stała się dla wielu okazją do zarobienia pieniędzy. W sumie nie ma w tym nic zdrożnego; gorzej, że jakość tego “produktu” jest co najmniej dyskusyjna. Przeglądam wiele portali, które oferują kursy przygotowawcze, czy jakkolwiek taką powtórkę materiału nazwiemy. O jednym z portali pisał Piotr, ale są i inne. Są też oferty kursów przygotowujących do egzaminu, które organizują wyższe uczelnie za pieniądze unijne. W ten sposób można zapisać się na taki kurs i nic nie płacić!

Wszystkie kursy, czy to prowadzone na żywo, czy przez Internet są w zasadzie wykładami o tym, co należy zrobić, by rozwiązać takie czy inne zadanie. Co doskonale koresponduje z poglądem, że współczesna matematyka uczona w polskiej szkole to zestaw algorytmów, których opanowanie gwarantuje zdanie egzaminu na poziomie podstawowym. Jeśli dodamy jeszcze umiejętność żonglowania tymi algorytmami, to otrzymamy komplet narzędzi i umiejętności potrzebnych na poziomie rozszerzonym. Na egzaminach w polskiej szkole nie ma bowiem pytań: wyjaśnij, dlaczego; jak; co się dzieje, gdy - są pytania zamknięte -pseudootwarte: oblicz, znajdź.

Oglądam więc jeden z portali, gdzie proponuje sie uczniowi krótkie omówienie podstawowych pojęć z trygonometrii - ale w całkowitym oderwaniu od podstawy programowej! Czego tu nie ma! Są i radiany i funkcje trygonometryczne i wzory redukcyjne, wszystko pisane na kolanie i bez użycia odpowiednich czcionek: pi wygląda jak ławka… Albo inny portal: prześlij nam 2 zł, a my tobie podamy prawidłową odpowiedź na pytanie…

Szczerze mówiąc, jeśli już miałbym coś wybrać, to zapisałbym się na taki darmowy kurs na wyższej uczelni. Co prawda zupełnie nie wiadomo, kto te zajęcia poprowadzi i jakie ma doświadczenie, ale chociaż zobaczę, jak wygląda jakaś tam uczelnia - może warto tam studiować w przyszłości? A już najlepiej zapisać się na darmowy kurs będą w klasie drugiej - nie ma stresu i spokojnie można popatrzeć, jak ktoś rozwiązuje zadania na tablicy i zapoznać się z ofertą uczelni.

Dla wszystkich nauczycieli - miłośników algorytmów mam smutną wiadomość: są od nas lepsi. Moim ulubionym mistrzem algorytmu jest profesor Burger. Proszę zobaczyć, jak on tłumaczy schemat Hornera! To się fantastycznie ogląda!

Powstaje więc zasadnicze pytanie: dla kogo są te portale internetowe?

profesor Burger objaśnia schemat Hornera

A propos anonimowych kursów. Co jakiś czas otrzymuję pocztą zaproszenia do wzięcia udziału w spotkaniach/warsztatach organizowanych przez znane wydawnictwo oświatowe. Wszystkie zaproszenia mają jedną wspólną cechę: nie wiadomo, kto prowadzi zajęcia. Podano temat zajęć, czas i miejsce oraz że będzie można na miejscu otrzymać darmowy podręcznik. Moja małżonka wzięła udział w takim spotkaniu dla nauczycieli gimnazjum, zorganizowanym w centrum miasta. Temat zajęć dotyczył trójkąta Pascala i czarnych dziur. To bardzo ciekawe tematy jak na oczekiwany krąg odbiorców, dlatego większość uczestników ograniczyła się do wypicia kawy, pobrania darmowych materiałów i ulotniła się ze spotkania. A może o to właśnie chodziło organizatorom? I pewnie słusznie nie chcieli ujawniać nazwiska prowadzącego.

Tak czy owak interes się kręci i rozkręca, jakość świadczonych usług jest tu na dalszym planie.

Próbna matura z matematyki na żenująco niskim poziomie, wysyp usług matematycznych o kontrowersyjnej jakości i dobre samopoczucie wyższych uczelni, które ostatnio w rankingach plasują się poza pierwszą 300 najlepszych - jakoś dziwnie to wszystko składa się na smutny obraz naszej edukacji…

CKE: chcecie wojny? Będziecie ją mieli!

Wczoraj wieczorem, hakerzy zaatakowali serwer Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Data ataku nie była przypadkowa. Wczoraj 400 tys. polskich maturzystów szukało informacji o próbnej maturze z matematyki, którą kilka godzin wcześniej pisali. Na stronie CKE, zaraz po egzaminie, udostępniono arkusze egzaminacyjne i rozwiązania. Byłem tam wczoraj po południu i wszystko działało OK. Atak nastąpił kilka godzin później.
Zapewne atak odbił by się szerszym echem, gdyby nastąpił koło południa, gdy Centralna Komisja publikowała rozwiązania i gdy na stronie był największy ruch.
Nie jestem informatykiem, ale podejrzewam, że wybrano godziny wieczorne, bo wtedy pracownicy CKE są już w domu i od chwili ujawnienia ataku do ponownego uruchomienia strony, upłynęło więcej czasu.
To akurat byłby dość optymistyczny sygnał, bo oznacza, że hakerzy nie mogą sobie pozwolić na zablokowanie strony w ciągu dnia, gdy cała obsługa urzędu jest w pracy.
W tym całym szumie medialnym, zazwyczaj wszyscy ostro krytykują Komisję. Zatem ja pozwolę sobie odrobinkę ich bronić.
Jak widać, problem obowiązkowej matury z matematyki, jest ogromy i budzi skrajne emocje. W tej sytuacji, nie biorąc pod uwagę wszelkich błędów organizacyjnych i merytorycznych jakie popełnia CKE, mimo wszystko jestem pełen uznania dla tej instytucji. Została rzucona na niezwykle „krwawy front” i nadal walczy.

cke_atak

Okiem ucznia technikum

Dla  uczniów klas matematyczno-informatycznych prawdopodobnie wczorajszy  próbny  egzamin z matematyki, był banalnie prosty. Wychodząc z sal stwierdzali zazwyczaj: „…było łatwe, liczę na 95-100%…”. Czy tak będzie w istocie, przekonamy się mam nadzieję jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Natomiast sprawy mają się nieco inaczej, kiedy spojrzymy na te same zadania okiem ucznia technikum, który systemowo został zaskoczony informacją o tym, że po dwóch latach traktowania matematyki „po macoszemu”, będzie  musiał w klasie czwartej przystąpić do egzaminu na tych samych prawach co licealista po trzech latach kształcenia ukierunkowanego na przygotowanie do obowiązkowej matury z tego przedmiotu. Nie miałam jeszcze dotąd okazji rozmawiać z moimi uczniami z technikum gastronomicznego (w klasie, w której uczę od zeszłego roku),ale wiem, że z przerażeniem myśleli o tym, że muszą stanąć „oko w oko z demonem”.  Jak sobie poradzili, zobaczymy, ale myślę że podobnie jak uczniowie klas ogólnych liceum, nie zawsze wychodzili z sal z przekonaniem o tym, że udało im się zdobyć 30%. Śmiem też twierdzić w odróżnieniu od mojego kolegi – współautora, że  dla uczniów klas ogólnych, nawet tak standardowe zadania, jak te z wczorajszego arkusza, mogą stanowić  problem, a przykrycie ich „listkiem figowym” kontekstu realistycznego, mogłoby  tylko obnażyć niedostatki w ich wiadomościach. Poza tym dla wielu uczniów, nie tylko z technikum, przerażająca była już  nawet liczba zadań, które w ciągu jednego egzaminu przyjdzie im rozwiązać. Mam więc nadzieję, że wytrwale pracowali do ostatniej minuty, a efekty ich pracy pozwolą im w końcu spojrzeć z nadzieją na „majowe wyzwanie”. O ich wrażeniach po wczorajszym maratonie, postaram się niebawem coś więcej napisać.