Dzisiaj, na pierwszym w tym roku, comiesięcznym spotkaniu w WOMie, mieliśmy okazję obejrzeć film z lekcji języka angielskiego przeprowadzonej z wykorzystaniem e-booków. Obserwowaliśmy pracę uczniów klasy III Szkoły Podstawowej nr 24 im. Tadeusza Kościuszki w Bielsku- Białej. Placówka ta została wyposażona w pracownię 25 netbooków w ramach projektu Śląskiego Kuratorium Oświaty „Multimedialna szafka dla ucznia = lekki tornister. Lekki jak piórko”.Zgodnie z założeniami projektu te niewielkie komputery, mają zastąpić tradycyjne podręczniki wspierając pracę na zajęciach w szkole, tak by papierowe książki, uczniowie wykorzystywali wyłącznie do nauki w domu. Inicjatywa ta stanowi odpowiedź na zatrważające wyniki badań jakie przedstawił Rzecznik Praw Dziecka w liście do Ministerstwa Edukacji Narodowej podkreślając w nim, że zbyt ciężkie tornistry (powyżej 3 kg) nosi w szkołach podstawowych 80 procent pierwszoklasistów, 100 procent drugoklasistów i 90 procent trzecioklasistów.
Obserwując pracę uczniów na lekcji z wykorzystaniem e-booków, mieliśmy okazję wymienić się uwagami, dotyczącymi powszechnego wprowadzania takiego sprzętu do szkół. Część osób zwróciła uwagę, na poważne ograniczenia techniczne. Okazało się bowiem, że równoczesne korzystanie z Internetu, przez 26 osób, może powodować istotne zaburzenie procesu dydaktycznego, utrudniając racjonalne gospodarowanie czasem na lekcji. Pojawiły się ponadto wątpliwości co do zgubnego wpływu pracy z takim sprzętem, na wzrok młodych użytkowników, zwłaszcza tych którzy już noszą okulary. Największe obawy budził jednak fakt, braku obudowy dydaktycznej dla nauczyciela, oprogramowania dedykowanego poszczególnym przedmiotom i gotowych do zasymilowania, rozwiązań metodycznych. W takiej sytuacji konieczne okazuje się samodzielne przygotowywanie przez nauczycieli materiałów, a to jak wiadomo wymaga dużego doświadczenia i to zarówno dydaktycznego jak i informatycznego i poświęcenia minimum 10 godzin dla przygotowania 1 godziny lekcyjnej! I tu pojawiło się naturalne pytanie o to, w jakim zakresie wydawnictwa wesprą kuratoryjną inicjatywę i doposażą szkoły w pakiety edukacyjne, których nie zwierają darmowe e-booki, a koszt ich zakupu przekracza finansowe możliwości szkół.Obserwując poziom zaangażowania uczniów, jaki ewidentnie widać było w realizowanej lekcji i towarzyszący im brak entuzjazmu ze strony pełnych obaw nauczycieli, zastanawiam się nad powodzeniem tej inicjatywy.
Mam nadzieję, że e-booki nie podzielą losu kalkulatorów graficznych, z użyciem których realizowałam swoje badania. Okazało się bowiem, że kiedy zakończyłam eksperyment i przeniosłam się do innej szkoły, sprzęt jest wyciągany na światło dzienne wyłącznie podczas sporządzani corocznej inwentaryzacji.




Wydawnictwa nie dają obudowy do tabletów, bo takie urządzenia szkodzą sprzedaży książek. A najwyraźniej wydawcy na razie nie mają zamiaru przekwalifikowywać się na oprogramowanie komputerowe. Spodziewam się raczej że będą torpedować takie projekty niż je wspierać.
Obowiązek zapewnienia obudowy dydaktycznej leży po stronie producentów sprzętu. Ale oni mają na razie znikome doświadczenie w tym względzie a perspektywy rynku nie są jednoznaczne, zatem inwestowanie w takie projekty jest dość ryzykowne. Dobrym przykładem są tu wspominane kalkulatory graficzne. Ok. 10-12 lat temu gdy ten sprzęt wchodził na nasz rynek, spodziewano się szybko odpowiedniej decyzji Ministerstwa o powszechnym użyciu na egzaminach. Firmy inwestowały mocno w rynek. Decyzji do dziś nie ma, przyszedł czas na “lizanie” finansowych ran i bardziej chłodne planowanie wydatków.
A nauczyciele? 5-10% ambitnych zapaleńców zajmie się tym, wywalczy sprzęt, przygotuje materiały i na przekór wszystkim będzie go używało w pracy. A pozostałych zmusi do działania jedynie odpowiedni zapis w prawie oświatowym.