Wpisy z grudzień, 2009
30 grudnia 2009 @ 23:33 · Kategoria Agnieszka Herma
Święta, to dla większości z nas, czas błogiego odpoczynku, spotkań z rodziną i znajomymi. Bożonarodzeniowy błogostan determinuje nasze myślenie i działanie. W rozmowach wszyscy starają się unikać tematów drażliwych. Zauważyłam jednak, że wcześniej czy później, tą idealną atmosferę mącą delikatne dygresje natury politycznej czy edukacyjnej. O ile ten pierwszy nurt dyskusji nie interesuje mnie w kontekście zagadnień zazwyczaj przeze mnie poruszanych w tym miejscu, o tyle chętnie odniosę się do drugiej, wspomnianej wyżej sfery naszej codzienności.
Okazuje się, że ością wigilijnego karpia, tkwi nam w gardle wizja obowiązkowej matury z matematyki. Mówi się o tym dużo i chętnie i nawet, zasiadając przy świątecznym stole w niewielkim gronie, znajdziemy zarówno przeciwników jak i zwolenników tego rozwiązania. Konsekwencją tych rozmów są dyskusje nad poziomem matematycznego przygotowania studentów uczelni technicznych. I tu zazwyczaj pryska magiczna atmosfera świąt, powraca narzekanie i utyskiwanie.
Przedstawiciele technokratycznej części mojej rodziny, wśród których jest trzech wykładowców uczelni technicznych, ze zgrozą stwierdzają istotne pogorszenie się poziomu przygotowania absolwentów liceum, oceniając ich umiejętności, przez pryzmat wspominanych z łezką w oku „licealistów sprzed lat”. Nie biorą wciąż pod uwagę zmian jakie zaszły w międzyczasie w edukacji matematycznej na poziomie liceum. Bywają mocno zaskoczeni, kiedy matematyczki, (których mamy obecnie w rodzinie, aż trzy), opowiadają im o brutalnych cięciach programowych, jakie niesie za sobą nowa podstawa programowa.
I tak w atmosferze gorących sporów, zdenerwowanie zastępuję zaskoczenie, złość na studentów, bezsilność wobec systemu i … na nowo powraca magia świąt…
Zainspirowana tymi dyskusjami i rozmowami prowadzonymi od dawna w różnych gremiach, postanowiłam napisać na ten temat dłuższy artykuł. Postaram się w jego kolejnych częściach zawrzeć moje spostrzeżenia i hipotezy dotyczące przyczyn obecnego stanu przygotowania matematycznego przyszłych inżynierów, przedstawiając moje pomysły na temat tego co zrobić by to przygotowanie wspomagać z użyciem nowoczesnych środków technicznych.Życzę przyjemnej lektury i zapraszam do dyskusji.
30 grudnia 2009 @ 09:24 · Kategoria Piotr Tomczak
Tablica interaktywna to ostatnio chyba najbardziej rozreklamowana inwestycja szkolna. Mówi się o tym wyjątkowo dużo. Co chwila ktoś z nauczycieli mówi mi, że jego szkoła właśnie kupiła to urządzenie lub nosi się z zamiarem kupienia kolejnego. Pojawiło się też kilka projektów finansowanych ze środków UE, w których jest możliwość zakupu takiej pomocy. Czy jednak walory dydaktyczne takiej tablicy są aż tak rewolucyjne? Mam tu poważne wątpliwości. Szkoła myśląc o takiej inwestycji, ma do wyboru np. zakup pracowni kalkulatorów graficznych. Co jest lepszym rozwiązaniem?
Wprowadzenie do nauczania matematyki komputera lub kalkulatora graficznego, niewątpliwie wpływa ogromnie na tok nauczania. W tym przypadku nie mam wątpliwości, że ma to znamiona małej rewolucji. Uczeń ma do dyspozycji urządzenie, które w ułamkach sekund udziela mu precyzyjnych odpowiedzi na morze matematycznych pytań. Zwalnia go w ogromnym stopniu z uciążliwych rachunków, a przez to umożliwia przyspieszenie procesów dedukcyjnych, skupienie się na rozumowaniu, budowaniu modeli do sytuacji problemowych. Uczeń przestaje być „księgowym” a staje się badaczem. Jest bardziej zmotywowany do stawiania pytań i szukania odpowiedzi, bo ma przed sobą cierpliwego „nauczyciela”, który tych odpowiedzi mu udziela.
Ważnym aspektem jest także indywidualizacja pracy. Komputer i kalkulator, są tak naprawdę urządzeniami indywidualnymi, przynajmniej docelowo. W tej sytuacji uczeń może, w pewnym zakresie, dostosować tempo pracy do swoich indywidualnych potrzeb.
Jak zatem wygląda to w przypadku tablicy interaktywnej? Trudno tu się doszukać nowej jakości odnośnie tego o czym pisałem wyżej. Na tablicy w praktyce robimy te same obliczenia i wykresy co na ekranie komputera lub kalkulatora, bo korzystamy z tego samego oprogramowania matematycznego (lub emulatora kalkulatora). O indywidualizacji pracy też nie ma mowy, bo tablica z zasady jest urządzeniem „do wykładu” ewentualnie do pracy grupowej. Z matematycznego punktu widzenia, jedynym nowym elementem jaki dostrzegam, jest geometria. Dystans, między dłonią, manualnie wykonującą polecenia mózgu, a geometrycznym obiektem, który jest analizowany, zmniejsza się prawie do zera. Uczeń może praktycznie „chwycić” prostą lub parabolę i przenieść ją w inne miejsce lub dowolnie zmodyfikować. Pozornie nie zachodzi tu zbyt duża zmiana w porównaniu z operowaniem myszką, ale przypuszczam że dla umysłu, usiłującego przyswoić nową wiedzę, jest to niemożliwa do zignorowania różnica.
Pozostałe zalety tablicy interaktywnej, mają już moim zdaniem raczej uniwersalny charakter. Np. uporządkowanie i ułatwienie pracy nauczyciela i ucznia, poprzez prawie nieograniczone możliwości rejestracji tego co na tablicy w ciągu lekcji się dzieje.
Istotnym wydaje się również, kwestia przestrzeni z jaką styka się użytkownik tablicy. W normalnej przestrzeni w jakiej się poruszamy, stykamy się z obiektami o wymiarach na ogół od porównywalnych z naszą dłonią, do wielokrotnie od nas większych (krzesła, stoły, ściany, samochody, ulice, domy, itd.). Komputer zawęża nam, dość nienaturalnie, tą przestrzeń do małego prostokąta. Kalkulator wpada tu jeszcze gorzej.
Tablica interaktywna odwraca tą tendencję. Użytkownik operuje obiektami o dużo większych rozmiarach, co jest bardziej zbliżone do naturalnego postrzegania przestrzeni.
To wszystko jednak nie zmienia mojej opinii, że o ile komputer lub kalkulator wprowadziły kolosalne zmiany w nauczaniu matematyki, to tablica interaktywna ma tu zdecydowanie mniejsze zasługi i jest raczej pomocnym urządzeniem o ogólnym charakterze, niż istotną pomocą dydaktyczną.
Co zatem kupić? Tablicę interaktywną czy pracownię kalkulatorów graficznych? Oczywiście tablicę interaktywną, pod warunkiem, że mamy już w szkole kalkulatory :).
29 grudnia 2009 @ 14:35 · Kategoria Piotr Tomczak
Rok temu odszedł z naszej firmy jeden z moich kolegów, też Piotr. Siedział obok mnie, chyba trzy lata. Najwyraźniej moja obecność mocno mu się udzieliła, bo ostatnio wraz z życzeniami świątecznymi, wysłał mi mała zagadkę matematyczną. Nie jest to żadna zaawansowana matematyka. Treść zagadki zachęcała do jej rozwiązania i dołączenia do elitarnego „klubu” wybitnie inteligentnych.
Nie chwaląc się, nie zajęło mi to zbyt dużo czasu. Ale obawiam się, że moje matematyczne wykształcenie mogło być tu trochę stronnicze, a zatem testu nie można traktować jako zbyt wiarygodnego :(. Jednak to co znalazłem w załączniku, trochę mnie zaskoczyło (pozytywnie). Polecam.
Mały test!
Rzekomo rozwiążą go jedynie osoby z IQ powyżej 120..
Aby Twój umysł nadal był w formie, zastanów się:
jeśli:
2 + 3 = 10
7 + 2 = 63
6 + 5 = 66
8 + 4 = 96
to ile jest:
9 + 7 = ????
Tylko ta liczba jest hasłem otwarcia dokumentu w załączniku. Jeśli uda Ci się otworzyć ten załącznik, nanieś swoje nazwisko, zachowaj i prześlij dalej.
Załącznik
27 grudnia 2009 @ 11:14 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Dawno temu, kiedy w miejscu, gdzie dziś stoi hotel, było kino, wziąłem udział w nietypowej premierze filmu “Bitwa o Midway”. W zasadzie były to dwie bitwy.
Pierwsza, o dziwo spokojna, trwająca jakieś trzy godziny, to bitwa o bilety. Kolejka wiła się od kasy na zewnątrz budynku kina i kończyła się sto metrów dalej. Ze względu na bardzo wąskie wejście pod same kasy, osoby, które chcialy kupić bilety bez czekania w kolejce, miały to zadanie bardzo utrudnione tym bardziej, że samorzutnie zawiązał się komitet kolejkowy, złożony z co roślejszych mieszkańców miasta, którzy samym wyglądem skutecznie zniechęcali do łamania struktury kolejki. Kolejka była tak długa, że pytanie: za czym kolejka ta stoi, było zasadne.
Sam film widział chyba każdy, gdyż był wielokrotnie emitowany w telewizji. Tamta opisywana przeze mnie premiera miała jedną rzecz charakterystyczną, mianowicie zainstalowano w kinie specjalne głośniki, które dawały efekt kwadrofoniczny. W rezultacie, w czasie startu samolotu z lotniskowca, zostałem zbombardowany dźwiękiem niezwykłej mocy, dochodzącym z tak wielu kierunków, że czułem się, jakbym stał na pokładzie tego lotniskowca tuż obok startującej maszyny.
Wczoraj przypomnialem sobie tamte chwile, kiedy pani z uśmiechem wręczała mi w innym już kinie okulary, abym mógł oglądać film w trójwymiarze. Wtedy i teraz sala pękała w szwach. Wtedy i teraz miałem wrażenie, że uczestniczę w jakimś niezwykłym wydarzeniu, o którym będzie się długo mówiło i pisało. Wtedy i teraz reżyserzy kazali nam siedzieć w kinie ponad dwie godziny…
Pani, która siedziała obok mnie, piła piwo z butelki i zawzięcie korzystała z telefonu komórkowego, zła, bo okulary przeszkadzały jej w sprawnym pisaniu esemesów. Byłem zdumiony, ile światła daje w ciemnej sali jedna komórka. Para na prawo konsumowała gigantyczne ilości popcornu z wiadra zakupionego tuż przed wejściem na salę, śmiechom i głośnym komentarzom nie było końca.
Wychodząc z sali, rozejrzałem się dokoła. Puste zielone butelki walały się po całej sali śmiesznie kontrastując z białym śniegiem popcornu.
Jeszcze tylko trzeba oddać okulary…
23 grudnia 2009 @ 00:43 · Kategoria Agnieszka Herma
Mieliśmy już okazję przekonać się wielokrotnie o skutecznych metodach organizacyjnych Podkarpackiego Oddziału SNM, teraz możemy obserwować imponujące inicjatywy Instytutu Matematyki Uniwersytetu Rzeszowskiego. „Motywacja poprzez naturalne zróżnicowanie w matematyce”, to temat drugiej międzynarodowej konferencji CME, Children’s Mathematical Education, która adresowana jest do naukowców zajmujących się edukacją matematyczną, instruktorów i nauczyciel. Spotkanie to jest organizowane przy wparciu administracyjnym i naukowym uniwersytetu, a jego inicjatorem i głównym organizatorem jest dr hab.prof. UR Ewa Swoboda.

Źródło: www.cme.rzeszow.pl
Na program tej konferencji składają się wykłady plenarne, seminaria robocze dedykowane poszczególnym etapom edukacyjnym, sprawozdania z badań i warsztaty. Wykłady poprowadzą:
- Günter Krauthausen/University of Hamburg, Petra Scherer/University of Bielefeld Natural Differentiation in Mathematics (NaDiMa) – Theoretical Backgrounds & Selected Arithmetical Learning Environments
- Stefan Turnau, (Poland): Theory of Didactic Situations viewed from the Polish perspective.
- Pessia Tsamir and Dina Tirosh ( Israel): Defining and proving with teachers: From preschool to secondary school.kacyjnym,
- Maarten Dolk (The Netherlands) – temat będzie podany później
Najważniejszą cześć tej konferencji stanowią jednak, jak podkreślają organizatorzy, seminaria robocze. Każdy uczestnik konferencji jest zaproszony do wzięcia udziału w zajęciach jednej z grup seminaryjnych, która będzie się spotykała kilka razy podczas trwania konferencji. Podstawową formą pracy będzie dyskusja i wymiana doświadczeń. Seminarium jest planowane jako „miejsce dla uczestników, którzy chcą stworzy coś użytecznego dla ich dalszej pracy, bazując na pomysłach zebranych podczas konferencji”. Uczestnicy nie będą prezentować gotowych wytworów, ale będą pracować razem nad ich wytworzeniem. Będą starali się przetworzyć materiały i pomysły dostarczone im przez innych uczestników konferencji, w kierunku praktycznych zastosowań w codziennej pracy w szkole. Liderami seminariów roboczych będą:
- poziom 3-6: Edyta Gruszczyk-Kolczynska (z zespołem), Poland, Paola Vighi (Italy): Work with gifted children start from kindergarten.
- poziom 7-9: Günter Krauthausen/University of Hamburg, Petra Scherer/University of Bielefeld: Exploration of Various Arithmetical Learning Environments.
- poziom 10-12: Marie Ticha, Filip Roubicek, Alena Hospesova (Czech Republic): Substantial Learning Environment in Geometry.
- poziom 13-16: Jaroslav Zhuf (Czech Republic): Work with talented students.
Uczestnicy konferencji mogą ponadto przesyłać swoje propozycje jako sprawozdanie z badań, warsztaty, albo plakaty.
Jestem pod dużym wrażeniem tej inicjatywy, która w ubiegłym roku zgromadziła szerokie rzesze uczestników, mimo wysokiej opłaty konferencyjnej oraz faktu, że oficjalnym językiem obowiązującym na spotkaniu był język angielski. Mam nadzieję, że druga edycja będzie równie udana, a informacja o niej dotrze do wszystkich potencjalnych zainteresowanych taką tematyką. Przyznać trzeba, że dydaktyczne inicjatywy podejmowane w Rzeszowie są imponujące!!!
22 grudnia 2009 @ 08:46 · Kategoria Piotr Tomczak
22 grudnia 18887 r. urodził się hinduski matematyk samouk Srinivasa Ramanujan. Mimo że nie ukończył studiów matematycznych i zmarł bardzo młodo (33 lata), zostawił po sobie imponujący dorobek matematyczny. Składna się na niego słynne 4000 wzorów, które w sporej części nie zostały jeszcze udowodnione oraz prace z zakresu funkcji modularnych (funkcja Ramanujana).
Srinivasa, tuż przed pierwszą wojną światową, wysłał listy do trzech wybitnych brytyjskich matematyków, zawierające 120 twierdzeń, był wtedy niższym urzędnikiem w Madrasie. Dwóch adresatów zignorowało korespondencję, ale trzeci, Godfrey Hardy, sprowadził młodego geniusza do Cambridge.
Na koniec dodam, że jego wczesna śmierć nie jest niestety wyjątkowym zdarzeniem wśród wybitnych matematyków. Czarny „rekord” należy tu chyba do norwega Niella Henryka Abela, który zmarł w wieku 27 lat, pozostawiając po sobie również bezcenny dorobek naukowy.
Źródło
http://pl.wikipedia.org/wiki/Srinivasa_Ramanujan
18 grudnia 2009 @ 23:33 · Kategoria Piotr Tomczak
Ostatniej nocy nie mogłem spać z powodu takiego ciągu: 1, 3, 31, 842, 45296, 4061871, 546809243, 103123135501, 25942945219747, 8394104851717686, … Pracuję nad nim już od kilku tygodni. Potrafię odgadnąć wzór opisujący kolejne elementy, ale mam przeczucie, że będzie trudny do udowodnienia. Choć ostatniej nocy koło 4 nad ranem poczyniłem chyba istotne postępy. Zobaczymy.
Mój sen na szczęście, nie jest zagrożony przez takie dylematy. To fragment listu, jaki Neil James Alexander Sloane, napisał do Ireny Cieślińskiej, dziennikarki Przekroju, która wysłała zapytanie do wybitnych matematyków na całym świecie, z prośbą aby napisali jej, co rozpala ich umysły.
Artykuł, jaki powstał na bazie tej korespondencji, zwyciężył w konkursie Stowarzyszenia Dziennikarzy Naukowych im. Karola Sabatha podczas Festiwal Nauki 2009. Pełny tekst można znaleźć na stronie Przekroju.
Dowiemy się z niego jeszcze, że np. Doron Zeilberger odpowiada tylko na maile w których umieszczono frazę „MathIsFun” a jego zdaniem, co mi się szczególnie spodobało, ludzka obsesja dowodów formalnych to strata czasu komputerowego, a co jeszcze gorsza – strata ludzkiego czasu.
Z kolei profesor Shing-Tung Yau jest bardzo nieufny wobec dziennikarzy i ma zawsze szereg zastrzeżeń przed rozmową z nimi a Grisza Perelman, po udowodnieniu hipotezy Poincarego (znalazła się ona na liście najważniejszych problemów, jakie matematycy powinni rozwiązać w XXI w.) i odrzuceniu nagrody 1 miliona dolarów, przepadł bez wieści i nikt nie wie, co się z nim dzieje.
Na koniec dodam, że link do artykułu przesłał mi kolega z biura, a robiąc to, miał w oczach dziwną mieszankę przerażenia i politowania.
17 grudnia 2009 @ 08:08 · Kategoria Piotr Tomczak
Publikując pierwszą część tego artykułu, miałem mimo wszystko nadzieję, że odezwą się głosy w obronie czasopisma. Może ktoś z redakcji się wypowie. Zwróci mi uwagę na aspekty których nie dostrzegam. Okaże się, że nie jest aż tak źle. Niestety nic takiego się nie wydarzyło. Albo druga strona nie chce ze mną dyskutować, albo nie ma nic do powiedzenia :(. Napiszę zatem, co ja bym zrobił z NiMem.
Okładka, ładna jest i niech będzie. Ale bezwzględnie powinny się na niej pojawić „zajawki” najciekawszych artykułów. Jeżeli ktoś ma wątpliwości co do takiego rozwiązania, niech się przespaceruje na wydział dziennikarstwa na dowolnej uczelni wyższej w tym kraju.
Reklama na okładce, oznacza automatycznie, że w czasopiśmie, musi być co najmniej jeden kluczowy artykuł, gwóźdź programu, materiał zapowiadany wcześniej. Coś, czym redakcja, chciałby szczególnie zainteresować czytelników. Taki materiał, powinien pojawić się zaraz na początku pisma.
Tak jak pisałem wcześniej, trzy pozostałe strony okładki to miejsce na reklamę. Ale to trochę inny temat.
Agnieszka, pisząc o NiMie, sugerowała podział na 4 kategorie, odpowiadające poszczególnym poziomom nauczania oraz technologii informacyjnej. Pomysł dobry, ale pod warunkiem, że uda się znaleźć odpowiednią ilość artykułów, a to teraz jest główny problem. Skąd wziąć zatem materiały? Kolejny pomysł Agnieszki, aby „wciągnąć” do współpracy wydawnictwa edukacyjne, wydaje się w jakiś sposób rozwiązywać ten problem. Ja np. chętnie wszedłbym w taką współpracę, oferując artykuły ze strony kalkulatory.pl. Ale to tylko chwilowe załatanie dziury. Docelowo NiM musi umieć zachęcić nauczycieli, żeby od czasu do czasu zechcieli coś napisać od siebie. Przy czym należy z góry założyć, że taki teksty będą miały inny poziom merytoryczny niż artykuły pisane przez kadrę akademicką.
Istnieje całe pole działalności związanej z matematyką, nią bezpośrednio nie będące. Np. konkursy matematyczne. Jest ich w Polsce ogromna ilość. Dotarcie do ich organizatorów, i poproszenie aby krótko zechcieli się „zareklamować” byłoby dodatkowym źródłem interesujących tekstów.
Ja chętni widziałbym w każdym numerze jeden wywiad z ciekawą osobą, albo nauczycielem, albo pracownikiem naukowym związanym z dydaktyką, lub nawet urzędnikiem z Ministerstwa lub CKE.
Aktualne wydarzenia związane z matematyką, konferencje, próbne egzaminy, wpadki OKE, zapowiedzi Ministerstwa Edukacji, plany wydawnictw i firm związanych z edukacją, itp. Takich informacji jest sporo, trzeba je tylko wyszukać.
Listy czytelników, proste w uzyskaniu, ludzie często lubią pisać i dzielić się swoimi przemyśleniami, o ile tylko im się to umożliwi. Istnieje zawsze ryzyko, że ktoś wyrazi się krytycznie na temat pisma lub któregoś z artykułów. Co wtedy zrobić? Niestety jedynym wiarygodnym sposobem pokazania, że się jest otwartym na dyskusję, jest publikacja krytycznych opinii. Ja na stronie kalkulatory.pl publikuję wszystko (wszystkie komentarze) które nie zawierają wulgaryzmów lub wyzwisk, oraz nie są jedynie górą emonitek.
Ciekawostki matematyczne, krótkie informacje, które każdy interesujący się matematyką lubi czytać i które często przydają się w bardziej nieformalnych rozmowach z uczniami. W tym także humor matematyczny. Tego też jest sporo w sieci, kilka godzin przez ekranem komputera i mamy takie „dodatki” do kilku numerów.
Sylwetki znanych matematyków. Wprawdzie robi to już „Matematyka” ale nie mają na to patentu, a zawsze lepiej naśladować dobre wzory niż trwać uparcie przy mało efektywnych rozwiązaniach. Może udało by się wypracować jakąś nową formułę dla takiej serii tekstów, skupiając się np. na osobach mocniej związanych z edukacją.
Arkusze egzaminacyjne. Wprawdzie powszechnie dostępne w Internecie, ale np. wydrukowanie tego i dodanie kilku komentarzy mogło by być interesujące.
W NiMie praktycznie nie ma tekstów z zakresu ogólnie rozumianej publicystyki, dotyczącej w tym przypadku edukacji matematycznej. To większy problem, jak znaleźć i skłonić do współpracy dobrych autorów, piszących ciekawie i z sensem. Należy w takim przypadku jednak liczyć się z tym, że dobry tekst najczęściej, zawiera krytyczne opinie. Zatem jeżeli nie chcemy nikomu „podpaść”, to trzeba to sobie od razu darować.
Jak widać możliwości jest dużo. Trudno powiedzieć czy wszystkie one są sensowne lub dadzą się szybko zrealizować. Ale moim zdaniem, w sytuacji gdy czasopismo znajduje się w wyjątkowo ciężkiej sytuacji, powinno przede wszystkim zawalczyć o możliwie dużą ilość artykułów i w praktyce „brać wszystko” lub prawie wszystko. Dopiero gdy zagwarantuje sobie stały dopływ dużej ilości tekstów, NiM będzie mógł zacząć „kręcić nosem”, narzucić wyższe wymagania oraz bardziej precyzyjnie ustalić linię pisma.
Słabą stroną kwartalnika, jest także szata graficzna. Tu „Matematyka” i „Matematyka w Szkole” radzą sobie zdecydowanie lepiej. Ale to są wydawnictwa komercyjne. Mogę spokojnie zaakceptować, że NiM nie będzie aż tak profesjonalnie graficznie dopracowany, pod warunkiem że będzie się bronił merytorycznie.
Moje sumienie jest uspokojone. Druga część wpisu o NiMie jest zdecydowanie dłuższa niż pierwsza :). Tylko wyjątkowi złośliwcy będą mogli nazwać mnie malkontentem i marudą. Z Nowym Rokiem życzę NiMowi wszystkiego najlepszego, co w tym przypadku oznacza sporą ilość zmian.
16 grudnia 2009 @ 00:33 · Kategoria Agnieszka Herma
Tak należałoby podsumować ostatnie szkolenie dla metodyków, zorganizowane przez CKE w ramach Działania 3.2 Rozwój Systemu Egzaminów Zewnętrznych, w ramach projektu nr IV pt „Obowiązkowa matura z matematyki” (4.2) „Pilotaż nowych egzaminów maturalnych”. Pojechałam na to spotkanie z ogromnym zapałem, mimo przedświątecznej gorączki, przekonana, że wyjadę stamtąd z pakietem najnowszych informacji. W anonsie wspomnianej konferencji można było przeczytać, iż głównym celem spotkania będzie przygotowanie doradców metodycznych i konsultantów ds. matematyki do spotkań z nauczycielami na temat obowiązkowej matury z matematyki oraz matury z matematyki na poziomie rozszerzonym (ta druga kwestia była dla mnie najistotniejsza, bo o maturze na poziomie podstawowym nauczyciele i uczniowie wiedzą już stosunkowo dużo). W czasie konferencji miały ponadto zostać przedstawione przykładowe scenariusze spotkań warsztatowych. Zapowiedzi były więc bardzo obiecujące. Już planowałam jak wzbogacę swoje warsztaty na Krajowa Konferencję SNM w Gdańsku o najnowsze informacje wyczekiwane przez nauczycieli, a tymczasem klops! Prowadzącym szkolenie w ostatniej chwili, odgórnie, zakazano udzielania informacji na temat przykładowego arkusza maturalnego na poziomie rozszerzonym. Panie musiały „z marszu” zmienić tematy wystąpień i zaproponować alternatywną problematykę warsztatów. Skończyło się więc na omówieniu wyników próbnej matury i przedstawieniu zestawień dostępnych na stronie CKE.

http://www.cke.edu.pl/images/stories/009_matem_proba/091207_wyniki.pdf
Równocześnie dowiedzieliśmy się, że próbnej matury w styczniu nie będzie, więc uczniowie nie będą mieli szansy sprawdzić się powtórnie, co więcej nie poznają nawet przykładowych propozycji zadań na rozszerzeniu! Nie wiadomo jak tłumaczyć sobie tą tajemniczą postawę CKE. Czyżby wyniki próbnej matury obowiązkowej napawały, aż takim optymizmem, że nikt nie widzi już potrzeby informowania o egzaminie w części rozszerzonej? Czy przypuszcza się, że machina paniki maturalnej, sama wygeneruje doskonałe wyniki zdających? Nie rozumiem tego podejścia, mam tylko nadzieję, że nie okaże się ono zgubne dla uczniów.
15 grudnia 2009 @ 12:11 · Kategoria Piotr Tomczak
W ostatnim czasie, pojawiły się na naszym blogu dwa wpisy, analizujące aktualną sytuację czasopisma NiM i próbujące wskazać kierunki zmian. Temat wdaje mi się dość interesujący, zatem pokuszę się o wyrzucenie z siebie szerszej rzeki krytyki.
NiM ma dwa główne problemy:
a) nauczyciele nie chcą go czytać
b) nauczyciele nie chcą do niego pisać.
To oczywiście spore uogólnienie, ktoś na pewno jeszcze czyta ten kwartalnik i skoro się on ukazuje to jeszcze ktoś do niego pisuje, ale problem mimo wszystko jest, i chyba nikt już nie stara się go bagatelizować. NiM, Nauczyciele i Matematyka, czasopismo wydawane przez Stowarzyszenie Nauczycieli Matematyki. Moja męska intuicja … podpowiada mi, że powinno to być przede wszystkim pismo od nauczycieli do nauczycieli, mówiące o problemach i sprawach interesujących nauczycieli. To tyle tytułem wstępu.
Spójrzmy na ostatni numer NiM+TI. Bardzo ładna grafika na okładce. NiM się w tym specjalizuje, tylko że … Już od wielu lat, standardem prasowym jest reklamowanie wybranych kwestii na okładce. To naturalna i bardzo prosta forma zachęcania czytelnika do lektury. Robi to zarówno „Matematyka” jak i „Matematyka w Szkole”, czasopisma adresowane do tej samej grupy czytelników co NiM, z którymi będę go bezwzględnie porównywał. NiM brutalnie broni się przez zamieszczaniem takich „reklam” na okładce, z powodów dla mnie nieznanych i niepojętych.
Druga, trzecia i czwarta strona okładki, to powierzchnia reklamowa na sprzedaż. W najnowszym numerze widzę tylko jedną reklamę, na ostatniej stronie okładki. Zatem te dwie w środku, są niewykorzystane i patrząc z finansowego punktu widzenia, trochę zmarnowane. O ile NiM nie ma poważnych problemów z tym, na co wydać gigantyczne nadwyżki finansowe, to należało by możliwie szybko dotrzeć do potencjalnych reklamodawców.
Pierwszy artykuł, sprawozdanie z ostatniego MiKa, 3 strony A4. Kolejny artykuł, sprawozdanie z SDM, 3,5 strony A4. Nie będę ukrywał, że nie lubię takich tekstów. Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek znalazł w nich jakąś krytyczną uwagę. O ile odrzucimy założenie, że wszystkie konferencje są robione 100% idealnie, to nasuwa się oczywisty wniosek, że nie zdołamy w takim artykule znaleźć pełnej, obiektywnej informacji co działo się na konkretnym spotkaniu. Nie dziwię się, że autorzy, zwykle sami organizatorzy, piszą takie laurki. Ale z punktu widzenia czasopisma, taki tekst nie powinien być dłuższy niż pół strony (ewentualnie jedna strona ze zdjęciami), i powinien skupiać się jedynie na najważniejszych informacjach.
Dopiero na 8 stronie, znajduję coś co mnie zainteresowało, K. Mostowski, W. Zawadowski, Czworościan Sierpińskiego. Potem artykuł Ady Poczesnej o pracy z uczniem słabym, itd.
Ale … jeżeli spojrzymy na listę autorów, nie biorę pod uwagę informacji o konferencjach, to nie ma tam ani jednego (!!!) nauczyciela matematyki. Gdybym był złośliwy, to mógłbym powiedzieć, że coś takiego powinno być ścigane z urzędu. Ale nie jestem złośliwy, zatem wyrażając szacunek dla kadry akademickiej, która zechciała podzielić się swoją wiedzą na łamach czasopisma NiM, uzewnętrznię również swoje głębokie ubolewanie, że w praktyce, redakcja NiMa jest zamknięta dla zwykłych nauczycieli. Nie wiem do końca dlaczego tak się dzieje, ale niestety takie są fakty.
Tym marudzeniem, zakończę pierwszą cześć mich przemyśleń. W drugiej, postaram się o bardziej budujące słowa.
dalejh »