Wpisy z Krzysztof Nowakowski
25 stycznia 2012 @ 18:50 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Wkurzyłem się dzisiaj niemożliwie przeglądając portale internetowe.
Portal Gazeta Prawna donosi, że nauczyciele dobijają gminy czternastą pensją.
http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/587485,nauczyciele_dobijaja_gminy_czternasta_pensja.html
To mnie najpierw zaskoczyło, gdyż trzynastkę pewnie dostaniemy w lutym, może w marcu, a o czternastce w oświacie nigdy nie słyszałem. W nagłówku czytamy, że 80 proc. samorządów do końca stycznia wypłaci nauczycielom specjalne wyrównanie w postaci tzw. czternastki. Muszą to zrobić, jeśli w ciągu roku nie stać ich było na zapewnienie im pensji gwarantowanych przez Kartę nauczyciela. Nauczyciele dostaną pieniądze bez względu na jakość pracy. Niektórzy nawet po 3 tys. zł.
Portal Gazeta.pl w serwisie Gospodarka umieścił link do tego tekstu wzbogacony tytułem: Czy się stoi czy się leży.
Kiedy piszę te słowa, tekst został usunięty, ale pozostały wpisy zirytowanych internautów:
http://forum.gazeta.pl/forum/w,30,132701793,132701793,_DGP_Nauczyciele_dobijaja_gminy_czternastka.html
Otóż Karta Nauczyciela gwarantuje mi pewną minimalną pensję, jeżeli spełniam odpowiednie kryteria. Nauczyciel dyplomowany nie może zatem zarabiać mniej niż tyle to a tyle złotych. Jak na matematyka przystało, oznaczę tę kwotę przez x. Niestety, gminom brakuje pieniędzy i niektóre gminy zdecydowały się nie płacić nauczycielom. Tak więc, w jednej gminie otrzymuję co miesiąc x złotych, ale w innej 0,9x złotych. Po roku pracy w jednej gminie zarobię 12x złotych, zaś w innej gminie 10,8x zł. Różnica może być całkiem spora. Po przemnożeniu przez liczbę zatrudnionych nauczycieli otrzymujemy pokaźną kwotę, którą gmina obraca przez rok, być może inwestuje w ważne cele, być może trzyma na koncie w banku. Tak czy owak, rozporządza nie swoimi pieniędzmi. To są moje pieniądze, pieniądze kolegów i koleżanek nauczycieli. I teraz, w atmosferze skandalu, te pieniądze zostaną nam wypłacone.
Pisanie, że to czternastka, że czy się stoi, czy się leży itp. jest zwykłym chamstwem.
Podpisałem umowę o pracę na określonych warunkach i nie do mnie należy zapewnienie mi wynagrodzenia w ustalonej wysokości!
Z drugiej strony to rząd przerzuca na gminy i samorządy coraz większe obciążenia związane z utrzymaniem szkół i wynagradzaniem ich pracowników, co pociąga oczywiste skutki w postaci likwidacji placówek oświatowych i zwalniania nauczycieli, ale dziennikarze powinni mieć choć minimum przyzwoitości, żeby nie jątrzyć i nie pisać głupot.
O dramacie związanym z koniecznością likwidacji niektórych szkół w Poznaniu, a przede wszystkim o stylu, w jakim się to robi, napiszę już wkrótce.
3 sierpnia 2011 @ 00:55 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Walka z deficytem budżetowym w USA całkowicie przesłoniła skandal w szkołach publicznych w Atlancie.
Dyrektorzy i nauczyciele oszukiwali na masową skalę przy egzaminach, które decydowały o przejściu ucznia z klasy do klasy, a pośrednio pokazywały jakość kształcenia w danej szkole. Testy, które dzieciaki pisały, były czytane przez nauczycieli, a błędne wyniki wymazywane i zastępowane poprawnymi. Jasne, że uczeń może stwierdzić, że zakreślona przez niego odpowiedź jest zła i sam dokona korekty. Jednak wcale nie oznacza to, że jego ostateczna wersja jest poprawna. Natomiast nauczyciele poprawiali złe odpowiedzi na dobre, więc w czasie kontroli łatwo było zauważyć, że w danej szkole ponadstandardowa liczba poprawek zamieniła złe odpowiedzi na poprawne. Samo w sobie jest to przykład ciekawego zastosowania statystyki do wykrywania fałszerstw.
Innym pomysłem dyrektorów było rozcinanie folii z testami, kopiowanie testu i ponownym zgrzewaniu folii.
Jeden z uczniów klasy pierwszej był tak słaby, że jego nauczyciel w porozumieniu z rodzicami ucznia postanowił, że uczeń pozostanie jeszcze rok w klasie pierwszej, aby spokojnie nadrobić braki. Przystąpił do testu i wypełnił go na chybił-trafił, w ogóle nie czytając pytań. Jakież było zdumienie zainteresowanych, gdy okazało się, że ten uczeń zdał egzamin i uzyskał promocję do klasy drugiej!
Skala oszustwa była ogromna i dotyczyła kilkudziesięciu szkół. Szkoły, które wykazywały „postęp” przy porównywaniu wyników rok po roku, uzyskiwały finansowe gratyfikacje, nie wspominając już o godziwych pensjach dyrekcji szkół.
W zasadzie to, co teraz dzieje się w tych szkołach, jakieś dalsze konsekwencje, w ogóle mnie nie interesuje.
W kraju, gdzie oszukiwanie jest czynem nagannym, taki proceder kwitnął przez kilka lat.
A w naszym kraju?
2 lipca 2011 @ 17:38 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Dzisiaj (2 VII 2011) w Ciechocinku odbył się pogrzeb Marii Fryski.
Marię poznałem, kiedy trafiłem do Niej na praktyki studenckie w szkole podstawowej. Pamiętam, że miałem poprowadzić swoją pierwszą w życiu lekcję matematyki. Wybraliśmy temat o liczbach niewymiernych w klasie szóstej. Już na początku lekcji, po pierwszych moich słowach, Maria, siedząc na końcu klasy, zaczęła się niespokojnie wiercić na krześle. Niedobrze - pomyślałem. W końcu Maria zaczęła machać ręką. Podszedłem do Niej, a Maria mówi: słuchaj, te dzieciaki nie wiedzą, co to są liczby wymierne… pomyliliśmy kolejność tematów… A z jakim entuzjazmem dzieciaki biegały do tablicy, żeby napisać liczbę, która ma rozwinięcie dziesiętne nieskończone i nieokresowe!
W 1993 roku trafiłem do zespołu szkół, w którym pracowała Maria. Już wtedy szkoła dysponowała zestawem kalkulatorów graficznych, które Ona pomogła zakupić i tak rozpoczęła się moja przygoda z ZIBI/CASIO. Warto pamiętać, że Maria organizowała przez lata konferencje i szkolenia z obsługi i zastosowania kalkulatorów graficznych i tym sposobem przeszkoliła całą armię nauczycieli.
Idziesz przez życie i spotykasz różnych ludzi, którzy mają mniejszy lub większy wpływ na Twoją drogę. Maria jest jedną z tych osób, o których mogę śmiało powiedzieć, że miała decydujący wpływ na tę drogę i jestem wdzięczny losowi za nasze spotkanie.
24 czerwca 2011 @ 20:57 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Na zakończenie roku szkolnego wielu wychowawców kupuje swoim uczniom książki. Z pewnością kupowano też książkę Christopha Drossera “Matematyka daj się uwieść!” wydaną nakładem Wydawnictwa Naukowego PWN.
Muszę powiedzieć, że tak beznadziejnej książki dawno nie czytałem.
Na stronie pierwszej czytamy, iż “reprodukowanie, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych w całości lub części tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich”. Wolne żarty. Pozwolę sobie w tym miejscu nie tylko reprodukować…
Popatrzmy na następujący akapit.

W ogóle nieważne, o co tutaj chodzi autorowi. Umieszczanie tego typu informacji jest niebywałym skandalem! Tłumacz, pan Grzegosz Kowalski, miał widać wyrzuty sumienia, skoro dopisał, że “liczby w takiej właśnie formie, trudnej chyba do zaakceptowania przez Polaków” znalazły się w jakimś tam opracowaniu. A pan Kowalski jest Polakiem?
Na stronie internetowej księgarni PWN pojawiły się komentarze, a wśród nich taki:
“Przytoczona na stronie 17 tabelka gdzie polscy cywile zamordowani w czasie II wojny światowej są umieszczeni po stronie wrogów aliantów (razem z Niemcami) pomimo przypisu tłumacza dyskwalifikuje cały wywód logiczny Drossera i poddaje w watpliwość rzetelność całej książki. Biorąc fałsz za argument w wywodzie mającym udowodnić jakąś tezę Autor podcina gałąź na której siedzi, przeczy logice. Jeśli przypis jest tłumacza to znaczy, że w oryginale takiego wyjasnienia może nie być, a więc autor upowszechnia nieprawdę a polskie wydawnictwo mu za to płaci. Nakład powinien być wycofany z księgarni.”
A oto wyjaśnienia od wydawnictwa:
“Szanowni Państwo, Pragniemy poinformować, że ze względu na błąd na stronie 17 podjęliśmy decyzję o usunięciu kontrowersyjnej tabeli z tej strony i wprowadzeniu na rynek zmienionego wydania, które zastąpi dotychczasowy nakład. Należy zauważyć, że przedmiotem tej książki nie jest historia, a matematyka. Błędne zestawienie budzące kontrowersje jest tylko cytatem, na podstawie którego autor chciał zilustrować zupełnie inne zjawisko i problem. Warto dodać, że autor nie jest historykiem i podając dane, skorzystał z prawa cytatu, niestety nie sprawdzając wiarygodności źródła. Możemy zapewnić, że ani ze strony autora, ani ze strony Wydawnictwa nie było złej woli ani chęci urażenia kogokolwiek bądź wprowadzenia w błąd. Redakcja i tłumacz podjęli decyzję o opatrzeniu tekstu przypisem, w którym zaznaczono, że informacje zawarte w zestawieniu są nieprawdziwe i budzą sprzeciw. Jest nam szalenie przykro i zapewniamy, że dołożymy wszelkich starań, aby w przyszłości nie dopuścić do tak fatalnych błędów.”
Oczywiście, że ten błąd dyskwalifikuje całą książkę. Co więcej, pozostałe rozdziały tej książki są również mniej lub bardziej kontrowersyjne. Rzucane tu i ówdzie zadania pozostają bez rozwiązania. Silenie się na dowcip budzi niesmak. Na przykład: “Pominięcie l w tym równaniu jest zresztą typowym niechlujstwem, na który matematycy często sobie pozwalają”.
Wydaje się, że renomowane wydawnictwo winno wycofać nakład oraz zwrócić nabywcom poniesione koszta zakupu tej książki.
Przykład rozwiązanego zadania. ”Na samy skraju stołu kładziemy kamień domino. Następnie kładziemy na nim drugi kamień i następne, tworząc schodki z domino, które wychylają się poza blat stołu. Jak daleko mogą wystawać takie schodki, zanim spadną?” Bardzo ciekawy problem. A oto rozwiązanie: “Wychylenie poza blat stołu i liczba ulożonych kostek domina zależą od wielkości schodka.” Niesssamowite!!!
Na okładce książki czytamy “matematyka jest nie tylko podstawą całej naszej cywilizacji technicznej, ale też kamieniem węgielnym sztuki, no i wspaniałą rozrywką.
Naprawdę, gratuluję PWN poczucia humoru.
31 maja 2011 @ 09:36 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
No i po maturze…
CKE w niczym nas nie zaskoczyła - znowu były błędy, znowu przecieki, groźby powtarzania egzaminów itd itp.
W czasie, gdy pisano maturę z matematyki, jedna z dziennikarek przyjrzała się aktywności na facebooku i zauważyła, że całkiem spokojnie wymienia się informacjami o zadaniach i podaje odpowiedzi, jednym słowem - ściąga się. Można mieć wiele zastrzeżeń do pracy CKE, ale jakim cudem zdający egzamin ma przy sobie telefon komórkowy i na dodatek może z niego korzystać? Czy to też wina CKE, czy może nasze środowisko, środowisko nauczycieli, lekce sobie waży przepisy?
Z artykułów, jakie pojawiły się w czasie maturalnej sesji, płyną niepokojące wnioski. Autorzy wyraźnie tęsknią do czasów, gdy trzeba było zdawać egzaminy wstępne na wyższe uczelnie i do szkół średnich. Ta tęsknota jest albo wynikiem nieznajomości tamtych realiów albo wynikiem sklerozy. Byłem egzaminatorem na wyższej uczelni i to jeszcze w czasach, gdy zdawano egzamin ustny z matematyki, potem były egzaminy pisemne, potem pisemne z kilkoma zadaniami do wyboru, wreszcie egzaminy testowe. Świetnie pamiętam tamte czasy i nikt i nic mnie nie przekona, że egzamin wstępny jest lepszym rozwiązaniem niż uznanie przez uczelnie wyników matury.
Czyżby zapomniano o aferach korupcyjnych, związanych z procesem rekrutacji? Dziś, gdy zdający uzyska bardzo dobre wyniki na maturze, może spokojnie kłaść papiery na wybraną uczelnię i nie ma mowy, żeby “znajomy króliczka” go wyeliminował! Argumentów za obecnie obowiązującym systemem jest tak dużo, że nawet niedoskonałości tego systemu nie przekonają mnie, że stare było lepsze.
Trzeba tylko, właśnie, odpowiednio usuwać te niedoskonałości. Niestety, nie słychać, żeby jakieś zmiany miały dotyczyć matury z matematyki. Zadania typowe do bólu zębów, nieśmiertelne wzory Viete’a i tłuczenie schematów trygonometrycznych - to codzienność. Nie zanosi się na wprowadzenie kalkulatorów naukowych na egzaminie z matematyki i fizyki, co przecież musiałoby wiązać się ze zmianą treści zadań. Szkoda. Widać, że nad “reformą” pracuje ta sama, niereformowalna, grupa ludzi.
29 kwietnia 2011 @ 13:35 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Właśnie wróciłem do domu z uroczystości udzielenia absolutorium uczniom klas trzecich. To dla tych młodych ludzi chwila szczególna, ale to również szczególna chwila dla mnie. Oto bowiem, po raz pierwszy w mojej wieloletniej już karierze nauczycielskiej, aż 4 klasy doprowadziłem do matury, a z piątą pracowałem w klasie pierwszej. Daje to 106 młodych ludzi: dwie klasy humanistyczne, jedna biologiczno-chemiczna, no i klasa matematyczno-fizyczna, której byłem wychowawcą. Oni wszyscy stawią się w czwartkowy ranek na egzamin z matematyki, a cała moja klasa i kilkunastu humanistów i biologów jeszcze będzie walczyć z częścią rozszerzoną…
Muszę powiedzieć, że miałem optymalne warunki do pracy; tablica interaktywna na każdej lekcji z emulatorem kalkulatora graficznego i Geonextem spisywały się rewelacyjnie. Docenili to uczniowie, którzy w anonimowych ankietach wskazywali na wysoki komfort pracy na lekcjach, a przede wszystkim na skuteczność nowych technologii w zastosowaniach matematycznych.
Mam ogromną nadzieję, że kiedy ci młodzi ludzie zaczną zajmować stanowiska decyzyjne, mając w pamięci te lekcje, będą bardziej skłonni do wprowadzania zmian niż obecna ekipa.
Dziękuję firmie ZIBI za ufundowanie cennej nagrody dla najlepszego absolwenta Szkoły: kalkulator Slim trafił w godne ręce Agaty, która – będąc absolwentką klasy humanistycznej – zdaje między innymi maturę na poziomie rozszerzonym z matematyki i chemii i, miejmy nadzieję, podejmie studia na renomowanej amerykańskiej uczelni. Czyż można sobie wyobrazić lepszą reklamę firmy?
Dziękuję Piotrowi Tomczakowi za stałą współpracę i pomoc w utrzymaniu nowych technologii na poziomie nowych technologii
Dziękuję Moim Wspaniałym Uczniom za wspólnie spędzony czas i trzymam za Was kciuki!
14 lutego 2011 @ 19:14 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Okręgowa Komisja Egzaminacyjna w Poznaniu przygotowała w styczniu Materiał ćwiczeniowy z matematyki na poziomie podstawowym i na poziomie rozszerzonym. Wśród zadań na poziomie rozszerzonym znalazło się następujące zadanie za 5 punktów:
Wyznacz wszystkie wartości parametru m, dla których suma odwrotności pierwiastków równania
(2m+1)x^2-(m+3)x+2m+1=0 jest większa od 1.
Wzory Viete’a to ulubione zadanie egzaminatorów i można w ciemno przyjąć, że podobne zadanie pojawiać się będzie na każdej maturze na poziomie rozszerzonym. Problem w tym, że często zadania są tak sformułowane, że nie wiadomo, czy chodzi o różne pierwiastki równania i czy należy też uwzględnić sytuację, gdy jest tylko jeden pierwiastek.
W schemacie oceniania tego zadania czytamy, że jeżeli zdający rozwiąże nierówność Δ>0, to należy przyznać za całe zadanie maksymalnie 4 punkty. Rozumiem więc, że przypadek Δ=0 odgrywa ważną dla autora zadania rolę. Rozwiązując to zadanie, otrzymujemy zbiór wartości parametru m w postaci przedziału (-1/2;1/3>. Wartość m=1/3 wzięła się właśnie z rozwiązania tego przypadku (Δ=0). Podstawiając ten ułamek w miejsce m do podanego równania, otrzymujemy równanie (x-1)^2=0.
Równanie to ma jeden pierwiastek (podwójny) i nie możemy mówić o sumie pierwiastków! Wyraźnie pomylono tutaj liczbę pierwiastków z krotnością pierwiastka.
Równanie x-1=0 ma JEDEN pierwiastek,
równanie (x-1)^2=0 ma JEDEN pierwiastek (podwójny),
równanie (x-1)^3=0 ma JEDEN pierwiastek (potrójny), itd.
Mając jeden pierwiastek, nie możemy mówić o sumie pierwiastków, a tym bardziej o sumie odwrotności. Ciekawe, że ten błąd pojawia się wyłącznie przy okazji trójmianów kwadratowych i wzorów Viete’a, a nie widziałem takiego błędu w zadaniach o wielomianach.
Czemu jest równa suma pierwiastków wielomianu (x-1)(x-1)(x-2)(x-2) ? Wielomian ma dwa pierwiastki: 1 i 2, więc ich suma jest równa 3. A może jednak 1+1+2+2 ?
Każdy punkt na egzaminie maturalnym może decydować o dostaniu się na wymarzony kierunek studiów i trzeba wymagać od egzaminatorów, żeby na egzaminie zadania były precyzyjnie sformułowane. Pamiętam, że problem wzorów Viete’a ciągnie się od wielu lat. Przeprowadziłem sondę wśród nauczycieli matematyki i wszyscy mówią, że specjalnie informują swoich uczniów o czyhających pułapkach i braku precyzji w zadaniach z trójmianem kwadratowym z parametrem. Czy doprawdy tak trudno umieścić w zadaniu słowo RÓŻNE pierwiastki?
27 grudnia 2010 @ 13:54 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Kolejna edycja konkursu filmowego za nami. Od początku tej, jakże pożytecznej, inicjatywy jestem jurorem i jak co rok okazuje się, że moje średnie oceny filmów są najniższe spośród wszystkich oceniających. W rzeczy samej nie ma to najmniejszego znaczenia. Ponieważ nie konsultujemy swoich ocen z nikim, więc – widocznie – mam tak a nie inaczej ustawioną poprzeczkę oczekiwań. Pamiętam jakieś mistrzostwa świata w jeździe figurowej na lodzie, gdzie jeden z sędziów dawał startującym noty o 0,5 niższe od pozostałych. Doczekał się nawet krytyki w prasie! Na próżno biedak tłumaczył, że przecież nikogo nie krzywdził, skoro równo wszystkim dawał niskie noty…
Ale do rzeczy. Muszę powiedzieć, że większość filmów mnie rozczarowała. I od razu powiem, czego oczekiwałem. Otóż mnie matematyka kręci w tym sensie, że kiedy na nagrobku widzę rok urodzenia i rok śmierci, to liczę, ile leżący pod tym nagrobkiem przeżył lat. Kiedy widzę śnieg na dachu, to się zastanawiam, ile może ważyć… Dlatego z uznaniem obejrzałem skromny filmik „To matma mnie kręci” Marty Lipowicz. Wielkie było moje zadowolenie, gdy ujrzałem werdykt jury: czwarte miejsce dla tego dziełka to wspaniały wynik.
Nie miał on jednak żadnych szans w starciu z profesjonalnie zrobionym „Sofizmatem”. „Sofizmat” podoba mi się pod każdym względem. Zwróciłem uwagę nawet na taki detal, że notatki w zeszycie są poprawne matematycznie… Śmieszyła mnie krytyka tego filmu, że motyw podrywu jest oklepany i przez to nudny. Wręcz przeciwnie! No i te całki! Stare, dobre czasy…
Doceniając wysiłek wszystkich uczestników konkursu, muszę powiedzieć, że to, co najbardziej zawiodło, to promocja matematyki. O ile w pierwszej edycji konkursu było kilka naprawdę frapujących dzieł, które moi uczniowie oglądali na lekcji z otwartymi ustami (jak choćby „oś czasu”), to tu poza efektownym zwycięzcą konkursu i może dwoma, trzema filmami, nie ma co pokazać.
Myślę, że kilka spraw wymaga uporządkowania na przyszłość.
Po pierwsze, jasno sformułowany temat konkursu. Jeżeli ma to być „matma mnie kręci”, to zgodność z tematem winna być priorytetem.
Po drugie, uważam, że autorzy filmików winni rozliczyć się z prawami autorskimi, czyli przesłać film wraz z opisem źródeł, z jakich korzystali. Ja się na tym nie znam, ale sądzę, że odpowiedni fachowcy mogą się wypowiedzieć na ten temat przed konkursem, czyli powiedzieć na przykład, jaka muzyka jest dozwolona, a jaka nie. Chciałbym, pokazując swoim uczniom te filmiki, móc z pełnym przekonaniem twierdzić, że są wolne od „naruszeń praw takich i owakich”.
W podsumowaniu wypada mi podziękować Piotrowi za zaproszenie mnie do jury i pogratulować kapitalnego pomysłu, jakim jest ten coroczny konkurs filmowy.
Mam nadzieję, że przyszłoroczna edycja będzie jeszcze efektowniejsza!
16 listopada 2010 @ 21:44 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Pewien raper z Kalisza pożalił się, że jest okradany przez piratów internetowych. W wywiadzie udzielonym pewnej pani mówi tak:
- Po wydaniu pierwszej płyty (…), dowiedziałem się, że z tytułu ściągania nielegalnych plików straciłem 164 tysiące. Własnym sumptem wyprodukowałem płytę za 40 tysięcy złotych (…) i okazało się, że sprzedałem jej tylko 300 sztuk. Nie zwróciły mi się nawet pieniądze zainwestowane w krążek. To był szok.
Skąd wiesz ile straciłeś przez piratów?
- Dzięki tworzącemu się w Polsce oddziałowi niemieckiej firmy Base Protect, który zajmuje się monitoringiem internetu i śledzeniem nielegalnych plików. Oni tropiąc piratów mnożą liczbę ściągnięć przez dochody, jakie zarobiłbym na każdej płycie. Inny przykład? Zespół Feel w 2008 roku tylko przez jeden miesiąc stracił przez piratów 936 tysięcy złotych, a Doda tygodniowo traciła w tym samym czasie prawie pół miliona złotych!
Pomysł, by mnożyć liczbę ściągnięć danego dzieła przez jego cenę rynkową nie jest nowy, ale nigdy nie mogłem się z tą metodologią zgodzić. Po pierwsze, przyjmuje się, że liczba ściągnięć danego pliku z Internetu jest równa liczbie zakupionych egzemplarzy tego dzieła, co jest piramidalnym nadużyciem! Po drugie, skąd ta pewność, że ściągający plik nie robi tego wielokrotnie? Trochę przypomina to liczenie pasażerów według ilości wydanych pieniędzy na bilety. Stwierdzenie, że poznańskie tramwaje przewiozły w jakimś tam okresie 5 milionów pasażerów nie oznacza przecież, że tymi tramwajami jechało 5 milionów różnych osób.
Podobny zabieg stosują wydawnictwa, które twierdzą, że na nielegalnym kserowaniu książek tracą miliony, zupełnie ignorując fakt, że cena danej książki może być tak wygórowana, że nawet gdyby kserowanie było karane śmiercią, to i tak niewiele osób kupiłoby daną książkę z powodów ekonomicznych.
Doda traciła pół miliona złotych tygodniowo? Można wpaść w depresję…
3 listopada 2010 @ 20:34 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Dziś moi uczniowie pisali próbny egzamin maturalny z matematyki na poziomie podstawowym. Jeszcze nigdy nie prowadziłem jednocześnie czterech klas maturalnych, więc i troszkę więcej emocji odczuwam, no i lata robią swoje. Po egzaminie starałem się nawiązać dialog z moimi uczniami, ale od humanistów usłyszałem krótkie “masssakra”, od biol-chemu tylko “a mówił Pan, że nie będzie kombinatoryki a była, ale była prosta” - sam nie wiem, czy to dobrze czy źle
Moi mat-fizowcy jak zwykle przeszli nad zadaniami tak, jak się przechodzi przegląd techniczny samochodu: rutyna i zero emocji. Tylko Martyna nie mogła się powstrzymać i eksplodowała swoimi wątpliwościami…
Danuta Zakrzewska, dyrektorka Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Łodzi, gratuluje szkołom, które się zgłosiły. - Uczniowie poznają strukturę egzaminu i otrzymają świetną informację zwrotną: nie tylko zorientują się, czego się od nich wymaga, ale z czym mają jeszcze problem i nad czym muszą popracować. A przy okazji nabiorą egzaminacyjnego obycia i oswoją ze stresem - dodaje.
Poprawione prace nie wrócą do uczniów. Ci dowiedzą się tylko, ile punktów zdobyli. No, oczywiście, “poznali strukturę egzaminu”, gdyż do tej pory jej przecież nie znali. Otrzymają też świetną informację zwrotną: za unijne pieniądze masa ludzi-egzaminatorów wykona solidną robotę, która nie ujrzy światła dziennego. Jak ja się cieszę, że nie zostałem egzaminatorem!
Tak więc, moi kochani uczniowie nabrali egzaminacyjnego doświadczenia i oswoili się ze stresem. Za jakiś czas dowiedzą się, ile punktów otrzymali oraz, uwaga!, “każdy uczeń będzie miał prawo zajrzeć do swojego arkusza. Wystarczy, że wystąpi z odpowiednim wnioskiem. Jak na prawdziwej maturze” - mówi dyrektor Zakrzewska.
To ja mam taki pomysł.
Zwracam się do wszystkich nauczycieli matematyki w miastach i wioskach. Niech wszyscy nasi uczniowie, którzy dziś pisali tę próbną maturę, wystąpią z takimi wnioskami. Pójdźmy razem do OKE ze stosowną pieśnią na ustach!
W ten sposób pracownicy tej instytucji otrzymają świetną informację zwrotną: nie tylko zorientują się, czego się od nich wymaga, ale z czym mają jeszcze problem i nad czym muszą popracować!!!
dalejh »