inicio mail me! sindicaci;ón

po co ten stres?

Środki masowego przekazu (rażenia) nie informują inaczej o zbliżającym się egzaminie maturalnym z matematyki jak tylko kreując atmosferę stresu i nadciągającego kataklizmu. Przyjrzyjmy się tej psychozie z kilku stron.

Nawet, jeżeli założymy, że egzaminu nie zda procentowo więcej zdających niż w latach ubiegłych, to i tak doświadczenia lat minionych pokazują, że egzamin z matematyki na obu poziomach jest egzaminem łatwiejszym od egzaminu z języka polskiego (zob.: blog).  Czy ktokolwiek zadał sobie trud i porównał procentowe wskaźniki zdających/oblewających taki masowy egzamin w krajach Unii Europejskiej? Przecież wiadomo, że każdy egzamin musi oblać jakiś tam procent zdających (choć niektóre uczelnie prywatne walcząc o przyszłych studentów czasem zapominają o tym podstawowym warunku).

Układający egzamin zdają sobie świetnie sprawę z tego, że nie mogą przeszarżować z trudnością zadań na poziomie podstawowym. Nie tylko moim zdaniem rozwiązanie zadań zamkniętych powinno już zapewnić większości zdającym przekroczenie progu zdawalności tego egzaminu. Wszystkie dotychczasowe próbne egzaminy pokazują dobitnie, że te zadania są dziecinnie proste i nawet średniej klasy uczeń gimnazjum rozwiąże je bez kłopotu.

Nauczyciele i uczniowie na pytania dziennikarzy o to, jak przebiegają przygotowania do matury, odpowiadają mniej więcej tak jak Michał (zob. Matematyczna panika maturalna): “Na okrągło tłuczemy testy.”  W zasadzie można się zapytać, o co tu chodzi? Czy naprawdę nie szkoda czasu i pieniędzy (Poznań przeznaczył na dodatkowe lekcje ponad półtora miliona złotych) na tłuczenie schematów? Przecież i tak, jak wynika z międzynarodowych badań, jesteśmy mistrzami schematów! Czy uczeń, który wybrał klasę humanistyczną wiedział, że będzie miał obowiązkowo 5 godzin matematyki w tygodniu? Ja mialem tyle będąc uczniem klasy matematyczno-fizycznej! Czy czasami ta medialna psychoza nie udzieliła się dyrekcjom szkół? Jakie ma znaczenie dla wybierającego się na studia humanistyczne, dla którego wynik egzaminu z matematyki jest całkiem zero-jedynkowy, czyli zdał - nie zdał, ile zdobył punktów? Czy tłukąc zadania uczeń staje się lepszy, mądrzejszy, lepiej przygotowany do studiowania? Czyż nie wybrał klasy humanistycznej z całkiem innych motywacji?

Psychoza strachu przed egzaminem nakręca spiralę korepetycji. Udzielaniem prywatnych lekcji zajmuje się każdy, kto ma na to ochotę, niezależnie od posiadanych kwalifikacji. A skoro jest tak wielki popyt, to i za korepetycje biorą się ludzie, którzy nie mają zielonego pojęcia o nauczaniu.

Pozostaje mieć nadzieję, że z czasem egzamin z matematyki będzie normalnością. Po latach dzisiejsi egzaminowani będą tą całą hucpę wspominali ze śmiechem. Straconego czasu nikt im jednak nie wróci.

Odpowiedz