inicio mail me! sindicaci;ón

Wpisy z sierpień 13, 2010

po co nam taka matematyka

Przeczytałem uważnie wywiad z profesorem Turskim, polemikę Piotra oraz przeczytałem i wysłuchałem masę innych wypowiedzi na temat: po co nam ta matematyka i sądzę, że powinienem zabrać głos w tej sprawie, pisząc nieco poważniej niż tam.

Sądzę, że pytanie jest źle postawione. Wolę pytanie: po co nam TAKA matematyka. Matematyka jako przedmiot, z którym spotyka się uczeń w polskiej szkole. Temat strasznie głęboki i wielowątkowy. Skupię się jedynie na dwóch z nich.

Zacznijmy od organizacji pracy szkoły. Myślę, że system klasowo-lekcyjny w szkole ponadgimnazjalnej to przeżytek. Zdaje się rozumieć to Ministerstwo Edukacji, wprowadzając reformę, która zapuka do drzwi liceum w roku 2012. Z niecierpliwością czekam na ten moment, kiedy przyjdą do mnie na zajęcia uczniowie z różnych klas. Teraz, kiedy mam przyjemność pracować z bardzo dobrymi uczniami, widzę, że są “humaniści” którym matematyka jest bardziej potrzebna niż innym, choćby dlatego, że wybierają się na Architekturę czy na Zarządzanie, a są też i tacy, którzy mają w planach studia za granicą i bez matematyki w ogóle nie są w stanie tych planów zrealizować. Oczywiście, zaraz padnie pytanie, co robi przyszły architekt w klasie humanistycznej. Wśród moich uczniów są tacy, którzy przyszli do liceum ze średnią 6.0 na świadectwie. Oni lubią czytać, lubią chodzić do teatru i na swój sposób lubią też przedmioty ścisłe. Krótko mówiąc, mogą uczęszczać z sukcesem do dowolnie sprofilowanej klasy. Dla takich uczniów system klasowo-lekcyjny jest zbędnym kagańcem. Zobaczymy więc po roku 2012, co się zmieni w tej materii. Realia reformy, która dotarła już do gimnazjum, nie są niestety optymistyczne. Uczniowie mieli wybrać dyscyplinę sportu na lekcjach wychowania fizycznego, a słyszę, że wybiera cała szkoła… Ponadto, z różnych symulacji wychodzi na to, że lekcje w szkole będą się kończyły znacznie później niż obecnie.

Druga sprawa to dobór treści podawanych uczniom na lekcjach matematyki w szkole ponadgimnazjalnej. Praktycznie wyrzucono geometrię analityczną. To mój ulubiony dział matematyki. Szukanie zbioru punktów, które mają wspólne własności, odpowiednie zapisanie danych, właściwy dobór układu współrzędnych, ułożenie równania (nierówności), rozwiązanie, przekształcanie, rachowanie, poszukiwanie “ładnego” rozwiązania itd - wszystko to niesamowicie rozwijało kompetencje młodzieży, łącząc kilka działów matematyki w jednym zadaniu. Zostały z tego strzępy w postaci równania okręgu czy równania prostej. Szkoda. W ogóle cała geometria wykładana w liceum przypomina patchwork. Nie lubię tego działu ani trochę. Tymczasem w programie matury międzynarodowej spory nacisk kładzie się na rozwiązywanie problemów za pomocą wektorów i co rok w zestawie zadań egzaminacyjnych jest jakieś zadanie z wektorami często także w przestrzeni trójwymiarowej.

Kiedy moi uczniowie pytają się, po co się tego uczymy? Kiedy “walczymy” z wielomianami. Profesor Turski rozśmieszył mnie do łez, kiedy uzasadniał potrzebę tej walki do umiejętności modelowania obcasów. Głowę dam, że większości wielomiany w ogóle nie są do niczego potrzebne w życiu. Ale skoro już są w programie, to dlaczego uczymy je dodawać, odejmować i mnożyć, a dzielenia już nie ma??? Czy algorytm pisemnego dzielenia liczb nie jest szczególnym przypadkiem dzielenia wielomianów?

Reasumując, uczniowie mają sporo racji, kiedy pytając się, po co się tego uczą, myślą, “po diabła się tego uczymy, skoro nigdy tego nie wykorzystamy w życiu”! Przedmiot Matematyka przypomina raczej Historię matematyki, tak jak Język polski to w zasadzie historia literatury. Mocno trąci myszką. Myślę, że potrzebna jest szeroka dyskusja fachowców, którzy zaproponują uczniom coś świeżego, na miarę czasów, w ktorych żyjemy.