13 lipca 2011 @ 08:07 · Kategoria Piotr Tomczak
Tym razem za temat zabrał się Tygodnik Powszechny. Kilka razy miałem przyjemność przeglądać to pismo i mam z tych chwil raczej pozytywne wspomnienia choć nie zaliczam się do stałych czytelników. Artykuł o maturze wygląda dość przyzwoicie. Irytować mogą niektóre wypowiedzi ekspertów ale to nie wina redakcji.
„Z podobną jednomyślnością oceniana jest dziś odtrąbiona przez część mediów „maturalna klęska”. – O porażce moglibyśmy mówić, gdyby nie zdał nikt, albo gdyby zdali wszyscy. To by oznaczało, że matura nic nie znaczy – komentuje prof. Michał Federowicz, dyrektor Instytutu Badań Edukacyjnych”.
„– Obliczanie „w głowie” to nic innego jak przeprowadzanie analizy, tymczasem w polskiej szkole jej się po prostu nie uczy – komentuje prof. Turski. – Uczniowie potrafią podstawić wzór, a co lepsi nawet dokonać prawidłowego obliczenia, ale gdy trzeba napisać rozwiązanie sprowadzające się do krótkiego eseju, zaczyna się klęska. Programy nauczania, od podstawówki począwszy, nie uczą dzieci mierzenia się z problemami, ale udzielania odpowiedzi. […]– Tym bardziej że mamy prawdziwe powody do rozpaczy: doprowadziliśmy naszą edukację matematyczną do zapaści. Ta zapaść to według naukowca między innymi pokłosie decyzji z 1983 r. o wycofaniu matematyki z kanonu przedmiotów obowiązkowych. – Powiedzmy sobie otwarcie: w Polsce podjęto wtedy polityczną decyzję, by naród nie umiał matematyki.”
To zdanie chyba najbardziej mnie zbulwersowało. Kiedyś ludzie byli piękni, zdrowi i bogaci a teraz…. Coś mi się wydaje że od 1983 r. edukacja matematyczna w naszym kraju przeszła mała rewolucję. Zmiany były szczególnie widoczne po roku 1990. Ogromny napływ nowej wiedzy z innych krajów, lawinowy wzrost kontaktów między nauczycielami, nowe źródła wiedzy (Internet) chyba nie pozostały bez wpływu na kompetencje nauczycieli. Oczywiście nie jest idealnie ale bądźmy realistami. Wydaje mi się że Pan prof. Turski z roku 1983 wybiera tylko mały procent najlepszych szkół a z obecnej rzeczywistości tą gorszą część. Wnioski z takiego porównania nie mogą dziwić.
„– 10-20 lat temu przychodzący do liceum uczniowie byli sprawniejsi rachunkowo i lepiej rozumowali – mówi Henryk Pawłowski z toruńskiego IV LO. – Teraz 90 proc. uczniów z mojej klasy matematycznej na pierwszej lekcji nie wie, co to jest dowód matematyczny!”
„– Proszę napisać, że w Polsce mamy też wielu fantastycznych nauczycieli matematyki – zaznacza prof. Turski. – Uczą nowatorsko, łączą matematykę z życiem, potrafią robić na lekcjach cuda. Co do pozostałych, nie trzeba narzekać, ale zastanowić się, jak zmienić system szkolenia nauczycieli.”
Pełny tekst: Onet.pl Nieskończenie wiele zer
12 lipca 2011 @ 11:11 · Kategoria Piotr Tomczak
Wczoraj robiłem zakupy w hipermarkecie. Jednym z rozwiązań która budzą mój szacunek jest „szybka kasa”, na ogół do 10 produktów. Nad taką kasą widnieje wyraźny napis, ostatnio zauważyłem także dodatkową informację bezpośrednio na taśmie. Nic nie pomaga, co jakiś czas widzę kogoś kto najwyraźniej nie umie liczyć i wykłada produkty w ilości znacznie większej niż 10 szt. Czasami kasjerka zwraca uwagę ale nie zawsze. Jak widać zdolność liczenia do 10 nie jest w naszym społeczeństwie w 100% powszechna. Aczkolwiek istnieje jeszcze jedno wyjaśnienie. Może ta osoba umie dobrze liczyć ale nie umie czytać? W takiej sytuacji informacja „nie więcej niż 10 produktów” może być trudna do rozszyfrowania. Proponuję zamiast tego wprowadzić oznaczenie „≤10”. Jeżeli już pojawia się liczba 10, to musimy przyjąć, że czytelnik zna podstawy matematyki. W tej sytuacji można założyć, że zetknął się także ze znakiem “≤”. 
7 lipca 2011 @ 07:39 · Kategoria Piotr Tomczak
Mój kolega „po fachu” Pan Dariusz Chętkowski, wypowiedział się na swoim blogu o maturze. Niestety jego stanowisko trochę różni się od mojego. Może dlatego że jest polonistą, ma większe zdolności empatyczne a ja jak wiadomo nie ufam polonistom. Może.
„Mirosław Sawicki, wicedyrektor CKE, zwalił winę na uczniów. Matura poszła źle, ponieważ „ten rocznik jest po prostu słaby”. Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz próbuje się wmówić społeczeństwu, że zawiniła młodzież. Pamiętam, jak w latach 90. usprawiedliwiano słabe wyniki na maturze tym, że do egzaminu przystąpiło pokolenie Czernobyla.
Wiosną 1986 roku pokolenie to chodziło do przedszkola lub do szkoły podstawowej, więc w czasie katastrofy elektrowni jądrowej bawiło się w ogródkach albo grało w piłkę na boisku. Starszym skażenie nie zaszkodziło, ponieważ siedzieli na piwie, a piwo – jak dobrze wiemy – neutralizuje każde świństwo”

Pełny tekst, Polittyka, BelferBlog
6 lipca 2011 @ 09:52 · Kategoria Piotr Tomczak
Wczoraj pisałem o 21% maturzystów którzy nie zdali matury z matematyki. Przyjrzyjmy się jeszcze jak z tym problemem radzą sobie koledzy poloniści. Ten egzamin też musieli pisać wszyscy zatem jest to dobry punkt odniesienia.
Maturę z języka polskiego na poziomie podstawowym zdało w tym roku 96% maturzystów. Super, rewelacja. Pozostałe 4% to pewnie zakochani którzy nie mogli się skupić. Proponuję wzorem matury „Giertychowskiej” wprowadzić maturę „zaokrągleniową”. Jeżeli dany egzamin zdaje pozytywnie więcej niż 95% uczniów to uznajemy że wszyscy go zaliczyli.
Trochę bardziej precyzyjne dane mamy z ubiegłego roku. Zobaczmy jak dokładnie wyglądała zdawalność języka polskiego.

Krzywa Litości układa się bardzo ładnie, zgodnie z moją ulubioną krzywą Gaussa. Z jednym mały wyjątkiem przy progu zdawalności. Ale może poloniści są dobrymi fizykami i potrafią zaginać czasoprzestrzeń.
Drogie koleżanki i koledzy omijający matematykę szerokim łukiem, tak mniej więcej wygląda krzywa nieciągła, którą my nie wiadomo po co często badamy a wy stosujecie ją w praktyce 
5 lipca 2011 @ 15:45 · Kategoria Piotr Tomczak
21% maturzystów nie zdało matury z matematyki, 25% nie zdało całego egzaminu. Tragedia narodowa, rząd do dymisji a najlepiej wprowadźmy stan wyjątkowy. Przypomina mi się znany przekręt psychologów z pytaniem czy szklanka wypełniona w 50% wodą jest w połowie pusta czy w połowie pełna? Nie jest ani pusta ani pełna, jest dokładnie w połowie wypełniona wodą a w połowie pusta i ten stan nie ulegnie zmianie bez względu na to jak opiszemy tą sytuację.
Po co nam matura? To trochę kosztowna zabawa, wydruk arkuszy, wynagrodzenie dla egzaminatorów i urzędników z CKE itd. Chyba nie robimy tego dla przyjemności, a jeżeli tak to pytanie czyjej? Jednolity egzamin maturalny jest bardzo pomocny w organizacji rekrutacji na studia. Szczególnie w sytuacji upowszechnienia szkolnictwa wyższego. Ale żeby to miało sens, musimy wiedzieć kto jest najlepszy i powinien studiować na najlepszych kierunkach, kto ma przeciętne umiejętności, a kto powinien zakończyć edukację na etapie matury. To jest właśnie te 20-25% maturzystów, którym życzymy wszystkiego najlepszego ale których musimy uświadomić że nie mają wystarczających kompetencji do studiowania. Gdyby wszyscy zdali maturę byłoby to trochę trudne…
Egzamin maturalny 2011 z punktu widzenia szarego obywatela uznaję za udany.
2 lipca 2011 @ 17:38 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Dzisiaj (2 VII 2011) w Ciechocinku odbył się pogrzeb Marii Fryski.
Marię poznałem, kiedy trafiłem do Niej na praktyki studenckie w szkole podstawowej. Pamiętam, że miałem poprowadzić swoją pierwszą w życiu lekcję matematyki. Wybraliśmy temat o liczbach niewymiernych w klasie szóstej. Już na początku lekcji, po pierwszych moich słowach, Maria, siedząc na końcu klasy, zaczęła się niespokojnie wiercić na krześle. Niedobrze - pomyślałem. W końcu Maria zaczęła machać ręką. Podszedłem do Niej, a Maria mówi: słuchaj, te dzieciaki nie wiedzą, co to są liczby wymierne… pomyliliśmy kolejność tematów… A z jakim entuzjazmem dzieciaki biegały do tablicy, żeby napisać liczbę, która ma rozwinięcie dziesiętne nieskończone i nieokresowe!
W 1993 roku trafiłem do zespołu szkół, w którym pracowała Maria. Już wtedy szkoła dysponowała zestawem kalkulatorów graficznych, które Ona pomogła zakupić i tak rozpoczęła się moja przygoda z ZIBI/CASIO. Warto pamiętać, że Maria organizowała przez lata konferencje i szkolenia z obsługi i zastosowania kalkulatorów graficznych i tym sposobem przeszkoliła całą armię nauczycieli.
Idziesz przez życie i spotykasz różnych ludzi, którzy mają mniejszy lub większy wpływ na Twoją drogę. Maria jest jedną z tych osób, o których mogę śmiało powiedzieć, że miała decydujący wpływ na tę drogę i jestem wdzięczny losowi za nasze spotkanie.
30 czerwca 2011 @ 20:00 · Kategoria Piotr Tomczak
Dziś Janina Duda, którą mam przyjemność znać od kliku lat, obroniła na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie, pracę doktorską dotyczącą stosowania kalkulatorów graficznych w nauczaniu matematyki. Jest to już trzecia tego typu praca w naszym kraju, ale pierwsza dotycząca pracy z uczniem zdolnym i co mnie najbardziej cieszy, pierwsza w której badania były wykonywane a sprzęcie Casio.
Słuchałem dziś z dużą przyjemnością tej obrony a szczególnie podsumowania wygłoszonego przez doktorantkę. Zakres badań i ich analiza budziły duży szacunek. Pojawiały się głosy, że materiał jest bardzo dobrym punktem wyjścia do wielu innych badań. Nie jestem pracownikiem naukowym, zapewne nie umiem profesjonalnie ocenić tego rodzaju pracy, w tej sytuacji bardzo się cieszę że moje odczucia były zbieżne z głosami fachowców jakie pojawiały się w czasie dyskusji i prezentacji recenzji.
Muszę jednak powiedzieć, że wnioski nie były dla mnie zaskakujące. Kalkulator graficzny w bardzo dużym stopniu wpiera matematyczną twórczość zdolnego ucznia. Daje mu możliwość przeprowadzania skomplikowanych eksperymentów, obserwowania zależności, formułowania wniosków i pomaga w ich dowodzeniu. Zajmuję się tym sprzętem od 7 lat. Znam jego możliwości, prowadziłem lekcje z uczniami i szkolenia dla nauczycieli. Wiem od dawna że to wszystko prawda, widziałem to na własne oczy. Szkoda że czasami potrzebna jest kilkusetstronicowa praca doktorska aby kogoś przekonać o zaletach stosowania technologii informacyjnej w nauczaniu.
Na koniec kilka faktów technicznych. W badaniach Jasi jednym z problemów było rejestrowanie pracy ucznia. Papierowe notatki czy rejestracja rozmowy na dyktafonie rozwiązywały tylko częściowo ten problem. Aby móc zapisywać efekty pracy na kalkulatorze, przygotowaliśmy program, dzięki któremu możliwe było wykonywanie co jakiś czas zrzutów ekranów. Jednak dużo lepsze rezultaty dało zastosowanie programu Casio FX-9860 Manager. Jest to komputerowy emulator kalkulatora. Posiada on funkcję KeyLog która daje możliwość rejestracji każdego klawisza jaki zostanie przyciśnięty przez użytkownika a następnie odtworzenie całego procesu.


28 czerwca 2011 @ 10:34 · Kategoria Piotr Tomczak
Według gazety wyborczej w województwie łódzkim unieważniono prawie 300 matur w tym aż 230 z matematyki. Powodem było niesamodzielne pisanie prac. Koronnym dowodem są identyczne błędy w różnych pracach. Rok temu takich matur z matematyki było 163.
Jestem zdecydowanym przeciwnikiem ściągania. Likwidacja tego niechlubnego zwyczaju w naszym kraju na pewno wpłynie pozytywnie na efekty kształcenia a w pierwszej kolejności skorzystają z tego najlepsi uczniowie, którzy teraz tracą na nieuczciwej konkurencji z kombinatorami. Jednak zawsze w takiej sytuacji pytam: a co z prawem?
Istnieje coś takiego jak domniemanie niewinności i jest to równie ważne w funkcjonowaniu społeczeństwa jak wykształcenie matematyczne. Należy udowodnić winę a nie niewinność. Czy fakt pojawienia się tego samego błędu w dwóch różnych pracach jest wystarczający do stwierdzenia winy? Zacznijmy od tego, że taki błąd może być przypadkowy, uczniowie rozwiązują to samo zadanie. Jeżeli są z tej samej szkoły to jest bardziej prawdopodobne, że mają podobne zaległości. Jeżeli nawet założymy, że doszło do kontaktu miedzy zdającymi, to nie oznacza to automatycznie winy dwóch osób. Uczeń B mógł podejrzeć pracę ucznia A bez jego wiedzy. Musztarda po obiedzie, na podstawie samych arkuszy raczej nie jesteśmy w stanie odtworzyć co tak naprawdę się wydarzyło.
Jeżeli doszło do kradzieży, a następnie kamera zarejestrowała dwie osoby wychodzące kolejno z tego pomieszczenia, co oznacza że jedna z nich na pewno jest przestępcą, to jest to wystarczające do skazania każdej z nich? Chyba nie. Myślę że w USA to żaden sąd nie zaakceptował by takiego unieważniania matur i byłoby to pole do popisu dla nie jednego młodego prawnika.
Źródło: wyborcza.pl
27 czerwca 2011 @ 12:07 · Kategoria Piotr Tomczak
W ubiegłym tygodniu brałem udział w konferencji “Wirtualny Uniwersytet”. To już XI spotkanie, aczkolwiek ja byłem tu po raz pierwszy. Dwa szczegóły zwróciły moją uwagę.
Martwe prezentacje. Zadziwiająco duża część wykładowców, przygotowała swoje wystąpienia jedynie w oparciu o prezentacje na których był tylko i wyłącznie tekst. Stara, dobra, akademicka praktyka… Wykład ma wyjątkowo niską skuteczność edukacyjną, to tzw. oczywista oczywistość, ale wykład dotyczący nowych technologii gdzie wykładowca używa komputera i projektora jedynie do wygenerowanie gigantycznej „kartki papieru” to chyba jakaś pomyłka. Nie mogę zrozumieć dlaczego w takiej sytuacji nie otwiera się po prostu przeglądarki aby pokazać jak w praktyce działa określony system e-lerningowy lub aplikacja. To chyba nic trudnego? Ja miałem dwa wystąpienia. Pierwsze dotyczyło konkursu filmowego. Zrobiłem małe wprowadzenie a później po prostu pokazałem kilka ciekawszych filmów. Na drugim wystąpieniu pokazywałem nasze oprogramowanie Casio ClassPad Manager na tablicy interaktywnej. To było trochę bardziej skomplikowane, musiałem we własnym zakresie zorganizować sobie tablicę. Ale udało się, uruchomiłem program i pokazałem jak się na tym pracuje. Dla chcącego nic trudnego.
Ostatniego dnia konferencji, na jednym z wykładów pojawiła się mała dyskusja w związku z prognozami wzrostu ilości studentów na uczelniach wyższych w najbliższe przyszłości (dane ogólnoświatowe). Pytanie „co z jakością” w ustach akademickiego profesora, zazwyczaj oznacza początek wykładu o coraz niższych (delikatnie mówiąc) kompetencjach studentów rozpoczynających naukę. Ta dyskusja zaczyna działać na mnie jak przysłowiowa płachta na byka. Czy nasza młodzież idąca na studia jest dziś gorzej wykształcona niż 30 lat temu? Chyba nie, ale dotyczy to cały czas grupy 5-7% najlepszych. Oprócz nich, pojawiła się całkiem spora grupa dość przeciętnej młodzieży, która kiedyś nie studiował a teraz chce się dalej kształcić. Z oczywistych powodów średni poziom jest niższy, ale to tylko średnia.
W tej sytuacji nie jest możliwe utrzymanie cały czas tego samego, wysokiego poziomu kształcenia. Rozwiązaniem byłoby zwiększenie efektywności kształcenia, wprowadzenie nowych, lepszych metod nauczania, ale to pytanie do wykładowców czy mogę lepiej uczyć, czy są w stanie pracować ze słabszymi studentami?
Nauczyciele od lat wiedzą co to jest trudny uczeń i że trzeba z nim inaczej postępować. Uczelnie wyższe chyba dopiero zaczynają się z tym oswajać. Ogromne zaległości w wiedzy, brak motywacji? Codzienność szkolna a teraz także akademicka. Obowiązek szkolny nie pozawala pozbyć się takiego ucznia, niestety uczelnia jest w trochę podobnej sytuacji.
Maturzysta idący na studia przynosi ze sobą świadectwo maturalne, które dość jasno określa jakie są jego umiejętności. Uczelnia która go przyjmuje, jest tego świadoma a jednocześnie zawiera z nim pewną umowę, on chce się kształcić (lub społeczeństwo chce by się kształcił) a ona deklaruje że go wykształci w zamian za co otrzymuje środki z budżetu państwa lub bezpośrednio z kieszeni studenta, proste. Nikt mi nie wmówi, że wykładowca idący na zajęcia ze studentami nie zdaje sobie sprawy z kim będzie pracował. A jeśli tak jest, to najwyraźniej nie przygotował się do swoich zajęć.
Gdyby uczelnie odrzuciły tych słabszych studentów, to automatycznie należałoby uznać, że być może nie potrzeba ich aż tak dużo. Może zamiast 10 profesorów wystarczyłoby nam 3? Chyba jednak dużo lepszym rozwiązaniem będzie zweryfikowanie metod nauczania. Jeżeli w szkole jest to możliwe to na uczelni może też się uda, szczególnie dziś gdy mamy do dyspozycji technologię.
Nie wszyscy będą specjalistami najwyższej próby. Będą najlepsi, przeciętni i słabi. Ale to chyba nic nowego. Jeżeli dyplomy różnych uczelni będą miały różną wartość dla pracodawców a każdy rocznik będzie miał swój ranking, to wszyscy powinni być zadowoleni. Społeczeństwo które chce dłużej kształcić, studenci którzy mimo wszystko będą zdobywali wyższe umiejętności i wykładowcy którzy będą mieli pracę.
24 czerwca 2011 @ 20:57 · Kategoria Krzysztof Nowakowski
Na zakończenie roku szkolnego wielu wychowawców kupuje swoim uczniom książki. Z pewnością kupowano też książkę Christopha Drossera “Matematyka daj się uwieść!” wydaną nakładem Wydawnictwa Naukowego PWN.
Muszę powiedzieć, że tak beznadziejnej książki dawno nie czytałem.
Na stronie pierwszej czytamy, iż “reprodukowanie, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych w całości lub części tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich”. Wolne żarty. Pozwolę sobie w tym miejscu nie tylko reprodukować…
Popatrzmy na następujący akapit.

W ogóle nieważne, o co tutaj chodzi autorowi. Umieszczanie tego typu informacji jest niebywałym skandalem! Tłumacz, pan Grzegosz Kowalski, miał widać wyrzuty sumienia, skoro dopisał, że “liczby w takiej właśnie formie, trudnej chyba do zaakceptowania przez Polaków” znalazły się w jakimś tam opracowaniu. A pan Kowalski jest Polakiem?
Na stronie internetowej księgarni PWN pojawiły się komentarze, a wśród nich taki:
“Przytoczona na stronie 17 tabelka gdzie polscy cywile zamordowani w czasie II wojny światowej są umieszczeni po stronie wrogów aliantów (razem z Niemcami) pomimo przypisu tłumacza dyskwalifikuje cały wywód logiczny Drossera i poddaje w watpliwość rzetelność całej książki. Biorąc fałsz za argument w wywodzie mającym udowodnić jakąś tezę Autor podcina gałąź na której siedzi, przeczy logice. Jeśli przypis jest tłumacza to znaczy, że w oryginale takiego wyjasnienia może nie być, a więc autor upowszechnia nieprawdę a polskie wydawnictwo mu za to płaci. Nakład powinien być wycofany z księgarni.”
A oto wyjaśnienia od wydawnictwa:
“Szanowni Państwo, Pragniemy poinformować, że ze względu na błąd na stronie 17 podjęliśmy decyzję o usunięciu kontrowersyjnej tabeli z tej strony i wprowadzeniu na rynek zmienionego wydania, które zastąpi dotychczasowy nakład. Należy zauważyć, że przedmiotem tej książki nie jest historia, a matematyka. Błędne zestawienie budzące kontrowersje jest tylko cytatem, na podstawie którego autor chciał zilustrować zupełnie inne zjawisko i problem. Warto dodać, że autor nie jest historykiem i podając dane, skorzystał z prawa cytatu, niestety nie sprawdzając wiarygodności źródła. Możemy zapewnić, że ani ze strony autora, ani ze strony Wydawnictwa nie było złej woli ani chęci urażenia kogokolwiek bądź wprowadzenia w błąd. Redakcja i tłumacz podjęli decyzję o opatrzeniu tekstu przypisem, w którym zaznaczono, że informacje zawarte w zestawieniu są nieprawdziwe i budzą sprzeciw. Jest nam szalenie przykro i zapewniamy, że dołożymy wszelkich starań, aby w przyszłości nie dopuścić do tak fatalnych błędów.”
Oczywiście, że ten błąd dyskwalifikuje całą książkę. Co więcej, pozostałe rozdziały tej książki są również mniej lub bardziej kontrowersyjne. Rzucane tu i ówdzie zadania pozostają bez rozwiązania. Silenie się na dowcip budzi niesmak. Na przykład: “Pominięcie l w tym równaniu jest zresztą typowym niechlujstwem, na który matematycy często sobie pozwalają”.
Wydaje się, że renomowane wydawnictwo winno wycofać nakład oraz zwrócić nabywcom poniesione koszta zakupu tej książki.
Przykład rozwiązanego zadania. ”Na samy skraju stołu kładziemy kamień domino. Następnie kładziemy na nim drugi kamień i następne, tworząc schodki z domino, które wychylają się poza blat stołu. Jak daleko mogą wystawać takie schodki, zanim spadną?” Bardzo ciekawy problem. A oto rozwiązanie: “Wychylenie poza blat stołu i liczba ulożonych kostek domina zależą od wielkości schodka.” Niesssamowite!!!
Na okładce książki czytamy “matematyka jest nie tylko podstawą całej naszej cywilizacji technicznej, ale też kamieniem węgielnym sztuki, no i wspaniałą rozrywką.
Naprawdę, gratuluję PWN poczucia humoru.
« wstecz ·
dalejh »