inicio mail me! sindicaci;ón

Wpisy z luty, 2010

Rozgrzewka przed maturą

To nazwa darmowych warsztatów dla maturzystów, organizowanych przez Wyższą Szkołę Bankową w Poznaniu Wydział Zamiejscowy w Chorzowie. Już po raz drugi przez cały tydzień prowadziłam zajęcia w ramach tej akcji. W mojej opinii  jest to dla uczniów świetna okazja do efektywnego wykorzystania ferii zimowych, dla lepszego przygotowania się do zbliżającego się wielkimi krokami egzaminu maturalnego. W tym roku zajęcia  z matematyki cieszyły się szczególną popularnością  (uczestniczyło w nich ponad 300 uczniów!!) co oczywiście nie dziwi w kontekście obowiązkowej matury z matematyki. Jeśli chodzi o prowadzone przeze mnie zajęcia, to starałam się je planować tak, by uczniowie mieli okazję przypomnieć sobie ogół zagadnień obowiązujących do egzaminu, ze szczególnym uwzględnieniem tych tematów, które sygnalizowali jako sprawiające określone trudności.

W kontekście tych spotkań, cieszył mnie, przede wszystkim fakt, że uczniowie systematycznie przychodzili na zajęcia przez cały tydzień i co ważniejsze, aktywnie w nich uczestniczyli. Mam nadzieję, że w jakimś  stopniu pomogłam im w uporządkowaniu posiadanej wiedzy lub wskazałam obszary, którym powinni jeszcze poświęcić czas, planując ostateczne powtórki do matury.

Z tego miejsca chciałabym gorąco podziękować wszystkim uczniom, którzy wytrwali do końca i życzyć im „połamania piór” w maju!!!
Szczególne podziękowania kieruję do Piotra Tomczaka, który w imieniu firmy CASIO przekazał do rozlosowania wśród najwytrwalszych uczestników warsztatów, dwa kalkulatory, których wybrani uczniowie będą mogli używać na maturze.Mam nadzieję, że przyniosą im szczęście :)

100 milionów na matematykę i co dalej?

O spektakularnej akcji promującej matematykę, wspominał już Krzysiek. Temat jest jednak dość ciekawy, zatem pozwolę sobie napisać jeszcze kilka zdań od siebie. Na początek polecam tekst Bogdana Misia. Nie zostawia on suchej nitki na całej akcji, a nawet składa donos obywatelski z podejrzeniem korupcji. Bez względu na to co za chwilę napiszę, ja jednak wolę tą akcję w takiej formie jak jest teraz niż zupełny brak promowania matematyki, z czym mieliśmy do czynienia wcześniej.
Czym jest akcja promowania matematyki realizowana aktualnie w mediach? Dużym chwytem PR działającym głównie na korzyść urzędników i firmy, która do tego tortu się dobrała. Dlaczego?

Ponieważ każda licząca się na rynku marka, nie może patrzeć w perspektywie kilku miesięcy czy roku. Działania wizerunkowe muszą być zaplanowane na wiele lat i konsekwentnie realizowane. To co zrobiono w tej chwili, to wielki słomiany ogień, który za chwilę zgaśnie zostawiając po sobie tylko trochę ciepłego popiołu. Nie sądzę aby CKE otrzymała za pół roku od UE kolejne 100 milionów na przygotowanie kolejnego fajerwerku.
Co zatem należało by zrobić? Jest pewne miejsce, nadające się idealnie do inwestycji w wizerunek Królowej Nauk, to konkursy matematyczne. Organizuje się ich w naszym kraju ogromną ilość. Uczestniczą w nich uczniowie praktycznie ze wszystkich poziomów nauczania. Są to zwykle dobrzy uczniowie, i mają oni wśród swoich rówieśników pewną renomę. Inwestując niewielkie pieniądze, można by skutecznie pomóc organizatorom konkursów, aby np. nie musieli oni prosić rożnych instytucji o kubki czy długopisy na nagrody, lub nie byli zmuszeni do kupowania papieru ksero za własne środki.
Przydało by się im też raz do roku spotkanie, na którym mogliby wymienić się doświadczeniami i poczuć się docenieni.
Uczeń, wracający do szkoły z konkursu, budzi zawsze pewne zainteresowanie, często jest publicznie wyróżniany przez dyrekcję. Ale to także dobry materiał PR dla lokalnych mediów. Nasz chłopak, nasza dziewczyna pokonała tych z Warszawy, Gdańska, Poznania, itp. Nie trzeba znać się na matematyce, żeby z przyjemnością przeczytać taką notkę w swojej gazecie.

Aby to działało, potrzebny jest tylko zespół kilku osób, który pomagał by wysyłać takie informacje do mediów, czyli tzw. zabezpieczenie PR. Nauczyciele zwykle tego nie robią, bo się na tym nie znają. Trzeba umieć redagować w odpowiedni sposób informacje dla dziennikarzy i posiadać bazę kontaktów. Duże firmy płacą agencjom Public Relations, nauczycieli na to nie stać.

Jest szereg innych wydarzeń w matematyce, które mogłyby zaistnieć w mediach, gdyby tylko ktoś nad tym czuwał. W ten sposób buduje się długookresowo dobry wizerunek w społeczeństwie. Nie słyszałem np. aby kiedykolwiek Prezydent lub Premier spotkali się z wracającymi z międzynarodowego konkursu matematycznego, polskimi uczniami, a szkoda. Była by to gwarantowana wzmianka w mediach właśnie o matematyce i tak na prawdę reklama za którą nie trzeba by płacić kilku milonów.

Za te 100 mln można by ułożyć taką strategię na minimum 10 lat i to na wyjątkowo dobrym poziomie. Cztery lata temu, opowiedziałem o tym ówczesnemu szefowi CKE, Markowi Legutko. Przyznał mi rację, ale na tym się skończyło. Jak widać Centralna Komisja postanowił jednak cos zrobić, ale najwyraźniej dużo jeszcze musi się nauczyć. Oby jak najszybciej.

Na koniec dodam, że nie jest to żadna niesprawdzona teoria. Od kilku lat, w ten właśnie sposób, buduję wizerunek marki Casio na polskim rynku. Trudno było by już policzyć, ilu uczniów wróciło z kalkulatorem Casio  z konkursu matematycznego do swojej szkoły. Nauczyciele dziękują mi za pomoc a ja się cieszę, że mogę dbając o interesy firmy, zrobić także coś pożytecznego. Panowie i Panie urzędnicy, da się! Na dodatek tanio i efektywnie.

Co Monika robi poniżej zera?

Kiedyś pisałem o nauczycielach z którymi mam przyjemność współpracować. Część z nich dopiero zaczyna pracę w zawodzie nauczyciela, ale twórcze podejście i pracowitość, potrafią dać ciekawe efekty nawet u początkującego nauczyciela.
Monika pracuje w szkole podstawowej w Kielcach, i coś mi się wydaje, że ten poziom nauczania najbardziej jej odpowiada. Ostatnio jej uczniowie, znaleźli ciekawy sposób na wytłumaczenie działań na liczbach ujemnych. Temat dość trudny. Wiemy, że uczniowie mają sporo problemów zanim przyswoją sobie intuicyjny sens tego pojęcia. Błędów przy tym bez liku. Widziałem już kilka różnych sposobów tłumaczenia zasad wykonywania działań na liczbach ujemnych, ale ten to chyba zupełna nowość.

Oto co napisałam mi Monika:
„Uczniowie zazwyczaj mają problem z dodawaniem i odejmowaniem liczb wymiernych. Większość nauczycieli omawia to zagadnienie (liczb ujemnych) na przykładzie termometru, bądź długu, co według mnie sprawdza się tylko do pewnego momentu. Ja postanowiłam nie bawić się w tego typu rzeczy, tym bardziej, że klasa 6 w której uczę ma trochę problemów z matematyką, i zależało mi na czasie w jakim przyswoją sobie te pojęcia (ja jestem ich czwartym nauczycielem..).
Zaczęłam więc od tego, że przy dodawaniu/odejmowaniu liczb całkowitych (dwóch na początek) są dwa kroki potrzebne do podania końcowego wyniku:
1) ustalenie znaku
2) wykonanie odpowiedniego działania na liczbach już dodatnich, czyli na wartościach bezwzględnych tych liczb.
Moja uczennica w tym momencie wykazała się twórczym podejściem do problemu i stwierdziła, że to tak jak w relacjach rodzinnych:

Przykład 1.
-6-3

Obie liczby mają ten sam znak (to samo nazwisko) więc są jak brat i siostra - ich nazwisko (znak) nadal będzie ich łączył. Więc wynik działania będzie taki jakie jest ich nazwisko czyli (-). Więź między bratem jest tak silna, że wartości (bezwzględne) tych liczb do siebie dodajemy.

(analogicznie dla +5+8)

Przykład 2.
-8+5
liczby mają różne znaki, więc są jak kobieta i mężczyzna. chcąc się pobrać zazwyczaj jest tak, że przyjmuje się nazwisko mężczyzny (silniejszy) czyli większa liczba co do wartości bezwzględnej jest mężczyzną i jego nazwisko/znak ”-„ przyjmuje wynik. Niestety więź między nimi nie jest tak silna jak między bratem i siostrą i bywa, że ludzie się rozstają, więc wartość bezwzględną odejmujemy (od większej mniejszą)

(analogicznie dla 9-17; -2+9 itd.)

Dzieciaki od razu przyjęły ten sposób - bardzo im się spodobał, bo nie trzeba się zagłębiać w zabawę z długiem itp. Przy większej ilości liczb wykonujemy najpierw redukcję liczb o tych samych znakach, co prowadzi w konsekwencji do powyższej sytuacji.
Sposób dał dobry skutek (przynajmniej u mnie) i cała klasa zaliczyła sprawdzian na co najmniej 4, co w ich przypadku jest na prawdę dużym osiągnięciem, zważywszy na to, że zazwyczaj działania na liczbach ujemnych sprawiają dzieciom problemy.
Ot, małe ułatwienie, w postaci historyjki, które przyjemnie wkradło się w moje zajęcia :) i skutkuje, co najważniejsze”

Uczniowie są różni i pewnie powinni różnymi drogami dochodzić do swoich odkryć. Jedno jest pewne, uczennica, która zainicjowała takie opisywanie działań, na pewno nie będzie miała problemów z działaniami na liczbach ujemnych.

Soroban w piórniku

Na konferencji w Gdańsku wielokrotnie zapytywani byliśmy przez nauczycieli, czy i gdzie  istnieje możliwość zakupu sorobanów? W odpowiedzi na to pytanie, mogliśmy wyłącznie zwiesić głowę i w  geście bezradności odesłać zainteresowanych do Chin lub Japonii. Zamieszanie wokół tego narzędzia rośnie z dnia na dzień i wydaje się być skutkiem obserwacji pozytywnych efektów jego stosowania w kontekście  doskonalenia umiejętności rachunkowych. W swojej pracy ze studentami coraz częściej odwołuję się do japońskich doświadczeń w tym zakresie. Niestety każdorazowo swoje wykłady na ten temat, kończę smutną refleksją o niedostępności tego sprzętu w Polsce. Dzisiaj jednak nastąpił przełom!  Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, na zajęcia ze studentami nauczania zintegrowanego, jedna z Pań przyniosła ze sobą  bezcenną zdobycz, którą udało się jej „upolować” w sklepie wielobranżowym w centrum miasta za jedyne 2,19zł!!

Stylowy, chiński piórniczek metalowy z sorobanem w klapie :) Pierwszy model jaki udało mi się dotąd w Polsce odnotować. Po wnikliwiej analizie etykiet udało mi się ustalić, że dystrybuuje je firma z Poznania,  miasta z którego wywodzą się prekursorzy doświadczeń w zakresie stosowania sorobanu  w Polsce!Ciekawe kiedy doczekamy się wersji  deluxe w wykonaniu rodzimej firmy, wspieranej budową dydaktyczną jakiegoś uznanego wydawnictwa .

targi edukacyjne

W Poznaniu rozpoczynają się Targi Edukacyjne. To świetna okazja przede wszystkim dla gimnazjalnych trzecioklasistów do poznania oferty szkół ponadgimnazjalnych. Moje wieloletnie doświadczenia z uczestnictwa na targach w charakterze dyżurującego ciała pedagogicznego pokazują, że większość młodych ludzi przybyłych na Targi spaceruje sobie w tłumie rówieśników i rzuca okiem to na jedno to na drugie stoisko, czasem weźmie jakąś ulotkę, ale już rzadko porozmawia z nauczycielami czy uczniami danej szkoły o profilach, o klasach, o ofercie danych szkół. A szkoda. Oczywiście rozumiem, że tłum rówieśników nieco onieśmiela i masa stanowisk tworzy groch z kapustą, ale gdzie jeśli nie tu trzeba dokonać wstępnej selekcji szkół? Dalszym etapem są już tylko drzwi otwarte w szkołach, ale tu (kwiecień) trzeba już być w zasadzie zdecydowanym i mieć na horyzoncie te 2-3 szkoły.

W Poznaniu nadal obowiązuje elektroniczny system naboru do szkół ponadgimnazjalnych. Uczeń wybiera trzy szkoły, w szkołach interesujące go oddziały i czeka na losowanie. Zawsze mówię, że powinno się wybrać szkołę swoich marzeń jako pierwszy wybór, szkołę realną jako drugi i szkołę, gdzie stosunkowo łatwo się dostać, na wypadek, gdyby wyniki egzaminów gimnazjalnych okazały się poniżej oczekiwań. Tymczasem wielu uczniów wypełnia stosowny kwestionariusz w odwrotnej kolejności, czyli zaznacza szkołę, do której łatwiej się dostać jako pierwszy wybór!  Kiedy we wrześniu pytam “pierwszaków” czy wychowawcy klas trzecich w gimnazjach pomagali wypełniać ten kwestionariusz i informowali o taktyce naboru elektronicznego, to często uczniowie mówią, że nikt im nie pomagał. To smutne.

Zupełnie niesamowitym manewrem uczniów jest wybór wszystkich oddziałów w danej szkole bez względu na ich specyfikę. Rozumowanie jest tu proste ale zabójcze: chcę iść do szkoły N za wszelką cenę, bo tam idą moi koledzy/koleżanki, bo tam mam kolegów/koleżanki itp. W rezultacie, kiedy szkoła wywiesza listę przyjętych uczniów, słyszałem okrzyki: raaany, jestem w mat-fizie! Widziałem już takie listy oddziałów, gdzie obok uczniów, dla których dany oddział jest pierwszym wyborem, są też tacy, dla których to wybór dziesiąty! Co to za klasa powstanie?

Dlatego, droga młodzieży, zapraszam wszystkich na Targi. Przyjdźcie, oglądajcie, pytajcie, dowiadujcie się, bądźcie aktywni. To ważny okres z Waszym życiu!

Zapraszam na stoisko 85 w sobotę, od 16:00 do 18:00. Porozmawiamy…

Gdańsk za nami

W ubiegły czwartek w śnieżnej zamieci  jechaliśmy na XIX Krajową Konferencję  SNM. Dwunastogodzinna podróż z Warszawy do Gdańska, upływała nam w beztroskiej atmosferze, przerywanej wybuchami gromkiego śmiechu,  prowokowanego kolejno opowiadanymi kawałami.  Następnego dnia, nie było już bynajmniej czasu na żarty. Rano trzeba było przygotować sale, zorganizować stoisko i nastawić się mentalnie na konwersację w języku angielskim.Czekała nas bowiem wizytacja przedstawicieli CASIO z Niemiec.

Najbardziej obawialiśmy się czy dopiszą uczestnicy, czy listy nie będą świeciły pustkami. Na szczęście tematy dotyczące matury były na tyle interesujące, że na pierwszych warsztatach miałam ponad 40 osób,  na drugich również nie musiałam martwić się o frekwencję, podobnie z resztą  jak pozostałe koleżanki z teamu CASIO.

Wizytacja na zajęciach była bardzo stresującym doświadczeniem. Na szczęście tematyka  okazała się interesująca nawet dla wizytującego,  który skrupulatnie sporządzał notatki z przebiegu spotkania.

Stres po hospitacji zajęć udało się odreagować na fantastycznym bankiecie, którego atmosfera przypadła do gustu wszystkim bez względu na narodowość.

Mimo, iż w niedzielę, goście z Niemiec wrócili do siebie,  stresom nie było końca. Czekało nas bowiem walne zgromadzenie członków SNM  i wybory do nowych władz. Przyczyną zdenerwowania nie było bynajmniej zakreślanie kandydatów na kartach do głosowania, ale fakt, że na liście do Zarządu Głównego  widniały nazwiska dwóch spośród współautorów tego bloga. W wyniku wyborów prezesem SNM został Profesor Henryk  Kąkol,  a Piotr i ja weszliśmy do Zarządu Głównego. Z tego miejsca chciałabym  pogratulować wszystkim, którzy zostali wybrani do nowych władz i podziękować tym, którzy oddali na mnie swój głos. Postaram się nie zawieść.

pięć szczypt demagogii

Tradycyjnie zaczynam od cytatów (www.cogito.com.pl oraz www.epoznan.pl):

CKE rozpoczęła wczoraj wielką kampanię telewizyjną, która ma zburzyć stereotyp matematyki jako trudnego szkolnego przedmiotu. Centralna Komisja Egzaminacyjna postawiła sobie za cel przekonać, że matma wcale nie jest trudnym przedmiotem, a za to jest niezwykle przydatna w dorosłym życiu. Kampania wiąże się z przywróceniem w tym roku obowiązkowej matury z matematyki. Ma się składać z dwóch części: wizerunkowej i edukacyjnej.
Część wizerunkowa kampanii ma pokazać, że matematyka to nie tylko rachunki i że jest potrzebna na każdym etapie życia. Będą o tym przekonywać w spotach reklamowych emitowanych w różnych stacjach ludzie, którzy odnieśli sukces w swoich zawodach. Podkreślone zostanie, że ich profesje – tylko z pozoru – nie są związane z matematyką.
Druga, edukacyjna część kampanii skierowana jest przede wszystkim do maturzystów. W TV 4 codziennie o godz. 18.55 emitowane będą 3,5-minutowe filmiki, na których matematycy z Uniwersytetu Warszawskiego będą wyjaśniać zagadnienia, z którymi uczeń może się spotkać na obowiązkowym egzaminie maturalnym. Po emisji filmiki będą dostępne w portalu Interklasa.pl jako pomoc naukowa. Zaplanowano 75 takich lekcji.
Kampania społeczna potrwa do końca kwietnia. Kampania reklamowa zachęcająca do matematyki kosztować będzie 20 milionów złotych.
Koniec cytatów.

Zgodnie z tytułem tego wpisu pozwolę sobie zauważyć, że
Po pierwsze: 20 milionów złotych to astronomiczna suma. Można za nią dla przykładu:
kupić ponad 4000 wypasionych laptopów  albo
kupić ponad 2000 tablic interaktywnych albo
kupić ponad 2 850 000 jednodaniowych obiadów w szkole albo
zapłacić nauczycielowi matematyki za prowadzenie  ponad 400000 dodatkowych lekcji …

Po drugie: Zastanawiam się, czy jeżeli uczeń nie lubi matematyki, gdyż został do niej skutecznie zniechęcony przez miłościwie nam panujący system edukacji, to po obejrzeniu spotów reklamowych nagle zapała do tego przedmiotu miłością?

Po trzecie: Pytam się, czy skoro MEN wprowadziło “karcianą” godzinę i nauczyciele mają prowadzić za Bóg zapłać dodatkowe zajęcia w wymiarze 36 godzin lekcyjnych rocznie, to prowadzenie tak kosztownej kampanii jest tylko faux pas czy już skandalem?

Po czwarte: Obejrzałem dwa filmiki na TV4. Pierwszy traktował o odsetkach, drugi o opasaniu Równika. Oba w zasadzie podobały mi się i umieszczone na portalu Interklasa mogą stanowić ciekawe uzupełnienie lekcji. Na przykład w klasach humanistycznych szukamy błędów językowych :-)
75 takich fimików to dopiero będzie kopalnia pomysłów do wykorzystania na lekcjach języka polskiego!

Po piąte: A gdyby tak CKE zezwoliło na korzystanie z kalkulatorów naukowych na egzaminie maturalnym i przeznaczyło zdobyte unijne fundusze na dofinansowanie ich zakupu przez uczniów, to czy ta w sumie prosta operacja nie ociepliłaby bardziej wizerunku matematyki niż najfajnieszy nawet spot reklamowy?

e-klasa

Zacznijmy od cytatu z jednego z portali internetowych:

“Zeszyty, długopisy, ołówki i książki zajmujące miejsce na szkolnej ławie ucznia przechodzą powoli do historii. Młodzież ucząca się w Gimnazjum nr 56 w Poznaniu od września będzie notować materiały z lekcji na laptopach. Do programu chcą przystąpić także inne szkoły w naszym mieście. Standardowe lekcje oraz wypełnione po brzegi tornistry zeszytami, książkami i przyborami szkolnymi odejdą do lamusa. W przyszłości wszystkie lekcje będą opierały się na komputerach. Oczywiście oprócz zajęć z wychowania fizycznego. Uczniowie będą się bowiem posługiwać laptopami a nauczyciele interaktywnymi tablicami. Do realizacji takiego projektu intensywnie przygotowuje się Gimnazjum nr 56. Od września w placówce działać będzie e-klasa. Kształcić się w niej będzie dwudziestu ośmiu uczniów. Każdy będzie miał do dyspozycji laptopa. Komputeryzacja szkoły ma podnieść poziom oraz jakość kształcenia. Atrakcyjnie podany materiał jest bowiem lepiej przyswajalny. Z tego powodu pomysł jest bardzo dobrze przyjmowany przez uczniów oraz nauczycieli. Cieszą się oni z nowych możliwości edukacyjnych.”
Równolegle z pisaniem tego tekstu oglądam program w lokalnej telewizji, w której pani wicedyrektor G56 zachwala pomysł i opowiada o jego zaletach.

Muszę powiedzieć, że chociaż jestem wielkim entuzjastą wprowadzania nowych technologii do szkół, to jakoś ta idea nie wzbudza we mnie pozytywnej energii i jestem w 100% pewien, że nie posłałbym swojego dziecka do takiej klasy. Pani dyrektor argumentuje, że skoro wyniki egzaminów gimnazjalnych są coraz gorsze, to trzeba coś zmienić w sposobie nauczania i temu ma służyć pomysł z e-klasą. Niestety, ale uważam, że jest wręcz przeciwnie. Dzieci ze szkół podstawowych i gimnazjów spędzają stanowczo za dużo czasu przed komputerami w swoich domach. Brak im oczytania, nie potrafią czytać ze zrozumieniem dłuższych fragmentów, nie potrafią sporządzać notatek itp itd. Zastąpienie zeszytu laptopem może się sprawdzić jedynie wtedy, gdy uczniowie już posiądą wspomniane umiejętności!

W ogóle to ja mam wrażenie, że nasz system edukacji to miotanie się bez ładu i składu. Maturzysta nie może korzystać z kalkulatora naukowego, ale uczeń w gimnazjum będzie pracował tylko na laptopie… Ale egzamin będzie zdawał w sposób tradycyjny, prawda?

W końcu trzeba zadać pytanie o efektywność takiej pracy. Czy ja jako matematyk pracuję wyłącznie na komputerze? Nadal liczę i rozwiązuję zadania na papierze z cyrklem i ołówkiem w ręce, bo tak jest często wygodniej…

Wreszcie nie można zapomnieć o aspektach zdrowotnych tego pomysłu. Można założyć, że uczniowie będą spędzali przed ekranem komputera ponad 25 godzin w samej tylko szkole. Czy wiadomo, jaki to będzie miało wpływ na tak młode organizmy?

Objawienie Pana Krzysztofa c.d.

Szukając tematu na kolejny wpis, natrafiłem na film o Krzysztofie Cywińskim. Tym razem to już kategoria ciężka, TVN Uwaga! Wiemy już, że Pan Krzysztof miałby trochę problemów, z wytłumaczeniem się z wielu błędów merytorycznych jakie znajdują się w jego książce. Wiemy także, że nie robi  nic, czego nie robiliby dobrzy nauczyciele. Zatem:
Matematyka: -4
Reklama i promocja matematyki: +4
Reklama i promocja własnej osoby: 5
Wykorzystanie matematyki w życiu prywatnym (uczuciowym): 6 :)
Zobaczcie sami
Film - UWAGA!

P.S. Próbowałem zaprosić Pana Krzysztofa do dyskusji na naszym blogu, ale najwyraźniej jest bardzo zajęty swoimi korepetycjami :(

SNM do nauczycieli, nauczyciele do SNM-u

Chciałabym z tego miejsca  bardzo podziękować osobie, która zgłosiła moją kandydaturę do Zarządu Głównego Stowarzyszenia Nauczycieli Matematyki. Z pewną nieśmiałością przystępuję do wyborów, zwłaszcza ze względu na mój niewielki, bo zaledwie 6-letni staż członkowski. Tym bardziej cieszy fakt, że ktoś zauważył moje istnienie w tym gronie.Przed potwierdzeniem swojego  startu w wyborach, przejrzałam plan pracy ZG SNM na najbliższą kadencję i znalazłam tam wiele bliskich mi kwestii,  w których realizację chciałabym się aktywnie włączyć.  Wydaję  mi się jednak, że najważniejszy  cel działań stowarzyszenia w najbliższych latach należałoby  ująć w formie hasła:  „SNM do nauczycieli, nauczyciele do SNM-u”.  Z moich doświadczeń  jako doradcy metodycznego niezbicie wynika, że wielu nauczycieli matematyki nie ma pojęcia czym jest i jaką działalność prowadzi SNM. Przyznam szczerze, że ja sama studiując w Kolegium Nauczycielskim w Bielsku – Białej, mając po drugiej stronie ulicy ówczesne biuro stowarzyszenia, nie miałam pojęcia o jego istnieniu! Dopiero kiedy zaczęłam bezpośrednio współpracować z Panem Profesorem Kąkolem, dowidziałam się czegoś więcej na ten temat. Stąd też, moim zdaniem,  podstawowym celem działań ZG, ale i wszystkich aktywnych członków, powinno być  upowszechnienie informacji na temat  istnienia tej instytucji. Trzeba jednak pamiętać, że pierwszy krok w tym zakresie,  trzeba zrobić w „realu”. Zawitać do szkół z krótką, acz treściwą informacją na temat tego czym jest i co może dać nauczycielowi przynależność do tej instytucji. Trzeba też zrobić wszystko, żeby nauczyciele chcieli czytać czasopismo NiM +TI, a co ważniejsze, czynnie włączali się w proces jego powstawania.

dalejh »