Wpisy z Krzysztof Nowakowski
5 kwietnia 2010 @ 13:18 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
26 marca odbył się finał wojewódzki konkursu biologicznego dla gimnazjalistów organizowanego przez Kuratorium Oświaty w Poznaniu. Kiedy rozdawano uczniom testy, okazało się, że są to te same testy, które uczniowie już raz pisali w poprzednim, rejonowym, etapie. Po dwóch godzinach dotarł na miejsce konkursu email z Kuratorium z prawidłowym testem, godzinę trwało drukowanie tego testu i finaliści konkursu mogli rozpocząć rozwiązywanie. W powstałym zamieszaniu, zapomniano zabrać uczniom telefony komórkowe i część piszących korzystała z nich w czasie trwania finału.
Pani Kurator zamieściła w Internecie następujący tekst:
Szanowni Państwo, zwracam się do Nauczycieli, Rodziców a przede wszystkim Uczniów biorących udział w Wojewódzkim Konkursie Biologicznym w Ostrowie Wielkopolskim, w dniu 26 marca 2010 roku. Ubolewam, że w wyniku pomyłki organizatorów pisanie testu rozpoczęło się z pewnym opóźnieniem. Niestety, tego typu sytuacje, choć niezwykle przykre, czasem zdarzają się przy tej skali przedsięwzięcia, jaką jest organizacja konkursów w całym województwie wielkopolskim. Za zaistniałą sytuację - przepraszam. Doskonałe wyniki konkursu wskazują, że Wszyscy zdali najważniejszy egzamin, egzamin z umiejętności radzenia sobie z przeciwnościami i nieprzewidywalnymi zdarzeniami losowymi. Dziękuję Nauczycielom, którzy tak wspaniale przygotowali swoich wychowanków, Rodzicom za wyrozumiałość i wspieranie swoich dzieci. Laureatom składam szczególne gratulacje a wszystkim uczestnikom konkursu życzę sukcesów na kolejnych życiowych egzaminach.
Kiedy piszę te słowa, na forum internetowym jest ponad 40 wpisów. Część osób zabrała głos, gdyż domaga się unieważnienia wyników tego finału z powodu -mówiąc ogólnie- naruszenia procedur. Część osób zwraca uwagę, że dzieci zostały potraktowane przedmiotowo i kiedy dorośli “debatowali” co robić, one nie zostały nawet poczęstowane herbatą. To wszystko jest jasne i w zasadzie, niestety, typowe. Nie dziwi mnie już fakt, że instytucje oświatowe nie radzą sobie z egzaminami, konkursami itp. I nie o tym chcę pisać. Mnie w tej całej sprawie interesują sprawy ogólniejsze, poruszane zresztą na forum przez niektórych Internautów. Otóż laureat tego konkursu oraz innych konkursów przedmiotowych otrzymuje maksymalną liczbę punktów w postępowaniu kwalifikacyjnym do szkół ponadgimnazjalnych, co gwarantuje mu miejsce w dowolnym, wybranym przez siebie oddziale dowolnej szkoły. W ubiegłym roku do VIII LO w Poznaniu zgłosiło się tylu laureatów, że rozważano utworzenie dla nich nowego oddziału! Oglądając regulaminy konkursów przedmiotowych, zwróciłem uwagę na to, kto może zostać laureatem konkursu i ile takich osób może być, czy też, ile ich faktycznie jest, gdyż konkursy właśnie się zakończyły lub wchodzą w etap finałowy. Otóż w regulaminach nie podano minimalnej liczby laureatów, pisząc tylko, że laureatem zostaje uczeń, który uzyska w części finałowej konkursu co najmniej 45 punktów na 50 możliwych. To dziwne, prawda? Jaki autor testu jest na tyle genialny, że wie, jak trudny test ułożył? Może więc, teoretycznie, okazać się, że finałowy test był łatwy i masa finalistów zostaje laureatami, a może, teoretycznie, okazać się tak trudny, że nikt nie będzie laureatem!
Popatrzmy na wyniki:
konkurs biologiczny (ten feralny): 109 finalistów, 34 laureatów;
konkurs chemiczny: 125 finalistów, 26 laureatów;
konkurs fizyczny: 100 finalistów, 54 laureatów;
konkurs geograficzny: 185 finalistów, 13 laureatów;
konkurs matematyczny: 124 finalistów, 4 laureatów.
Tak patrzę na te wyniki i myślę sobie, że coś tu jednak nie gra. To przecież tylko kilka konkursów, o reszcie nie chce mi się pisać.
1. Czy tych laureatów nie jest jednak zbyt dużo?
2. Czy finałowe rozgrywki nie są za łatwe, skoro aż tylu piszących uzyskuje ponad 90% punktów możliwych do zdobycia?
3. Czy to dobry pomysł, że laureaci są zwolnieni z pisania egzaminu z części matematyczno-przyrodniczej, a muszą przystąpić do części humanistycznej, która i tak o niczym nie decyduje?
4. Czy to dobrze, że taka duża liczba absolwentów gimnazjów może wybierać klasę i szkołę, w której chce się dalej uczyć?
24 marca 2010 @ 14:43 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Kilkanaście wyemitowanych fimików (wszystkie na www.interklasa.pl) daje okazję do wstępnych refleksji.
Pierwsze, co rzuca się w oczy a w zasadzie w uszy, to błędy językowe. Jakoś maniakalnie zwracam uwage na lekcjach, gdy uczeń mówi “dwa plus dwa” albo “trzy minus jeden”. Skoro mowa o działaniach dodawania i odejmowania, to powinno sie mówić przecież “dwa dodać dwa” oraz “trzy odjąć jeden”. No, chyba że plusujemy i minusujemy zamiast dodawać i odejmować
Minus może pojawić się przy okazji działania: -3 - 2. Czytamy wtedy:” minus trzy odjąć dwa”. Nie wątpię, że kiedy mam 6-7 lekcji dziennie, to i sam popełniam takie błędy, ale filmiki powinny być dopieszczone pod każdym względem.
Przy okazji przypomniałem sobie, że studenci w ankietach wskazywali (dawne to dzieje), iż jestem (byłem) maniakiem małej liczby pi. Rzeczywiście, zawsze dbałem i dbam, by małe pi było małe, tymczasem WSZYSCY piszą pi tak wielkie jak cyfra 2, zamiast pisać pi jak się pisze x. I na odwrót - licząc wyróżnik trójmianu kwadratowego, sporo osób pisze deltę o wielkości małego iksa. Niby drobiazgi, ale….
Filmik sankcjonuje jednak coś znacznie gorszego. Od jakiegoś czasu (mierząc w latach) co i rusz pojawiają się zadania typu wyznacz dziedzinę funkcji. Muszę powiedzieć, że moja walka z tymi zadaniami jest całkowicie przegrana, niestety
Takie zadania nie mają żadnego sensu! Funkcja jest zdefiniowana wtedy, kiedy podano jej wzór i podano dziedzinę tej funkcji. Nie można zostawić samego wzoru i pytać o dziedzinę, tak jak nie można zostawić dziedziny i pytać o wzór! Zresztą… spróbujmy!
Oto przykładowe zadanie: Podaj wzór funkcji, ktorej dziedziną jest przedział (0,4).
Ha, ha, ha - wesołe, prawda? :-)
Dlaczego nie można zadania sformulować na przykład tak: Wyznacz maksymalny podzbiór zbioru liczb rzeczywistych, dla którego wyrażenie (2x-1)/(x-3) ma sens.
To szerszy, niestety, problem, z którym mamy do czynienia na lekcjach matematyki. Otóż Królowa Nauk stała się zestawem algorytmów. Nie ma czasu na analizę zadania, na omawianie różnych przypadków, na czekanie, aż uczeń sam poda rozwiązanie. Sami je podamy, zrobimy to lepiej od ucznia, a przy okazji zaoszczędzimy masę cennego czasu. Pracę w grupach zostawiamy na hospitacje albo inne szczególne okazje. Lekcje zamieniają sie w wykład o tym, jak rozwiązać dany problem. Filmiki z Interklasy świetnie to pokazują. Część algorytmów tak się zakorzenila w świadomości nauczycieli, że każda próba innego rozwiązania danego zadania traktowana jest jak błąd. Myślę tutaj o zadaniach z mojej ulubionej geometrii analitycznej. Kiedyś jeden z moich uczniów widząc, ile czasu zajmie rozwiązanie danego zadania, w którym trzeba było znaleźć współrzędne pewnego punktu, a jednocześnie punkt ten było “widać” jak na dłoni, zapytał, dlaczego nie można wykorzystać geometrii kartki papieru w kratkę… No właśnie, dlaczego nie można napisać, co widać na kratkowanym papierze, tylko trzeba liczyć i liczyć i liczyć… A przecież odległości między punktami kratowymi są doskonale znane!
Wróćmy jeszcze do filmików. W sumie dobrze, że są. Oglądamy je z uczniami na lekcjach. Akurat w klasach drugich omawiamy temat o wielokątach wpisanych w okrąg / opisanych na okręgu. Jest filmik i o tym. Pani ładnie opowiada o czworokącie opisanym na okręgu, po czym stwierdza, że “omawianą własność czworokąta można uogólnić na sześciokąt”. Pokazuję ten filmik na lekcji w klasie (bardzo) humanistycznej i ku mojemu szczęściu jedna z uczennic zadaje mi pytanie, a co to za uogólnienie? Pięknie! To przecież żadne uogólnienie. Gdyby pani występująca w filmiku powiedziała, że można pokazać podobną własność dla wielokątów o parzystej liczbie boków….
Natomiast bardzo podoba mi się filmik o procentach. Procenty plus statystyka = pole minowe i trzeba bardzo uważać, aby nie wyciągać fałszywych wniosków z zebranych danych. Bardzo fajny filmik dla uczniów klas humanistycznych.
16 marca 2010 @ 13:49 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Środki masowego przekazu (rażenia) nie informują inaczej o zbliżającym się egzaminie maturalnym z matematyki jak tylko kreując atmosferę stresu i nadciągającego kataklizmu. Przyjrzyjmy się tej psychozie z kilku stron.
Nawet, jeżeli założymy, że egzaminu nie zda procentowo więcej zdających niż w latach ubiegłych, to i tak doświadczenia lat minionych pokazują, że egzamin z matematyki na obu poziomach jest egzaminem łatwiejszym od egzaminu z języka polskiego (zob.: blog). Czy ktokolwiek zadał sobie trud i porównał procentowe wskaźniki zdających/oblewających taki masowy egzamin w krajach Unii Europejskiej? Przecież wiadomo, że każdy egzamin musi oblać jakiś tam procent zdających (choć niektóre uczelnie prywatne walcząc o przyszłych studentów czasem zapominają o tym podstawowym warunku).
Układający egzamin zdają sobie świetnie sprawę z tego, że nie mogą przeszarżować z trudnością zadań na poziomie podstawowym. Nie tylko moim zdaniem rozwiązanie zadań zamkniętych powinno już zapewnić większości zdającym przekroczenie progu zdawalności tego egzaminu. Wszystkie dotychczasowe próbne egzaminy pokazują dobitnie, że te zadania są dziecinnie proste i nawet średniej klasy uczeń gimnazjum rozwiąże je bez kłopotu.
Nauczyciele i uczniowie na pytania dziennikarzy o to, jak przebiegają przygotowania do matury, odpowiadają mniej więcej tak jak Michał (zob. Matematyczna panika maturalna): “Na okrągło tłuczemy testy.” W zasadzie można się zapytać, o co tu chodzi? Czy naprawdę nie szkoda czasu i pieniędzy (Poznań przeznaczył na dodatkowe lekcje ponad półtora miliona złotych) na tłuczenie schematów? Przecież i tak, jak wynika z międzynarodowych badań, jesteśmy mistrzami schematów! Czy uczeń, który wybrał klasę humanistyczną wiedział, że będzie miał obowiązkowo 5 godzin matematyki w tygodniu? Ja mialem tyle będąc uczniem klasy matematyczno-fizycznej! Czy czasami ta medialna psychoza nie udzieliła się dyrekcjom szkół? Jakie ma znaczenie dla wybierającego się na studia humanistyczne, dla którego wynik egzaminu z matematyki jest całkiem zero-jedynkowy, czyli zdał - nie zdał, ile zdobył punktów? Czy tłukąc zadania uczeń staje się lepszy, mądrzejszy, lepiej przygotowany do studiowania? Czyż nie wybrał klasy humanistycznej z całkiem innych motywacji?
Psychoza strachu przed egzaminem nakręca spiralę korepetycji. Udzielaniem prywatnych lekcji zajmuje się każdy, kto ma na to ochotę, niezależnie od posiadanych kwalifikacji. A skoro jest tak wielki popyt, to i za korepetycje biorą się ludzie, którzy nie mają zielonego pojęcia o nauczaniu.
Pozostaje mieć nadzieję, że z czasem egzamin z matematyki będzie normalnością. Po latach dzisiejsi egzaminowani będą tą całą hucpę wspominali ze śmiechem. Straconego czasu nikt im jednak nie wróci.
1 marca 2010 @ 18:08 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Ponad 100 studentów II roku pielęgniarstwa na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie musi po raz trzeci pisać egzamin z farmakologii, ponieważ egzaminatorka unieważniła wyniki egzaminu poprawkowego. Powód? Wszyscy zdali. Pani profesor zarówno na pierwszym egzaminie, jak i na poprawkowym co roku daje te same pytania. Tak było też i tym razem. Pani profesor pojawiła się w dzisiejszym Teleexpresie, gdzie wyjaśniła, iż studenci musieli skądś wziąć te pytania i wcześniej przygotować odpowiedzi. Przeczytałem na lubelskim forum, że w czasie spotkania z dziekanem przedstawicielka żaków doszła z egzaminatorką do porozumienia i zgodziła się na unieważnienie wyników i wyznaczenie kolejnego terminu egzaminu poprawkowego. Dodatkowo, żacy mają przed samym egzaminem dostarczyć pani profesor dokument*, pod którym podpiszą się wszyscy i tym samym zgodzą się na anulowanie wyników spornego egzaminu.
Muszę powiedzieć, że mimo iż pracowałem 17 lat na wyższej uczelni, to te wieści z Lublina mnie zdumiały.
1. Nikogo na ściąganiu nie złapano, mimo iż na sali przebywała ekipa pilnująca studentów.
2. W naszym kraju obowiązuje domniemanie niewinności, to znaczy należy udowodnić, że ktoś popełnił przestępstwo.
3. Przedstawicielka studentów poległa na całej linii i zgodziła się na wszystkie warunki egzaminatora.
4. Pani profesor od lat używa na egzaminie tego samego zestawu pytań. Dla mnie jest jasne, że znajomość tych zagadnień wśród braci studenckiej jest wysoka.
5. Pani profesor nie przemęcza się w pracy dydaktycznej, serwując stale te same zagadnienia.
W jakim cywilizowanym kraju taka postawa pracownika wyższej uczelni nie spotkałaby się z reakcją władz? Jak to możliwe, że toleruje się takie zachowanie pani profesor? Jak to możliwe, że studenci biernie akceptują skandaliczne dla nich postanowienia? I czy można się dziwić, że nasze uczelnie pętają się w ogonie rankingów uczelni europejskich mając taką kadrę naukowo-dydaktyczną?
*moim zdaniem ten dokument może wyglądać tak:
My niżej podpisani studenci II roku Pielęgniarstwa serdecznie przepraszamy Panią profesor, iż zdaliśmy w komplecie egzamin poprawkowy. Naszą postawą doprowadziliśmy Panią do niepotrzebnych nerwów, a przecież powszechnie wiadomo, iż nic tak nie uspokaja egzaminatora, jak oblanie co najmniej połowy zdających. Dodatkowo, mimo iż pilnowano nas solidnie, nikt nie wpadł na ściąganiu. Słusznie wydało się to Pani podejrzane, gdyż serwując co sesję ten sam zestaw pytań, nie sposób wyobrazić sobie studenta bez gotowca czy choćby skromnej ściągi. W tej sytuacji zgadzamy się unieważnić tę farsę i przybyć na kolejny egzamin w dowolnym ustalonym przez Panią terminie. Gdyby Pani postanowiła po raz kolejny dać nam ten sam zestaw pytań, to spieszymy z informacją, że po ostatniej balandze w pubie “Medyk” całkiem zapomnieliśmy 99% pytań, a to, co pamiętamy, wystarczy do oblania co drugiego z nas. Serdecznie pozdrawiamy.
19 lutego 2010 @ 16:48 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
W Poznaniu rozpoczynają się Targi Edukacyjne. To świetna okazja przede wszystkim dla gimnazjalnych trzecioklasistów do poznania oferty szkół ponadgimnazjalnych. Moje wieloletnie doświadczenia z uczestnictwa na targach w charakterze dyżurującego ciała pedagogicznego pokazują, że większość młodych ludzi przybyłych na Targi spaceruje sobie w tłumie rówieśników i rzuca okiem to na jedno to na drugie stoisko, czasem weźmie jakąś ulotkę, ale już rzadko porozmawia z nauczycielami czy uczniami danej szkoły o profilach, o klasach, o ofercie danych szkół. A szkoda. Oczywiście rozumiem, że tłum rówieśników nieco onieśmiela i masa stanowisk tworzy groch z kapustą, ale gdzie jeśli nie tu trzeba dokonać wstępnej selekcji szkół? Dalszym etapem są już tylko drzwi otwarte w szkołach, ale tu (kwiecień) trzeba już być w zasadzie zdecydowanym i mieć na horyzoncie te 2-3 szkoły.
W Poznaniu nadal obowiązuje elektroniczny system naboru do szkół ponadgimnazjalnych. Uczeń wybiera trzy szkoły, w szkołach interesujące go oddziały i czeka na losowanie. Zawsze mówię, że powinno się wybrać szkołę swoich marzeń jako pierwszy wybór, szkołę realną jako drugi i szkołę, gdzie stosunkowo łatwo się dostać, na wypadek, gdyby wyniki egzaminów gimnazjalnych okazały się poniżej oczekiwań. Tymczasem wielu uczniów wypełnia stosowny kwestionariusz w odwrotnej kolejności, czyli zaznacza szkołę, do której łatwiej się dostać jako pierwszy wybór! Kiedy we wrześniu pytam “pierwszaków” czy wychowawcy klas trzecich w gimnazjach pomagali wypełniać ten kwestionariusz i informowali o taktyce naboru elektronicznego, to często uczniowie mówią, że nikt im nie pomagał. To smutne.
Zupełnie niesamowitym manewrem uczniów jest wybór wszystkich oddziałów w danej szkole bez względu na ich specyfikę. Rozumowanie jest tu proste ale zabójcze: chcę iść do szkoły N za wszelką cenę, bo tam idą moi koledzy/koleżanki, bo tam mam kolegów/koleżanki itp. W rezultacie, kiedy szkoła wywiesza listę przyjętych uczniów, słyszałem okrzyki: raaany, jestem w mat-fizie! Widziałem już takie listy oddziałów, gdzie obok uczniów, dla których dany oddział jest pierwszym wyborem, są też tacy, dla których to wybór dziesiąty! Co to za klasa powstanie?
Dlatego, droga młodzieży, zapraszam wszystkich na Targi. Przyjdźcie, oglądajcie, pytajcie, dowiadujcie się, bądźcie aktywni. To ważny okres z Waszym życiu!
Zapraszam na stoisko 85 w sobotę, od 16:00 do 18:00. Porozmawiamy…
16 lutego 2010 @ 19:39 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Tradycyjnie zaczynam od cytatów (www.cogito.com.pl oraz www.epoznan.pl):
CKE rozpoczęła wczoraj wielką kampanię telewizyjną, która ma zburzyć stereotyp matematyki jako trudnego szkolnego przedmiotu. Centralna Komisja Egzaminacyjna postawiła sobie za cel przekonać, że matma wcale nie jest trudnym przedmiotem, a za to jest niezwykle przydatna w dorosłym życiu. Kampania wiąże się z przywróceniem w tym roku obowiązkowej matury z matematyki. Ma się składać z dwóch części: wizerunkowej i edukacyjnej.
Część wizerunkowa kampanii ma pokazać, że matematyka to nie tylko rachunki i że jest potrzebna na każdym etapie życia. Będą o tym przekonywać w spotach reklamowych emitowanych w różnych stacjach ludzie, którzy odnieśli sukces w swoich zawodach. Podkreślone zostanie, że ich profesje – tylko z pozoru – nie są związane z matematyką.
Druga, edukacyjna część kampanii skierowana jest przede wszystkim do maturzystów. W TV 4 codziennie o godz. 18.55 emitowane będą 3,5-minutowe filmiki, na których matematycy z Uniwersytetu Warszawskiego będą wyjaśniać zagadnienia, z którymi uczeń może się spotkać na obowiązkowym egzaminie maturalnym. Po emisji filmiki będą dostępne w portalu Interklasa.pl jako pomoc naukowa. Zaplanowano 75 takich lekcji.
Kampania społeczna potrwa do końca kwietnia. Kampania reklamowa zachęcająca do matematyki kosztować będzie 20 milionów złotych.
Koniec cytatów.
Zgodnie z tytułem tego wpisu pozwolę sobie zauważyć, że
Po pierwsze: 20 milionów złotych to astronomiczna suma. Można za nią dla przykładu:
kupić ponad 4000 wypasionych laptopów albo
kupić ponad 2000 tablic interaktywnych albo
kupić ponad 2 850 000 jednodaniowych obiadów w szkole albo
zapłacić nauczycielowi matematyki za prowadzenie ponad 400000 dodatkowych lekcji …
Po drugie: Zastanawiam się, czy jeżeli uczeń nie lubi matematyki, gdyż został do niej skutecznie zniechęcony przez miłościwie nam panujący system edukacji, to po obejrzeniu spotów reklamowych nagle zapała do tego przedmiotu miłością?
Po trzecie: Pytam się, czy skoro MEN wprowadziło “karcianą” godzinę i nauczyciele mają prowadzić za Bóg zapłać dodatkowe zajęcia w wymiarze 36 godzin lekcyjnych rocznie, to prowadzenie tak kosztownej kampanii jest tylko faux pas czy już skandalem?
Po czwarte: Obejrzałem dwa filmiki na TV4. Pierwszy traktował o odsetkach, drugi o opasaniu Równika. Oba w zasadzie podobały mi się i umieszczone na portalu Interklasa mogą stanowić ciekawe uzupełnienie lekcji. Na przykład w klasach humanistycznych szukamy błędów językowych 
75 takich fimików to dopiero będzie kopalnia pomysłów do wykorzystania na lekcjach języka polskiego!
Po piąte: A gdyby tak CKE zezwoliło na korzystanie z kalkulatorów naukowych na egzaminie maturalnym i przeznaczyło zdobyte unijne fundusze na dofinansowanie ich zakupu przez uczniów, to czy ta w sumie prosta operacja nie ociepliłaby bardziej wizerunku matematyki niż najfajnieszy nawet spot reklamowy?
8 lutego 2010 @ 20:57 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Zacznijmy od cytatu z jednego z portali internetowych:
“Zeszyty, długopisy, ołówki i książki zajmujące miejsce na szkolnej ławie ucznia przechodzą powoli do historii. Młodzież ucząca się w Gimnazjum nr 56 w Poznaniu od września będzie notować materiały z lekcji na laptopach. Do programu chcą przystąpić także inne szkoły w naszym mieście. Standardowe lekcje oraz wypełnione po brzegi tornistry zeszytami, książkami i przyborami szkolnymi odejdą do lamusa. W przyszłości wszystkie lekcje będą opierały się na komputerach. Oczywiście oprócz zajęć z wychowania fizycznego. Uczniowie będą się bowiem posługiwać laptopami a nauczyciele interaktywnymi tablicami. Do realizacji takiego projektu intensywnie przygotowuje się Gimnazjum nr 56. Od września w placówce działać będzie e-klasa. Kształcić się w niej będzie dwudziestu ośmiu uczniów. Każdy będzie miał do dyspozycji laptopa. Komputeryzacja szkoły ma podnieść poziom oraz jakość kształcenia. Atrakcyjnie podany materiał jest bowiem lepiej przyswajalny. Z tego powodu pomysł jest bardzo dobrze przyjmowany przez uczniów oraz nauczycieli. Cieszą się oni z nowych możliwości edukacyjnych.”
Równolegle z pisaniem tego tekstu oglądam program w lokalnej telewizji, w której pani wicedyrektor G56 zachwala pomysł i opowiada o jego zaletach.
Muszę powiedzieć, że chociaż jestem wielkim entuzjastą wprowadzania nowych technologii do szkół, to jakoś ta idea nie wzbudza we mnie pozytywnej energii i jestem w 100% pewien, że nie posłałbym swojego dziecka do takiej klasy. Pani dyrektor argumentuje, że skoro wyniki egzaminów gimnazjalnych są coraz gorsze, to trzeba coś zmienić w sposobie nauczania i temu ma służyć pomysł z e-klasą. Niestety, ale uważam, że jest wręcz przeciwnie. Dzieci ze szkół podstawowych i gimnazjów spędzają stanowczo za dużo czasu przed komputerami w swoich domach. Brak im oczytania, nie potrafią czytać ze zrozumieniem dłuższych fragmentów, nie potrafią sporządzać notatek itp itd. Zastąpienie zeszytu laptopem może się sprawdzić jedynie wtedy, gdy uczniowie już posiądą wspomniane umiejętności!
W ogóle to ja mam wrażenie, że nasz system edukacji to miotanie się bez ładu i składu. Maturzysta nie może korzystać z kalkulatora naukowego, ale uczeń w gimnazjum będzie pracował tylko na laptopie… Ale egzamin będzie zdawał w sposób tradycyjny, prawda?
W końcu trzeba zadać pytanie o efektywność takiej pracy. Czy ja jako matematyk pracuję wyłącznie na komputerze? Nadal liczę i rozwiązuję zadania na papierze z cyrklem i ołówkiem w ręce, bo tak jest często wygodniej…
Wreszcie nie można zapomnieć o aspektach zdrowotnych tego pomysłu. Można założyć, że uczniowie będą spędzali przed ekranem komputera ponad 25 godzin w samej tylko szkole. Czy wiadomo, jaki to będzie miało wpływ na tak młode organizmy?
26 stycznia 2010 @ 15:18 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
W styczniu w kilku województwach uczniowie pisali próbną maturę ze wszystkiego, co się dało, w tym i z matematyki na obu poziomach. Pani dyrektor OKE w Poznaniu nie życzyła sobie, by pisać i mówić “matura próbna” tylko “materiał ćwiczeniowy”…
Ponieważ w tym roku po raz pierwszy egzamin będzie oceniany holistycznie, warto pochylić się nad tym “materiałem” tym bardziej, że parę zadań rozwiązanych jest w sposób… dyskusyjny.
Zacznijmy od zadania z poziomu rozszerzonego z rachunku prawdopodobieństwa i za 5 punktów.

Oto przebieg rozwiązania w ujęciu autora zadania:

Trochę dziwne, że nie wymagamy od ucznia zapisania założeń… Czy na poziomie rozszerzonym zapisanie założeń przekracza możliwości piszących? Rozwiązywanie równań bez założeń może być groźne…

Jak było do przewidzenia, równanie stopnia 3 uprościło się do stopnia 2, czyli gdzieś po drodze podzielić trzeba było przez n… A więc jednak potrzebne jest założenie, że n nie jest zerem. Powiedzmy, że to oczywiste. Ale co oznacza, że otrzymane -27 nie spełnia warunków zadania? Jakich warunków?

Obliczenie mocy zbiorów w tym samym poprawnie zbudowanym modelu. Gdzie jest ten model zbudowany?
I teraz najważniejsze: moim zdaniem zadanie nie jest dobrze rozwiązane, to znaczy moc zbioru A nie jest równa 1.
Mamy wylosować trzy osoby (spośród 30), które zapisane są pod numerem 1, 2 i 3 w dzienniku. Otóż zbiór A składa się z 6 elementów: A = {(1,2,3), (1,3,2), (2,1,3), (2,3,1), (3,1,2), (3,2,1)}, więc prawdopodobieństwo jest równe 6/24360 a nie 1/24360, jak chce autor!
W zadaniach z rachunku prawdopodobieństwa treść powinna być 100 razy przemyślana. Jeśli się chce, można tak sformułować to zadanie, żeby losować osoby “w podanej kolejności”.
Proszę mi powiedzieć, jak oceniać rozwiązania zadań, które nie są zgodne z podanym schematem, gdyż rozwiązanie modelowe jest błędne?
Szkoda, że pracownicy OKE stawiają mnie w dość niezręcznej sytuacji. Skoro mam omówić z uczniami wyniki tej próby, to muszę im powiedzieć, że zadanie jest niefortunnie sformułowane. Niestety, to nie jest przypadek odosobniony.
Weźmy zadanie związane z ciągiem geometrycznym:

To zadanie “klasyczne” i bardzo wysoko punktowane, bo aż za 6 punktów. Zobaczmy, jak wygląda schemat oceniania zadania:

Dlaczego znowu nie ma wymienionych założeń, czyli “warunków” zadania? Skoro mamy znaleźć liczby tworzące rosnący ciąg geometryczny, to dla mnie jasne, że uczeń musi napisać, iż wszystkie składniki muszą być dodatnie oraz q>1. Czy te założenia są aż tak oczywiste, żeby w ogóle o nich nie pisać? Idąc dalej, rozumiem, dlaczego należy odrzucić q=-1. Ale, dalibóg, co nam przeszkadza q=5/3? Czyżby autor uważał, że ciąg geometryczny o wyrazach całkowitych ma iloraz będący liczbą całkowitą? Nie chce mi się wierzyć, wszak od razu przychodzi mi na myśl ciąg: 8, 12, 18, 27, który ma iloraz q=1,5. Czyli jest tak, że w schemacie punktowania zaniedbuje się ocenę założeń, które nagle stają się kluczowe i pojawiają się jak królik z kapelusza już po rozwiązaniu konkretnego równania. Tak być nie może! Pomijam już fakt, iż q=5/3 trzeba odrzucić, ale to wymaga dalszych rachunków. Ważne, że w schemacie oceniania zadań brakuje tego, co się robi z uczniami na lekcjach w czasie rozwiązywania tego typu zadań, czyli brak troski o zapisanie starannie owych warunków zadania!
To bardzo nieładnie! Dla mnie egzamin na poziomie rozszerzonym powinien pokazać kulturę pracy zdającego i sposób, w jaki on analizuje dany problem. Tymczasem zdający zostaje dosłownie zawalony masą zadań, często typowo rachunkowych. Czym to się różni od poziomu podstawowego? Doprawdy nie wiem. Ale to jeszcze nie koniec…
22 stycznia 2010 @ 15:12 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
W komentarzach do subiektywnego rankingu bez perspektyw wyrażano żal, że nie ma porównania wyników egzaminu gimnazjalnego z wynikami egzaminu maturalnego dla tej samej grupy uczniów. Otóż ja taki ranking zrobiłem. Skorzystałem z danych opublikowanych w regionalnym dodatku do Gazety, który to dodatek corocznie publikuje ranking liceów poznańskich. Ostatni ranking był cokolwiek inny od poprzednich i wywołał lawinę polemik włącznie z oficjalnym listem oprotestowującym zasady tworzenia takiego rankingu, który napisali dyrektorzy “pokrzywdzonych” szkół. Tym niemniej, Gazeta zawarła masę danych, które postanowiłem wykorzystać. Po odpowiedniej obróbce danych, powstała tabela, którą zamieszczam poniżej. Warto dodać, że pokazałem tę tabelę moim uczniom, czym sprowokowałem ich do ożywionej dyskusji.
Oto tabela:

Co tu widać:
kolumna 1 i 11: miejsce szkoły w tabeli
kolumna 2: nazwa szkoły (numer liceum w Poznaniu)
kolumna 3: liczba uczniów w szkole
kolumna 4: średni wynik egzaminu gimnazjalnego, a w zasadzie średnia liczba punktów w postępowaniu kwalifikacyjnym(świadectwo, egzaminy po gimnazjum plus punkty za działalność, konkursy itp)
kolumna 5: wynik po standaryzacji danych w kolumnie 4
kolumna 6: miejsce szkoły w porównaniu z innymi liceami
kolumna 7: średni wynik egzaminu maturalnego (Gazeta dodawała coś* do wyniku części rozszerzonej)
kolumna 8: wynik po standaryzacji danych w kolumnie 7
kolumna 9: miejsce szkoły w porównaniu z innymi liceami
kolumna 10: wartość dodana czyli różnica między wartościami z kolumny 8 i 5
uwaga do *: nie chce mi się szukać, w jaki sposób ustalono wyniki w kolumnie 7. Nie ma to żadnego znaczenia dlatego, że stosowano tą procedurę równo dla wszystkich szkół.
No i co, drodzy komentatorzy, czy o to Wam chodziło? Czy posłalibyście swoje dziecko do XXXV LO? Jakie informacje można wyczytać z tak sporządzonego zestawienia? Czekam na Wasze opinie i komentarze…
17 stycznia 2010 @ 14:46 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Jak co roku Perspektywy opublikowały ranking szkół ponadgimnazjalnych. O bezsensie przyjętych tam założeń porządkujących szkoły pisał w zeszłym roku Piotr. W tegorocznym rankingu nic się nie zmieniło w tym zakresie: nadal stosuje się kuriozalną formułę, w której w mianowniku występuje liczba uczniów danej szkoły, czyli im mniej uczniów, tym lepiej. Z podziwem należy wobec tego traktować obecność w tym rankingu szkół z tysiącem uczniów. Nie ma sensu jednak dyskutować nad metodologią, wszak każdy może sobie zestawić ranking czego chce i w sposób, jaki uważa za stosowny. Sądzę jednak, że pisanie, iż jest to ranking “najlepszych szkół w Polsce” to gruba przesada!
Tak czy owak, w jednym miejscu zebrano masę szkół. I tak sobie myślę, że na rozpoczynających się wkrótce igrzyskach olimpijskich obowiązywać będzie klasyfikacja medalowa. Pierwsze miejsce zajmie w niej kraj, który zdobędzie najwięcej złotych medali. Przy równej liczbie złotych medali o miejscu decydować będzie liczba zdobytych medali srebrnych a potem brązowych. I nikt nie będzie dzielił liczby zdobytych medali przez liczbę mieszkańców danego kraju. Idąc tym tropem sporządziłem swój prywatny ranking szkół. W tym rankingu o miejscu decyduje:
- liczba laureatów olimpiad
- liczba finalistów olimpiad
- liczba olimpiad, w których wzięli udział uczniowie danej szkoły
Tak więc powstał nowy, subiektywny, ranking szkół:

Najlepsza poznańska szkoła, Marynka, zajęła w rankingu oficjalnym 15 miejsce, a w moim jest 35 - tuż za szkołą z Trzcianki. Ciekawe…
I jeszcze ranking szkół, które najlepiej zaprezentowały się na Olimpiadzie Matematycznej:

Jestem pod wrażeniem osiągnięć XIV LO z Warszawy tym bardziej, że nie mam zielonego pojęcia, jak można w jednym miejscu zgromadzić taką ilość uzdolnionej matematycznie młodzieży, tym bardziej, że zadania olimpijskie są co najmniej hmm niebanalne…
Bawiąc się zestawieniami nie mogę się doczekać rankingu, w którym porówna się wyniki egzaminu maturalnego. O jakości pracy szkoły decydują bowiem te wyniki, a w zasadzie decydować powinna różnica między wynikami egzaminu gimnazjalnego a wynikami egzaminu maturalnego w danej grupie uczniów. Już teraz nic nie stoi na przeszkodzie, by takie dane zebrać w jednym miejscu i fachowo “obrobić”.
« wstecz ·
dalejh »