inicio mail me! sindicaci;ón

Wpisy z grudzień 30, 2009

Przy świątecznym stole

Święta, to dla większości  z nas, czas błogiego odpoczynku, spotkań z rodziną i znajomymi. Bożonarodzeniowy błogostan determinuje nasze myślenie i działanie. W rozmowach wszyscy starają się unikać tematów drażliwych. Zauważyłam jednak, że wcześniej czy później, tą idealną  atmosferę mącą delikatne dygresje natury politycznej czy edukacyjnej. O ile ten pierwszy nurt dyskusji nie interesuje mnie w kontekście zagadnień zazwyczaj przeze mnie poruszanych w tym miejscu, o tyle chętnie odniosę się do drugiej, wspomnianej wyżej sfery naszej codzienności.
Okazuje się, że ością wigilijnego  karpia, tkwi nam w gardle wizja obowiązkowej matury z matematyki. Mówi się o tym dużo i chętnie i nawet, zasiadając przy świątecznym stole w niewielkim gronie, znajdziemy zarówno przeciwników jak i zwolenników tego rozwiązania. Konsekwencją tych rozmów są dyskusje nad poziomem matematycznego przygotowania studentów uczelni technicznych. I tu zazwyczaj pryska magiczna atmosfera świąt, powraca narzekanie i utyskiwanie.
Przedstawiciele technokratycznej części mojej rodziny, wśród których jest trzech wykładowców uczelni technicznych, ze zgrozą stwierdzają istotne pogorszenie się poziomu przygotowania absolwentów liceum, oceniając ich umiejętności, przez pryzmat wspominanych z łezką w oku  „licealistów sprzed lat”. Nie biorą  wciąż pod uwagę zmian jakie zaszły w międzyczasie w edukacji matematycznej na poziomie liceum. Bywają mocno zaskoczeni, kiedy matematyczki, (których mamy obecnie w rodzinie, aż trzy), opowiadają im o brutalnych cięciach programowych, jakie niesie za sobą nowa podstawa programowa.
I tak w atmosferze gorących sporów, zdenerwowanie zastępuję zaskoczenie, złość na studentów, bezsilność wobec systemu i … na nowo powraca magia świąt…
Zainspirowana tymi dyskusjami i rozmowami prowadzonymi od dawna w różnych gremiach, postanowiłam napisać na ten  temat dłuższy artykuł. Postaram się w jego kolejnych częściach zawrzeć moje spostrzeżenia i hipotezy dotyczące przyczyn obecnego stanu przygotowania matematycznego przyszłych inżynierów, przedstawiając moje pomysły na temat tego co zrobić by to przygotowanie wspomagać z użyciem nowoczesnych środków technicznych.Życzę przyjemnej lektury i zapraszam do dyskusji.

Tablica interaktywna czy kalkulator graficzny

Tablica interaktywna to ostatnio chyba najbardziej rozreklamowana inwestycja szkolna. Mówi się o tym wyjątkowo dużo. Co chwila ktoś z nauczycieli mówi mi, że jego szkoła właśnie kupiła to urządzenie lub nosi się z zamiarem kupienia kolejnego. Pojawiło się też kilka projektów finansowanych ze środków UE, w których jest możliwość zakupu takiej pomocy. Czy jednak walory dydaktyczne takiej tablicy są aż tak rewolucyjne? Mam tu poważne wątpliwości. Szkoła myśląc o takiej inwestycji, ma do wyboru np. zakup pracowni kalkulatorów graficznych. Co jest lepszym rozwiązaniem?
Wprowadzenie do nauczania matematyki komputera lub kalkulatora graficznego, niewątpliwie wpływa ogromnie na tok nauczania. W tym przypadku nie mam wątpliwości, że ma to znamiona małej rewolucji. Uczeń ma do dyspozycji urządzenie, które w ułamkach sekund udziela mu precyzyjnych odpowiedzi na morze matematycznych pytań. Zwalnia go w ogromnym stopniu z uciążliwych rachunków, a przez to umożliwia przyspieszenie procesów dedukcyjnych, skupienie się na rozumowaniu, budowaniu modeli do sytuacji problemowych. Uczeń przestaje być „księgowym” a staje się badaczem. Jest bardziej zmotywowany do stawiania pytań i szukania odpowiedzi, bo ma przed sobą cierpliwego „nauczyciela”, który tych odpowiedzi mu udziela.
Ważnym aspektem jest także indywidualizacja pracy. Komputer i kalkulator, są tak naprawdę urządzeniami indywidualnymi, przynajmniej docelowo. W tej sytuacji uczeń może, w pewnym zakresie, dostosować tempo pracy do swoich indywidualnych potrzeb.
Jak zatem wygląda to w przypadku tablicy interaktywnej? Trudno tu się doszukać nowej jakości odnośnie tego o czym pisałem wyżej. Na tablicy w praktyce robimy te same obliczenia i wykresy co na ekranie komputera lub kalkulatora, bo korzystamy z tego samego oprogramowania matematycznego (lub emulatora kalkulatora). O indywidualizacji pracy też nie ma mowy, bo tablica z zasady jest urządzeniem „do wykładu” ewentualnie do pracy grupowej. Z matematycznego punktu widzenia, jedynym nowym elementem jaki dostrzegam, jest geometria. Dystans, między dłonią, manualnie wykonującą polecenia mózgu, a geometrycznym obiektem, który jest analizowany, zmniejsza się prawie do zera. Uczeń może praktycznie „chwycić” prostą lub parabolę i przenieść ją w inne miejsce lub dowolnie zmodyfikować. Pozornie nie zachodzi tu zbyt duża zmiana w porównaniu z operowaniem myszką, ale przypuszczam że dla umysłu, usiłującego przyswoić nową wiedzę, jest to niemożliwa do zignorowania różnica.
Pozostałe zalety tablicy interaktywnej, mają już moim zdaniem raczej uniwersalny charakter. Np. uporządkowanie i ułatwienie pracy nauczyciela i ucznia, poprzez prawie nieograniczone możliwości rejestracji tego co na tablicy w ciągu lekcji się dzieje.
Istotnym wydaje się również, kwestia przestrzeni z jaką styka się użytkownik tablicy. W normalnej przestrzeni w jakiej się poruszamy, stykamy się z obiektami o wymiarach na ogół od porównywalnych z naszą dłonią, do wielokrotnie od nas większych (krzesła, stoły, ściany, samochody, ulice, domy, itd.). Komputer zawęża nam, dość nienaturalnie, tą przestrzeń do małego prostokąta. Kalkulator wpada tu jeszcze gorzej.
Tablica interaktywna odwraca tą tendencję. Użytkownik operuje obiektami o dużo większych rozmiarach, co jest bardziej zbliżone do naturalnego postrzegania przestrzeni.
To wszystko jednak nie zmienia mojej opinii, że o ile komputer lub kalkulator wprowadziły kolosalne zmiany w nauczaniu matematyki, to tablica interaktywna ma tu zdecydowanie mniejsze zasługi i jest raczej pomocnym urządzeniem o ogólnym charakterze, niż istotną pomocą dydaktyczną.
Co zatem kupić? Tablicę interaktywną czy pracownię kalkulatorów graficznych? Oczywiście tablicę interaktywną, pod warunkiem, że mamy już w szkole kalkulatory :).