O spektakularnej akcji promującej matematykę, wspominał już Krzysiek. Temat jest jednak dość ciekawy, zatem pozwolę sobie napisać jeszcze kilka zdań od siebie. Na początek polecam tekst Bogdana Misia. Nie zostawia on suchej nitki na całej akcji, a nawet składa donos obywatelski z podejrzeniem korupcji. Bez względu na to co za chwilę napiszę, ja jednak wolę tą akcję w takiej formie jak jest teraz niż zupełny brak promowania matematyki, z czym mieliśmy do czynienia wcześniej.
Czym jest akcja promowania matematyki realizowana aktualnie w mediach? Dużym chwytem PR działającym głównie na korzyść urzędników i firmy, która do tego tortu się dobrała. Dlaczego?
Ponieważ każda licząca się na rynku marka, nie może patrzeć w perspektywie kilku miesięcy czy roku. Działania wizerunkowe muszą być zaplanowane na wiele lat i konsekwentnie realizowane. To co zrobiono w tej chwili, to wielki słomiany ogień, który za chwilę zgaśnie zostawiając po sobie tylko trochę ciepłego popiołu. Nie sądzę aby CKE otrzymała za pół roku od UE kolejne 100 milionów na przygotowanie kolejnego fajerwerku.
Co zatem należało by zrobić? Jest pewne miejsce, nadające się idealnie do inwestycji w wizerunek Królowej Nauk, to konkursy matematyczne. Organizuje się ich w naszym kraju ogromną ilość. Uczestniczą w nich uczniowie praktycznie ze wszystkich poziomów nauczania. Są to zwykle dobrzy uczniowie, i mają oni wśród swoich rówieśników pewną renomę. Inwestując niewielkie pieniądze, można by skutecznie pomóc organizatorom konkursów, aby np. nie musieli oni prosić rożnych instytucji o kubki czy długopisy na nagrody, lub nie byli zmuszeni do kupowania papieru ksero za własne środki.
Przydało by się im też raz do roku spotkanie, na którym mogliby wymienić się doświadczeniami i poczuć się docenieni.
Uczeń, wracający do szkoły z konkursu, budzi zawsze pewne zainteresowanie, często jest publicznie wyróżniany przez dyrekcję. Ale to także dobry materiał PR dla lokalnych mediów. Nasz chłopak, nasza dziewczyna pokonała tych z Warszawy, Gdańska, Poznania, itp. Nie trzeba znać się na matematyce, żeby z przyjemnością przeczytać taką notkę w swojej gazecie.
Aby to działało, potrzebny jest tylko zespół kilku osób, który pomagał by wysyłać takie informacje do mediów, czyli tzw. zabezpieczenie PR. Nauczyciele zwykle tego nie robią, bo się na tym nie znają. Trzeba umieć redagować w odpowiedni sposób informacje dla dziennikarzy i posiadać bazę kontaktów. Duże firmy płacą agencjom Public Relations, nauczycieli na to nie stać.
Jest szereg innych wydarzeń w matematyce, które mogłyby zaistnieć w mediach, gdyby tylko ktoś nad tym czuwał. W ten sposób buduje się długookresowo dobry wizerunek w społeczeństwie. Nie słyszałem np. aby kiedykolwiek Prezydent lub Premier spotkali się z wracającymi z międzynarodowego konkursu matematycznego, polskimi uczniami, a szkoda. Była by to gwarantowana wzmianka w mediach właśnie o matematyce i tak na prawdę reklama za którą nie trzeba by płacić kilku milonów.
Za te 100 mln można by ułożyć taką strategię na minimum 10 lat i to na wyjątkowo dobrym poziomie. Cztery lata temu, opowiedziałem o tym ówczesnemu szefowi CKE, Markowi Legutko. Przyznał mi rację, ale na tym się skończyło. Jak widać Centralna Komisja postanowił jednak cos zrobić, ale najwyraźniej dużo jeszcze musi się nauczyć. Oby jak najszybciej.
Na koniec dodam, że nie jest to żadna niesprawdzona teoria. Od kilku lat, w ten właśnie sposób, buduję wizerunek marki Casio na polskim rynku. Trudno było by już policzyć, ilu uczniów wróciło z kalkulatorem Casio z konkursu matematycznego do swojej szkoły. Nauczyciele dziękują mi za pomoc a ja się cieszę, że mogę dbając o interesy firmy, zrobić także coś pożytecznego. Panowie i Panie urzędnicy, da się! Na dodatek tanio i efektywnie.







