Wpisy z Krzysztof Nowakowski
13 maja 2010 @ 09:35 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Marność nad marnościami, gdy się pomyśli o egzaminie maturalnym z matematyki. Wrocławscy gimnazjaliści rozwiązali zadania z poziomu podstawowego i średnio uzyskali ponad 50% punktów możliwych do zdobycia. Ja rozumiem, że dziecko, które już umie czytać i pisać, może na egzaminie maturalnym z języka polskiego uzyskać jakąś tam (małą) liczbę punktów. Podobnie rzecz się ma z egzaminu z języka obcego - dla wszystkich powino być jasne, że skoro uczy się języka obcego to i z egzaminu maturalnego może to i owo napisać. Ale ponad 50% całą klasą?
Widać, że idziemy konsekwetnie w złym kierunku. Polityka władz oświatowych jest dla mnie całkowicie niezrozumiała. Nie dość, że zaserwowano nam dziecinnie proste zadania, to jeszcze dyrektor CKE, pan Krzysztof Konarzewski, powiedział, że w przyszłym roku ten egzamin będzie trudniejszy. A przecież fundamentem “nowej” matury miała być porównywalność ich wyników rok po roku! Piszę o tym wszystkim z wielkim smutkiem. Jako nauczyciel z 20-letnim stażem chciałbym identyfikować się z polityką moich szefów, a przynajmniej akceptować to, co się dzieje w nauczanym przeze mnie przedmiocie. Oświadczenie dyrektora CKE jest złamaniem reguł, których sama komisja miała przecież przestrzegać. Tymczasem nie dość, że egzaminy z różnych przedmiotów w ogóle nie są porównywalne - w jednym z poprzednich wpisów pokazałem, że 100% punktów z języka angielskiego to poniżej 70% z WOS - to jeszcze nie można porównać wyników z jednego przedmiotu rok po roku. Wobec dziecinnie łatwej matury z matematyki jako ciekawostkę mogę podać fakt, iż jeszcze w historii “nowej” matury nikt nie napisał egzaminu z biologii na 100%.
Oznacza to, że kandydaci na studia nie mają podobnych szans.
W mojej szkole egzaminy maturalne “poprawia” 80 osób z lat ubiegłych. Mają do tego pełne prawo. Ale dlaczego koszta z tym związane przerzuca się na szkołę? I dlaczego ci poprawiający nie ponoszą żadnych konsekwencji, gdy pogorszą swoje wyniki? Czy szkoły to są instytucje charytatywne, żeby sponsorować egzaminy dla takiej masy ludzi? Demagogicznie mogę napisać, że dla “obsługi” 80 osób na egzaminie potrzeba kilkunastu nauczycieli do pracy w komisjach, którzy w tym czasie powinni mieć lekcje ze swoimi uczniami…
I ostatnia kwestia. Jestem wielkim zwolennikem zakończenia roku szkolnego w połowie czerwca albo nawet jeszcze prędzej i wprowadzenia sesji maturalnej wzorem sesji egzaminacyjnych na uczelniach. Skończmy z tym pseudonauczaniem w czasie matur, walką z ławkami, krzesłami, przygotowywaniem sal w kółko. Dlaczego roku szkolnego nie można po ludzku zorganizować tylko toleruje się całymi latami ten chaos majowy, doprawdy trudno zrozumieć.
7 maja 2010 @ 13:19 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
11 maja 1983 roku zdawałem egzamin dojrzałości z matematyki. To był pierwszy rok, kiedy przestała obowiązywać matematyka - można było zdawać pisemnie język obcy.
Miałem do wyboru trzy spośród pięciu zadań zamieszczonych poniżej.

Wybrałem zadania 1, 2 oraz 3.
Egzaminator w podsumowaniu napisał:
Zad. 1. rozwiązane prawidłowo
Zad. 2. rozwiązane poprawnie. Użycie opisu słownego (czasami z nieprecyzyjnym słownictwem) traktuję jako usterki
Zad. 3. rozwiązane prawidłowo, mimo zastosowania nieco zawiłej metody, logiczne i wykazujące duży stopień opanowania wiadomości.
Proponuję ocenę bardzo dobry.
Kiedy zobaczyłem w środę zadania zawarte w arkuszu egzaminacyjnym na poziomie podstawowym a po kilku godzinach również te z poziomu rozszerzonego, to od razu przyszedł mi do głowy pewien tekst. Szukałem go straszliwie długo w moich papierzyskach i oto on (pewnie znany wielu, bo i stary jak świat) ale w wersji angielskiej:
The Evolution of Math Teaching
1960s:
A peasant sells a bag of potatoes for $10. His costs amount to 4/5 of his selling price. What is his profit?
1970s:
A farmer sells a bag of potatoes for $10. His costs amount to 4/5 of his selling price, that is, $8. What is his profit?
1970s (new math):
A farmer exchanges a set P of potatoes with set M of money. The cardinality of the set M is equal to 10, and each element of M is worth $1. Draw ten big dots representing the elements of M. The set C of production costs is composed of two big dots less than the set M. Represent C as a subset of M and give the answer to the question: What is the cardinality of the set of profits?
1980s:
A farmer sells a bag of potatoes for $10. His production costs are $8, and his profit is $2. Underline the word “potatoes” and discuss with your classmates.
1990s:
A farmer sells a bag of potatoes for $10. His or her production costs are 0.80 of his or her revenue. On your calculator, graph revenue vs. costs. Run the POTATO program to determine the profit. Discuss the result with students in your group. Write a brief essay that analyzes this example in the real world of economics.
Dziś nasi (byli już) uczniowie dostali do rozwiązania zadania o poziomie trudności od klasy czwartej szkoły podstawowej wzwyż. Centralna Komisja Egzaminacyjna postąpiła słusznie wstrzymując się z opublikowaniem klucza - co rok w tym kluczu były różne błędy, które powodowały irytację środowiska i śmiech gawiedzi. Kilku zadaniom poświęcę osobne wpisy, bo zadania te są warte dokładnego omówienia.
Dziś kilka uwag ogólnych znalezionych w Internecie (pisownia oryginalna):
- Ta matura musiałabyć łatwa bo zdawali ją wszyscy w tym Ci nie koniecznie dobrzy z matmy.
- mój brat ma 13 lat i umie rozwiązać te zadania otwarte. czyli miałby prawie 50% … jeżeli ktoś kto pisał maturę nie zda jej to powinni go ukarać
- na maturze z polskiego trzeba trafic w czyjes mysli wiec ten caly egzamin nie jest adekwatny do naszej wiedzy z jezyka polskiego tak samo z matematyki usiadz na chwilke i pomysl czy kiedys w zyciu bedzie Ci potrzebny logarytm, ciąg geometryczny?
- ktoś tu napisał : czy w życiu będzie potrzebny logarytm, ciąg itp otóż nie będzie potrzebny i nie w tym celu uczycie się matmy, żeby to zrozumieć trzeba trochę tego życia przeżyć, teraz to w waszej świadomości jest tylko PRZYMUS nauki, nic więcej.. ale spoko, wyrasta się z tego
- Aby nie wyjść na głupa i pokazać ze matme można zdać to powymyślali banalne zadania
No właśnie.
2 maja 2010 @ 20:02 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
W marcu część szkół pisała “materiał ćwiczeniowy z matematyki na poziomie rozszerzonym” przygotowany przez pracowników OKE w Poznaniu. Nie mam tego arkusza pod ręką, ani nie mogę znaleźć w Internecie, ale pamiętam jedno zadanie. Mamy tam znaleźć trójkąt o największym polu powierzchni wśród trójkątów, które spełniają następujące warunki:
- są wpisane w okrąg o promieniu 6,
- jeden z kątów trójkąta ma miarę 30 stopni,
- mają obwód równy 20.
Z twierdzenia sinusów dostajemy natychmiast długość boku, który leży naprzeciwko podanego kąta: a = 6. Wobec tego suma długości pozostałych boków jest równa 14.
Co dalej? Co już wiemy? Mamy oto rodzinę trójkątów wpisanych w okrąg o promieniu 6, z jednym danym bokiem też długości 6 i stałym kącie na przeciw tego boku. Od razu przychodzi nam do głowy twierdzenie o kątach wpisanych w okrąg i wspartych na tym samym łuku.

Tak to wygląda w naszym zadaniu, prawda? Jasne, że w tej rodzinie trójkątów największe pole ma ten trójkąt, którego wierzchołek jest najbardziej oddalony od znalezionego boku AB, czyli trójkąt równoramienny ABG. Skoro obwód był podany i równy 20, a znaleziony bok AB ma długość sześć, więc AG = BG = 7. Znaleźliśmy trójkąt, spełniający wszystkie warunki zadania; ma on boki 6, 7 i 7.
Co Wy na to?
Daliście się przekonać?
Rozwiązanie zadania wygląda nienagannie, jest jednak jedno ale…
Trójkąt o bokach 6, 7 i 7 jest prawie równoboczny, nie może mieć zatem kąta o mierze 30 stopni…
Trójkąt ABG na rysunku powyżej spełnia wszystkie wymagania podane w zadaniu, ale nie może mieć obwodu 20! Na oko widać, że skoro AS = 6, to AG nie może być równe 7.
Hmmm. Kłopot.
Czyli jest tak, że w narysowanej wyżej rodzinie trójkątów punkt C porusza się po okręgu, ale wybraliśmy nie ten trójkąt, co trzeba. To który trzeba było wybrać?
Jaka krzywa jest zbiorem punktów C, których suma odległości od dwóch ustalonych punktów jest stała? Jaka krzywa jest obrazem równania AC + CB = 14 ?
Elipsa!

Oto i ona narysowana kolorem czerwonym - na rysunku powyżej mamy też znany nam już okrąg (niebieski). Otrzymujemy dwa punkty C spełniające warunki zadania, tu oznaczone literami E i F. Zmierzone długości odcinków AE i EB sumują się (prawie) do 14.
Ze względu na symetrię rysunku oba znalezione trójkąty, to jest trójkąt ABE i trójkąt ABF mają te same kąty, te same długości boków i te same pola. Są przystające.
Super zadanie!
Ze względu na pogodny nastrój długiego weekendu pominę wszystkie związane z tym zadaniem złośliwości i nie napiszę złego słowa o jego autorze.
29 kwietnia 2010 @ 11:19 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Wczoraj uczestniczyłem z moimi uczniami w XIII Festiwalu Nauki i Sztuki organizowanym przez wyższe uczelnie Poznania. Wybraliśmy zajęcia na Wydziale Matematyki i Informatyki. Byłem zaskoczony dużą ilością młodzieży. Spora liczba stojących na parkingu autobusów wskazywała na przyjezdnych spoza miasta. W tym roku Wydział Matematyki i Informatyki przedstawił naprawdę różnorodną ofertę wykładów. Bardzo dobrze, że zrezygnowano z przedstawiania czystej matematyki na korzyść frapujących zastosowań, pokazania technologii i opowiadania o historii. Jeden z prowadzących pokazał fragmenty swojej pracy magisterskiej o maszynie szyfrującej Enigma. Wielką rolę w “rozpracowaniu” działania tej maszyny odegrali absolwenci UAM, nawiasem mówiąc jeden z nich, Henryk Zygalski, był absolwentem szkoły, w której mam teraz zaszczyt pracować. Tak więc, zobaczyliśmy komputerową prezentację tej maszyny i dowiedzieliśmy się na jakich matematycznych podstawach opierała się zasada jej działania. Sala pękała w szwach, młodzież siedziała na schodach i na parapetach i mimo że prowadzący miał pewne problemy z płynnym przekazem, to wykład był naprawdę świetny. Podobnie zajęcia o dodawaniu i odejmowaniu wielokątów i wielościanów. Postęp technologiczny zdecydowanie ułatwił wizualizację często trudnych matematycznych problemów. Świetny pomysł z pokazywaniem, jak można dodawać inne obiekty niż liczby. Ciekawe wyniki, atrakcyjnie podane, z pewnością zachęcą niejedną osobę do dalszego studiowania tych zagadnień. O to chodzi!
Najlepsze zostawiłem na koniec. Atrakcyjnie ubrana młoda pani pokazała związki matematyki z tańcem indyjskim. Ruch piersiami (jej piersiami) po kwadracie zostanie na długo w mojej pamięci.
Ech, czy ja mógłbym pogłębić studia w tym kierunku?
21 kwietnia 2010 @ 18:01 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Zaintrygowany wynikami konkursów gimnazjalnych przeprowadziłem małe śledztwo. Jakoś nie mogę zrozumieć, dlaczego w Wielkopolsce tylko czworo uczniów zostało laureatami konkursu matematycznego. Co może być tego przyczyną: niski poziom finalistów czy za trudne zadania? Jak to wygląda w innych rejonach naszego kraju?
Im dłużej grzebałem w Internecie, tym większe było moje zdziwienie. W kuratoriach oświaty obowiązują różne regulaminy dla tych samych konkursów przedmiotowych. W rezultacie, aby zostać finalistą konkursu matematycznego, a potem ewentualnie laureatem, trzeba spełnić całkiem różne wymagania. Są takie kuratoria, gdzie finalista, który napisze finałowe zadania poniżej pewnego progu, nie dostaje tytułu finalisty. Są też i takie, gdzie regulamin z góry określa minimalną liczbę laureatów! Muszę powiedzieć, że ja tego nie rozumiem. Nasza oświata jest scentralizowana i kuratoria oświaty nie są bytami samoistnymi, tylko jednostkami ministerstwa w tak zwanym terenie. Nie rozumiem, dlaczego każde kuratorium musi mieć własny regulamin konkursu. W Wielkopolsce pod skrzydłami kuratora organizuje się 11 konkursów przedmiotowych. Pomnóżmy to przez liczbę kuratoriów i przez liczbę osób zaangażowanych w “twórczość regulaminową”… Różne regulaminy, różne pytania konkursowe, różne liczby finalistów i różne liczby laureatów.
W samym tylko konkursie matematycznym mamy dla przykładu:
86 laureatów w konkursie matematycznym organizowanym przez Kuratorium Oświaty w Katowicach,
71 laureatów w Białymstoku,
46 w Krakowie,
39 w Bydgoszczy,
25 w Warszawie,
19 w Szczecinie
i … 4 w Poznaniu.
Jednak każdy z nich ma te same przywileje: celujący z matematyki na świadectwie, zwolnienie z egzaminu gimnazjalnego w części matematyczno-przyrodniczej z maksymalną liczbą punktów i, co najważniejsze, wolny wybór oddziału w dowolnej szkole w kraju.
Coś tu jest nie w porządku…
5 kwietnia 2010 @ 13:18 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
26 marca odbył się finał wojewódzki konkursu biologicznego dla gimnazjalistów organizowanego przez Kuratorium Oświaty w Poznaniu. Kiedy rozdawano uczniom testy, okazało się, że są to te same testy, które uczniowie już raz pisali w poprzednim, rejonowym, etapie. Po dwóch godzinach dotarł na miejsce konkursu email z Kuratorium z prawidłowym testem, godzinę trwało drukowanie tego testu i finaliści konkursu mogli rozpocząć rozwiązywanie. W powstałym zamieszaniu, zapomniano zabrać uczniom telefony komórkowe i część piszących korzystała z nich w czasie trwania finału.
Pani Kurator zamieściła w Internecie następujący tekst:
Szanowni Państwo, zwracam się do Nauczycieli, Rodziców a przede wszystkim Uczniów biorących udział w Wojewódzkim Konkursie Biologicznym w Ostrowie Wielkopolskim, w dniu 26 marca 2010 roku. Ubolewam, że w wyniku pomyłki organizatorów pisanie testu rozpoczęło się z pewnym opóźnieniem. Niestety, tego typu sytuacje, choć niezwykle przykre, czasem zdarzają się przy tej skali przedsięwzięcia, jaką jest organizacja konkursów w całym województwie wielkopolskim. Za zaistniałą sytuację - przepraszam. Doskonałe wyniki konkursu wskazują, że Wszyscy zdali najważniejszy egzamin, egzamin z umiejętności radzenia sobie z przeciwnościami i nieprzewidywalnymi zdarzeniami losowymi. Dziękuję Nauczycielom, którzy tak wspaniale przygotowali swoich wychowanków, Rodzicom za wyrozumiałość i wspieranie swoich dzieci. Laureatom składam szczególne gratulacje a wszystkim uczestnikom konkursu życzę sukcesów na kolejnych życiowych egzaminach.
Kiedy piszę te słowa, na forum internetowym jest ponad 40 wpisów. Część osób zabrała głos, gdyż domaga się unieważnienia wyników tego finału z powodu -mówiąc ogólnie- naruszenia procedur. Część osób zwraca uwagę, że dzieci zostały potraktowane przedmiotowo i kiedy dorośli “debatowali” co robić, one nie zostały nawet poczęstowane herbatą. To wszystko jest jasne i w zasadzie, niestety, typowe. Nie dziwi mnie już fakt, że instytucje oświatowe nie radzą sobie z egzaminami, konkursami itp. I nie o tym chcę pisać. Mnie w tej całej sprawie interesują sprawy ogólniejsze, poruszane zresztą na forum przez niektórych Internautów. Otóż laureat tego konkursu oraz innych konkursów przedmiotowych otrzymuje maksymalną liczbę punktów w postępowaniu kwalifikacyjnym do szkół ponadgimnazjalnych, co gwarantuje mu miejsce w dowolnym, wybranym przez siebie oddziale dowolnej szkoły. W ubiegłym roku do VIII LO w Poznaniu zgłosiło się tylu laureatów, że rozważano utworzenie dla nich nowego oddziału! Oglądając regulaminy konkursów przedmiotowych, zwróciłem uwagę na to, kto może zostać laureatem konkursu i ile takich osób może być, czy też, ile ich faktycznie jest, gdyż konkursy właśnie się zakończyły lub wchodzą w etap finałowy. Otóż w regulaminach nie podano minimalnej liczby laureatów, pisząc tylko, że laureatem zostaje uczeń, który uzyska w części finałowej konkursu co najmniej 45 punktów na 50 możliwych. To dziwne, prawda? Jaki autor testu jest na tyle genialny, że wie, jak trudny test ułożył? Może więc, teoretycznie, okazać się, że finałowy test był łatwy i masa finalistów zostaje laureatami, a może, teoretycznie, okazać się tak trudny, że nikt nie będzie laureatem!
Popatrzmy na wyniki:
konkurs biologiczny (ten feralny): 109 finalistów, 34 laureatów;
konkurs chemiczny: 125 finalistów, 26 laureatów;
konkurs fizyczny: 100 finalistów, 54 laureatów;
konkurs geograficzny: 185 finalistów, 13 laureatów;
konkurs matematyczny: 124 finalistów, 4 laureatów.
Tak patrzę na te wyniki i myślę sobie, że coś tu jednak nie gra. To przecież tylko kilka konkursów, o reszcie nie chce mi się pisać.
1. Czy tych laureatów nie jest jednak zbyt dużo?
2. Czy finałowe rozgrywki nie są za łatwe, skoro aż tylu piszących uzyskuje ponad 90% punktów możliwych do zdobycia?
3. Czy to dobry pomysł, że laureaci są zwolnieni z pisania egzaminu z części matematyczno-przyrodniczej, a muszą przystąpić do części humanistycznej, która i tak o niczym nie decyduje?
4. Czy to dobrze, że taka duża liczba absolwentów gimnazjów może wybierać klasę i szkołę, w której chce się dalej uczyć?
24 marca 2010 @ 14:43 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Kilkanaście wyemitowanych fimików (wszystkie na www.interklasa.pl) daje okazję do wstępnych refleksji.
Pierwsze, co rzuca się w oczy a w zasadzie w uszy, to błędy językowe. Jakoś maniakalnie zwracam uwage na lekcjach, gdy uczeń mówi “dwa plus dwa” albo “trzy minus jeden”. Skoro mowa o działaniach dodawania i odejmowania, to powinno sie mówić przecież “dwa dodać dwa” oraz “trzy odjąć jeden”. No, chyba że plusujemy i minusujemy zamiast dodawać i odejmować
Minus może pojawić się przy okazji działania: -3 - 2. Czytamy wtedy:” minus trzy odjąć dwa”. Nie wątpię, że kiedy mam 6-7 lekcji dziennie, to i sam popełniam takie błędy, ale filmiki powinny być dopieszczone pod każdym względem.
Przy okazji przypomniałem sobie, że studenci w ankietach wskazywali (dawne to dzieje), iż jestem (byłem) maniakiem małej liczby pi. Rzeczywiście, zawsze dbałem i dbam, by małe pi było małe, tymczasem WSZYSCY piszą pi tak wielkie jak cyfra 2, zamiast pisać pi jak się pisze x. I na odwrót - licząc wyróżnik trójmianu kwadratowego, sporo osób pisze deltę o wielkości małego iksa. Niby drobiazgi, ale….
Filmik sankcjonuje jednak coś znacznie gorszego. Od jakiegoś czasu (mierząc w latach) co i rusz pojawiają się zadania typu wyznacz dziedzinę funkcji. Muszę powiedzieć, że moja walka z tymi zadaniami jest całkowicie przegrana, niestety
Takie zadania nie mają żadnego sensu! Funkcja jest zdefiniowana wtedy, kiedy podano jej wzór i podano dziedzinę tej funkcji. Nie można zostawić samego wzoru i pytać o dziedzinę, tak jak nie można zostawić dziedziny i pytać o wzór! Zresztą… spróbujmy!
Oto przykładowe zadanie: Podaj wzór funkcji, ktorej dziedziną jest przedział (0,4).
Ha, ha, ha - wesołe, prawda? :-)
Dlaczego nie można zadania sformulować na przykład tak: Wyznacz maksymalny podzbiór zbioru liczb rzeczywistych, dla którego wyrażenie (2x-1)/(x-3) ma sens.
To szerszy, niestety, problem, z którym mamy do czynienia na lekcjach matematyki. Otóż Królowa Nauk stała się zestawem algorytmów. Nie ma czasu na analizę zadania, na omawianie różnych przypadków, na czekanie, aż uczeń sam poda rozwiązanie. Sami je podamy, zrobimy to lepiej od ucznia, a przy okazji zaoszczędzimy masę cennego czasu. Pracę w grupach zostawiamy na hospitacje albo inne szczególne okazje. Lekcje zamieniają sie w wykład o tym, jak rozwiązać dany problem. Filmiki z Interklasy świetnie to pokazują. Część algorytmów tak się zakorzenila w świadomości nauczycieli, że każda próba innego rozwiązania danego zadania traktowana jest jak błąd. Myślę tutaj o zadaniach z mojej ulubionej geometrii analitycznej. Kiedyś jeden z moich uczniów widząc, ile czasu zajmie rozwiązanie danego zadania, w którym trzeba było znaleźć współrzędne pewnego punktu, a jednocześnie punkt ten było “widać” jak na dłoni, zapytał, dlaczego nie można wykorzystać geometrii kartki papieru w kratkę… No właśnie, dlaczego nie można napisać, co widać na kratkowanym papierze, tylko trzeba liczyć i liczyć i liczyć… A przecież odległości między punktami kratowymi są doskonale znane!
Wróćmy jeszcze do filmików. W sumie dobrze, że są. Oglądamy je z uczniami na lekcjach. Akurat w klasach drugich omawiamy temat o wielokątach wpisanych w okrąg / opisanych na okręgu. Jest filmik i o tym. Pani ładnie opowiada o czworokącie opisanym na okręgu, po czym stwierdza, że “omawianą własność czworokąta można uogólnić na sześciokąt”. Pokazuję ten filmik na lekcji w klasie (bardzo) humanistycznej i ku mojemu szczęściu jedna z uczennic zadaje mi pytanie, a co to za uogólnienie? Pięknie! To przecież żadne uogólnienie. Gdyby pani występująca w filmiku powiedziała, że można pokazać podobną własność dla wielokątów o parzystej liczbie boków….
Natomiast bardzo podoba mi się filmik o procentach. Procenty plus statystyka = pole minowe i trzeba bardzo uważać, aby nie wyciągać fałszywych wniosków z zebranych danych. Bardzo fajny filmik dla uczniów klas humanistycznych.
16 marca 2010 @ 13:49 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Środki masowego przekazu (rażenia) nie informują inaczej o zbliżającym się egzaminie maturalnym z matematyki jak tylko kreując atmosferę stresu i nadciągającego kataklizmu. Przyjrzyjmy się tej psychozie z kilku stron.
Nawet, jeżeli założymy, że egzaminu nie zda procentowo więcej zdających niż w latach ubiegłych, to i tak doświadczenia lat minionych pokazują, że egzamin z matematyki na obu poziomach jest egzaminem łatwiejszym od egzaminu z języka polskiego (zob.: blog). Czy ktokolwiek zadał sobie trud i porównał procentowe wskaźniki zdających/oblewających taki masowy egzamin w krajach Unii Europejskiej? Przecież wiadomo, że każdy egzamin musi oblać jakiś tam procent zdających (choć niektóre uczelnie prywatne walcząc o przyszłych studentów czasem zapominają o tym podstawowym warunku).
Układający egzamin zdają sobie świetnie sprawę z tego, że nie mogą przeszarżować z trudnością zadań na poziomie podstawowym. Nie tylko moim zdaniem rozwiązanie zadań zamkniętych powinno już zapewnić większości zdającym przekroczenie progu zdawalności tego egzaminu. Wszystkie dotychczasowe próbne egzaminy pokazują dobitnie, że te zadania są dziecinnie proste i nawet średniej klasy uczeń gimnazjum rozwiąże je bez kłopotu.
Nauczyciele i uczniowie na pytania dziennikarzy o to, jak przebiegają przygotowania do matury, odpowiadają mniej więcej tak jak Michał (zob. Matematyczna panika maturalna): “Na okrągło tłuczemy testy.” W zasadzie można się zapytać, o co tu chodzi? Czy naprawdę nie szkoda czasu i pieniędzy (Poznań przeznaczył na dodatkowe lekcje ponad półtora miliona złotych) na tłuczenie schematów? Przecież i tak, jak wynika z międzynarodowych badań, jesteśmy mistrzami schematów! Czy uczeń, który wybrał klasę humanistyczną wiedział, że będzie miał obowiązkowo 5 godzin matematyki w tygodniu? Ja mialem tyle będąc uczniem klasy matematyczno-fizycznej! Czy czasami ta medialna psychoza nie udzieliła się dyrekcjom szkół? Jakie ma znaczenie dla wybierającego się na studia humanistyczne, dla którego wynik egzaminu z matematyki jest całkiem zero-jedynkowy, czyli zdał - nie zdał, ile zdobył punktów? Czy tłukąc zadania uczeń staje się lepszy, mądrzejszy, lepiej przygotowany do studiowania? Czyż nie wybrał klasy humanistycznej z całkiem innych motywacji?
Psychoza strachu przed egzaminem nakręca spiralę korepetycji. Udzielaniem prywatnych lekcji zajmuje się każdy, kto ma na to ochotę, niezależnie od posiadanych kwalifikacji. A skoro jest tak wielki popyt, to i za korepetycje biorą się ludzie, którzy nie mają zielonego pojęcia o nauczaniu.
Pozostaje mieć nadzieję, że z czasem egzamin z matematyki będzie normalnością. Po latach dzisiejsi egzaminowani będą tą całą hucpę wspominali ze śmiechem. Straconego czasu nikt im jednak nie wróci.
1 marca 2010 @ 18:08 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Ponad 100 studentów II roku pielęgniarstwa na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie musi po raz trzeci pisać egzamin z farmakologii, ponieważ egzaminatorka unieważniła wyniki egzaminu poprawkowego. Powód? Wszyscy zdali. Pani profesor zarówno na pierwszym egzaminie, jak i na poprawkowym co roku daje te same pytania. Tak było też i tym razem. Pani profesor pojawiła się w dzisiejszym Teleexpresie, gdzie wyjaśniła, iż studenci musieli skądś wziąć te pytania i wcześniej przygotować odpowiedzi. Przeczytałem na lubelskim forum, że w czasie spotkania z dziekanem przedstawicielka żaków doszła z egzaminatorką do porozumienia i zgodziła się na unieważnienie wyników i wyznaczenie kolejnego terminu egzaminu poprawkowego. Dodatkowo, żacy mają przed samym egzaminem dostarczyć pani profesor dokument*, pod którym podpiszą się wszyscy i tym samym zgodzą się na anulowanie wyników spornego egzaminu.
Muszę powiedzieć, że mimo iż pracowałem 17 lat na wyższej uczelni, to te wieści z Lublina mnie zdumiały.
1. Nikogo na ściąganiu nie złapano, mimo iż na sali przebywała ekipa pilnująca studentów.
2. W naszym kraju obowiązuje domniemanie niewinności, to znaczy należy udowodnić, że ktoś popełnił przestępstwo.
3. Przedstawicielka studentów poległa na całej linii i zgodziła się na wszystkie warunki egzaminatora.
4. Pani profesor od lat używa na egzaminie tego samego zestawu pytań. Dla mnie jest jasne, że znajomość tych zagadnień wśród braci studenckiej jest wysoka.
5. Pani profesor nie przemęcza się w pracy dydaktycznej, serwując stale te same zagadnienia.
W jakim cywilizowanym kraju taka postawa pracownika wyższej uczelni nie spotkałaby się z reakcją władz? Jak to możliwe, że toleruje się takie zachowanie pani profesor? Jak to możliwe, że studenci biernie akceptują skandaliczne dla nich postanowienia? I czy można się dziwić, że nasze uczelnie pętają się w ogonie rankingów uczelni europejskich mając taką kadrę naukowo-dydaktyczną?
*moim zdaniem ten dokument może wyglądać tak:
My niżej podpisani studenci II roku Pielęgniarstwa serdecznie przepraszamy Panią profesor, iż zdaliśmy w komplecie egzamin poprawkowy. Naszą postawą doprowadziliśmy Panią do niepotrzebnych nerwów, a przecież powszechnie wiadomo, iż nic tak nie uspokaja egzaminatora, jak oblanie co najmniej połowy zdających. Dodatkowo, mimo iż pilnowano nas solidnie, nikt nie wpadł na ściąganiu. Słusznie wydało się to Pani podejrzane, gdyż serwując co sesję ten sam zestaw pytań, nie sposób wyobrazić sobie studenta bez gotowca czy choćby skromnej ściągi. W tej sytuacji zgadzamy się unieważnić tę farsę i przybyć na kolejny egzamin w dowolnym ustalonym przez Panią terminie. Gdyby Pani postanowiła po raz kolejny dać nam ten sam zestaw pytań, to spieszymy z informacją, że po ostatniej balandze w pubie “Medyk” całkiem zapomnieliśmy 99% pytań, a to, co pamiętamy, wystarczy do oblania co drugiego z nas. Serdecznie pozdrawiamy.
19 lutego 2010 @ 16:48 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
W Poznaniu rozpoczynają się Targi Edukacyjne. To świetna okazja przede wszystkim dla gimnazjalnych trzecioklasistów do poznania oferty szkół ponadgimnazjalnych. Moje wieloletnie doświadczenia z uczestnictwa na targach w charakterze dyżurującego ciała pedagogicznego pokazują, że większość młodych ludzi przybyłych na Targi spaceruje sobie w tłumie rówieśników i rzuca okiem to na jedno to na drugie stoisko, czasem weźmie jakąś ulotkę, ale już rzadko porozmawia z nauczycielami czy uczniami danej szkoły o profilach, o klasach, o ofercie danych szkół. A szkoda. Oczywiście rozumiem, że tłum rówieśników nieco onieśmiela i masa stanowisk tworzy groch z kapustą, ale gdzie jeśli nie tu trzeba dokonać wstępnej selekcji szkół? Dalszym etapem są już tylko drzwi otwarte w szkołach, ale tu (kwiecień) trzeba już być w zasadzie zdecydowanym i mieć na horyzoncie te 2-3 szkoły.
W Poznaniu nadal obowiązuje elektroniczny system naboru do szkół ponadgimnazjalnych. Uczeń wybiera trzy szkoły, w szkołach interesujące go oddziały i czeka na losowanie. Zawsze mówię, że powinno się wybrać szkołę swoich marzeń jako pierwszy wybór, szkołę realną jako drugi i szkołę, gdzie stosunkowo łatwo się dostać, na wypadek, gdyby wyniki egzaminów gimnazjalnych okazały się poniżej oczekiwań. Tymczasem wielu uczniów wypełnia stosowny kwestionariusz w odwrotnej kolejności, czyli zaznacza szkołę, do której łatwiej się dostać jako pierwszy wybór! Kiedy we wrześniu pytam “pierwszaków” czy wychowawcy klas trzecich w gimnazjach pomagali wypełniać ten kwestionariusz i informowali o taktyce naboru elektronicznego, to często uczniowie mówią, że nikt im nie pomagał. To smutne.
Zupełnie niesamowitym manewrem uczniów jest wybór wszystkich oddziałów w danej szkole bez względu na ich specyfikę. Rozumowanie jest tu proste ale zabójcze: chcę iść do szkoły N za wszelką cenę, bo tam idą moi koledzy/koleżanki, bo tam mam kolegów/koleżanki itp. W rezultacie, kiedy szkoła wywiesza listę przyjętych uczniów, słyszałem okrzyki: raaany, jestem w mat-fizie! Widziałem już takie listy oddziałów, gdzie obok uczniów, dla których dany oddział jest pierwszym wyborem, są też tacy, dla których to wybór dziesiąty! Co to za klasa powstanie?
Dlatego, droga młodzieży, zapraszam wszystkich na Targi. Przyjdźcie, oglądajcie, pytajcie, dowiadujcie się, bądźcie aktywni. To ważny okres z Waszym życiu!
Zapraszam na stoisko 85 w sobotę, od 16:00 do 18:00. Porozmawiamy…
« wstecz ·
dalejh »