Oglądając filmy przesłane przez uczestników drugiej edycji konkursu „Matematyka nie kończy się w szkole”, miałam nieodparte wrażenie jakobym zajadała odgrzewaną potrawę, podaną w nieświeżym sosie. Niby nowa edycja, nowi autorzy, a jednak te same konteksty, podobne scenariusze, odniesienia ewidentnie zapożyczone od najlepszych autorów poprzedniej edycji.
Na dodatek, ze względu na obwarowania regulaminowe, ścieżka dźwiękowa uboga lub jej brak, co dodatkowo potęguje negatywne wrażenia estetyczne. Dobrze, że w jury zasiadło kilka nowych osób o świeżym spojrzeniu, nieskalanym doznaniami z poprzedniej edycji, dzięki temu niektóre parafrazy może przejdą przez sito weryfikacyjne. Moja sceptyczna ocena pozostaje niekiedy w sprzeczności z rankingami oglądalności na etapie preselekcji, a zatem może mylę się negatywnie oceniając niektóre propozycje. To zapewne okaże się z chwilą ogłoszenia wyników. Tymczasem dodam tylko, że w zalewie wtórnych produkcji nawiązująco – parafrazujących, udało mi się wyłonić faworyta. Zobaczymy tylko czy moje wybory potwierdzą się w generalnej klasyfikacji.









…już myślałam, że nikt tego nie wymówi: ‘odgrzewana potrawa’ - czy smaczna?
Ja swój nr 1. już mam.
obejrzałam wszystkie filmy oczekując czegoś nowego, świeżego… niektóre pomysły mnie zaskoczyły, choć było ich tak mało. Przed oceną, oprócz obejrzenia filmów, przeczytałam komentarze pod każdym z nich, przejrzałam ilość wyświetleń filmów i ich oceny…niestety mając w głowie wciąż poprzednią edycję wydawało mi się, że wiele motywów się powtarza. Zatem moja ocena niekiedy znacznie różniła się z - jak to Agnieszka ładnie określiła - “rankingami oglądalności”… miejmy nadzieję, że wygra najlepszy