avatar
Dawno temu, kiedy w miejscu, gdzie dziś stoi hotel, było kino, wziąłem udział w nietypowej premierze filmu “Bitwa o Midway”. W zasadzie były to dwie bitwy.
Pierwsza, o dziwo spokojna, trwająca jakieś trzy godziny, to bitwa o bilety. Kolejka wiła się od kasy na zewnątrz budynku kina i kończyła się sto metrów dalej. Ze względu na bardzo wąskie wejście pod same kasy, osoby, które chcialy kupić bilety bez czekania w kolejce, miały to zadanie bardzo utrudnione tym bardziej, że samorzutnie zawiązał się komitet kolejkowy, złożony z co roślejszych mieszkańców miasta, którzy samym wyglądem skutecznie zniechęcali do łamania struktury kolejki. Kolejka była tak długa, że pytanie: za czym kolejka ta stoi, było zasadne.
Sam film widział chyba każdy, gdyż był wielokrotnie emitowany w telewizji. Tamta opisywana przeze mnie premiera miała jedną rzecz charakterystyczną, mianowicie zainstalowano w kinie specjalne głośniki, które dawały efekt kwadrofoniczny. W rezultacie, w czasie startu samolotu z lotniskowca, zostałem zbombardowany dźwiękiem niezwykłej mocy, dochodzącym z tak wielu kierunków, że czułem się, jakbym stał na pokładzie tego lotniskowca tuż obok startującej maszyny.
Wczoraj przypomnialem sobie tamte chwile, kiedy pani z uśmiechem wręczała mi w innym już kinie okulary, abym mógł oglądać film w trójwymiarze. Wtedy i teraz sala pękała w szwach. Wtedy i teraz miałem wrażenie, że uczestniczę w jakimś niezwykłym wydarzeniu, o którym będzie się długo mówiło i pisało. Wtedy i teraz reżyserzy kazali nam siedzieć w kinie ponad dwie godziny…
Pani, która siedziała obok mnie, piła piwo z butelki i zawzięcie korzystała z telefonu komórkowego, zła, bo okulary przeszkadzały jej w sprawnym pisaniu esemesów. Byłem zdumiony, ile światła daje w ciemnej sali jedna komórka. Para na prawo konsumowała gigantyczne ilości popcornu z wiadra zakupionego tuż przed wejściem na salę, śmiechom i głośnym komentarzom nie było końca.
Wychodząc z sali, rozejrzałem się dokoła. Puste zielone butelki walały się po całej sali śmiesznie kontrastując z białym śniegiem popcornu.
Jeszcze tylko trzeba oddać okulary…



