Dla uczniów klas matematyczno-informatycznych prawdopodobnie wczorajszy próbny egzamin z matematyki, był banalnie prosty. Wychodząc z sal stwierdzali zazwyczaj: „…było łatwe, liczę na 95-100%…”. Czy tak będzie w istocie, przekonamy się mam nadzieję jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Natomiast sprawy mają się nieco inaczej, kiedy spojrzymy na te same zadania okiem ucznia technikum, który systemowo został zaskoczony informacją o tym, że po dwóch latach traktowania matematyki „po macoszemu”, będzie musiał w klasie czwartej przystąpić do egzaminu na tych samych prawach co licealista po trzech latach kształcenia ukierunkowanego na przygotowanie do obowiązkowej matury z tego przedmiotu. Nie miałam jeszcze dotąd okazji rozmawiać z moimi uczniami z technikum gastronomicznego (w klasie, w której uczę od zeszłego roku),ale wiem, że z przerażeniem myśleli o tym, że muszą stanąć „oko w oko z demonem”. Jak sobie poradzili, zobaczymy, ale myślę że podobnie jak uczniowie klas ogólnych liceum, nie zawsze wychodzili z sal z przekonaniem o tym, że udało im się zdobyć 30%. Śmiem też twierdzić w odróżnieniu od mojego kolegi – współautora, że dla uczniów klas ogólnych, nawet tak standardowe zadania, jak te z wczorajszego arkusza, mogą stanowić problem, a przykrycie ich „listkiem figowym” kontekstu realistycznego, mogłoby tylko obnażyć niedostatki w ich wiadomościach. Poza tym dla wielu uczniów, nie tylko z technikum, przerażająca była już nawet liczba zadań, które w ciągu jednego egzaminu przyjdzie im rozwiązać. Mam więc nadzieję, że wytrwale pracowali do ostatniej minuty, a efekty ich pracy pozwolą im w końcu spojrzeć z nadzieją na „majowe wyzwanie”. O ich wrażeniach po wczorajszym maratonie, postaram się niebawem coś więcej napisać.
Nauczyciel powinien dobrze uczyć. Uczeń powinien dobrze się uczyć. CKE powinno dobrze organizować i przeprowadzać egzaminy. Jeżeli te 3 elementy są spełnione to wszystko jest OK, ale życie na ogół tak nie wygląda i to nie tylko w przypadku edukacji.
Czy ktoś kwestionuje sensowność jednolitego egzaminu maturalnego dla wszystkich? Jeżeli tak, to podważa tym samym sensowność efektywnego kształcenia na uczelniach wyższych.
Cz ktoś kwestionuje zasadność obowiązkowej matury z matematyki? Jeżeli tak, to na tej samej podstawie można zakwestionować obowiązkowy egzamin z języka polskiego i zrezygnować w ogóle z takiej samej dla wszystkich podstawy egzaminów maturalnych.
Dyskusja o tym czy uczniowie technikum lub innej szkoły byli właściwie przygotowywani do matury z matematyki, dotyczy czegoś trochę innego niż dyskusja o samej matematyce na tym egzaminie.








Jestem uczennicą technikum. O tym, że będę zdawać maturę z matematyki tak naprawdę dowiedziałam się po 2 klasie. Wiadomo także jaki poziom jest w technikum a jaki w liceum. Moim zdaniem nie powinno się porównywać licealistów, którzy mają po 6 godz. czy więcej matematyki z uczniami technikum, którzy mają 3 godz tygodniowo. A poza tym nie każdy ma głowę do matematyki. i zgadzam się z Panią Agnieszką, że traktowaliśmy matematykę “po macoszemu”. I to też nie nasza, tzn. uczniów wyłączna wina, że są słabe wyniki, bo przyznajmy szczerze, że żeby nauczyć się matematyki, trzeba mieć nauczyciela, który ją wytłumaczy, a nie tylko każe przepisać definicje i wzory do zeszytu i na tym koniec. Resztę zróbcie sami w domu.