inicio mail me! sindicaci;ón

Siłaczki

Wypalony, zagrożony zawałem, dorabiający na boku i bardziej zadowolony od innych – polski nauczyciel. W najnowszym wydaniu Tygodnika Powszechnego, znajduje się ciekawy artykuł o polskich nauczycielach, poparty różnymi badaniami statystycznymi. Okazuje się że nasz belfer, to zwykle kobieta (80,6%), 41-letnia, mieszkająca w mieście lub małym miasteczku z mężem i dwójką dzieci. Najczęściej pochodzi z takiego miasta lub wsi, z rodziny chłopskiej lub robotniczej. Ma wyższe wykształcenie i chętnie się dokształca. Kolejne dane są już bardziej mroczne. 40% nauczycieli konsultowało się z psychiatrą, 47% miało objawy nerwicy a 13% zamierzało popełnić samobójstwo. Nauczyciele są też na trzecim miejscu pod względem zapadalności na choroby serca i układu krążenia, zaraz po kierowcach autobusów i pilotach.
Dlaczego tak się dzieje, wyjaśnienie psychologów jest następujące: nauczyciel w ciągu jednej godziny musi podejmować do 200 decyzji i średnio 15 razy łagodzić konflikty wychowawcze. Pięć godzin lekcyjnych, to siedemdziesiąt interwencji w sytuacjach konfliktowych i tysiąc podjętych decyzji…
Pewnie nie można tego nazwać pocieszeniem, ale okazuje się że nauczyciele z innych krajów są w bardzo podobnej sytuacji.
Dlaczego zatem ta grupa zawodowa jest tak bardzo zadowolona ze swojej pracy? Najbardziej jest to widoczne u nauczycieli nauczania początkowego i szkół podstawowych. Jedyne logiczne wytłumaczenie jest takie, że ci ludzie po prostu kochają to co robią i są gotowi na duże poświęcenia.
Polecam lekturę ostatniego wydania Tygodnika, cykl „Kat i ofiara”. Znajdziecie tam nie tylko te dane o których wspomniałem, ale też ciekawą analizę sposobu kształcenia we współczesnej szkole.
Elżbieta Isakiewicz, Szczęśliwy sfrustrowany, str. 3
Grzegorz Jankowicz, Mistrz i ignorant, str. 4
oraz na str. 6 wywiad Katarzyny Kubisiowskiej z Dariuszem Chętkowskim, nauczycielem, pisarzem i publicystą. Po przeczytaniu tego wywiadu, od razu wiedziałem kogo chciałbym jeszcze zaprosić na nasze wakacyjne warsztaty.

child2

Wyraźny jestem jak nic …

Dobry zespół to pół sukcesu. Firma taka jak CASIO, bezwzględnie musi współpracować z nauczycielami i korzystać z ich usług w zakresie prowadzenia szkoleń, testowania sprzętu, tworzenia nowych materiałów związanych z wykorzystaniem kalkulatorów w nauczaniu, prowadzeniu badań dydaktycznych itd.
W Europie Zachodniej, gdzie kalkulatory graficzne są powszechnie używane na lekcji i na egzaminach, jest to dużo bardzie rozbudowane. Firm oferujących ten sprzęt nie jest zbyt wiele. W praktyce „wojna” toczy się między CASIO, HP i TI, bo tylko ci producenci oferują kalkulatory graficzne spełniające współczesne oczekiwania szkoły i nauczyciela.
Polska jest jeszcze przed tą rewolucją. Niewątpliwie gdy zapadną odpowiednie decyzje ministerialne, rozpocznie się totalna wojna o „rząd dusz”. Kalkulator graficzny kosztuje trochę więcej niż podręcznik zatem będzie o co walczyć…
W ciągu ostatnich 4 lat, gdy przejąłem obowiązki w mojej firmie po Mariuszu Koniecznym, nastąpiła praktycznie 80% zmiana współpracujących z firmą nauczycieli. W odróżnieniu od swojego poprzednika, ja posiadam wykształcenie matematyczne i doświadczenia z pracy w szkole. W tej sytuacji moje oczekiwania co do warsztatów szkoleniowych oraz publikowanych przez firmę materiałów były trochę inne.
Zmieniła się również sytuacja, pojawiły się nowe kalkulatory z interesującymi funkcjami dydaktycznymi (eActivity). Wymagało to nowego podejścia i nowego sposobu wykorzystania tego narzędzia. Odwlekana z roku na rok decyzja MEN o wprowadzeniu kalkulatorów na egzaminy, wymusza na nas kreowanie nowych sposobów promowania tego sprzętu i docierania z informacją do nauczycieli. W takich właśnie warunkach powstał (i ewoluuje) zespół nauczycieli z którymi mam zaszczyt współpracować:
a)    Krzysiek Nowakowski, spotkaliśmy się zaraz po rozpoczęciu przeze mnie pracy w Zibi. Zawiozłem mu zestaw ClassPadów do pracy ze studentami. Jego wiedza o stosowaniu kalkulatorów w nauczaniu jest ogromna, aczkolwiek chyba czasami dopada go skrajny pesymizm gdy obserwuje nasz piękny kraj
b)    Jasia Duda, spotkaliśmy się chyba w 2005 na konferencji MiK w Kielcach. Okazało się że sama robi bardzo interesujące programy na kalkulatory i jest otwarta na współpracę. Bardzo cenię jej wiedzę, wypracowaną od początku do końca w realiach szkolnych.
c)    Ola Kozioł, podobny przypadek jak Jasia, gdy ją spotkałem, miała już opracowany zestaw ciekawych kart pracy na kalkulatory CASIO. Udało na się je złożyć i wydrukować. Od 2 lat jest to nasza podstawowa książka o stosowaniu kalkulatorów.
d)    Basia Jankowiak. Chyba pierwsza osoba której sprzedałem kalkulatory, nie bez trudu :). Teraz wspominamy to śmiejąc się do łez. Jeżeli chodzi o szkoły podstawowe, jest to moim zdaniem jeden z najlepszych specjalistów w zakresie stosowania kalkulatorów.
e)    Agnieszka Deptulska, nauczyciel z Pomorza. Spotkaliśmy się przy okazji Maratonu Matematycznego jaki organizuje co roku w swojej szkole. Okazało się że również dobrze zna CASIO, bo sama go używa. Zatem od czasu do czasu robimy różne szkolenia, o ile w danym momencie nie leci np. do Korei na Mistrzostwa Świata w bieganiu z radiolokacją, lub nie przygotowuje się do nich biegając 6 h dziennie.
f)    Agnieszka Herma, to człowiek z zapleczem nie tylko szkolnym ale i akademicko-teoretycznym. Aktualnie jedna z dwóch osób w naszym kraju, które mają doktorat ze stosowania kalkulatorów w nauczaniu. Jej wiedza jest niezwykle profesjonalna i rozległa. Zważywszy na fakt, że robiła dr na kalkulatorach TI, pozyskanie jej do współpracy z nami, i w praktyce sprzątnięcie z przed nosa konkurencji, uważam za jeden z moich największych sukcesów. Niestety ma ostatnio coraz więcej interesujących ofert pracy, zatem walka o jej czas staje się coraz trudniejsza. Ale ja się nie poddaję.
g)    Ola Wróblewska, Jadzia Masztalerek, Monika Janus, Iwona Korczak, kto 2 lata temu przypuszczał, że jeden mój wykład w AŚ w Kielcach, zaowocuje takimi znajomościami. Dziewczyny niedawno skończyły studia i dopiero zbierają nauczycielskie szlify, ale pracę z kalkulatorami rozpoczęły jeszcze na uczelni, częściowo przez moją małą prowokację. Miałem poprowadzić u nich kolejny wykład, ale nie byłem pewien czy zdołam przyjechać. Nie było wyjścia, musiały to zrobić zatem same. Ja ostatecznie przyjechałem i miałem okazję obserwować ciekawe zajęcia realizowane przez ambitnych studentów.
h)    Asia Holewa, jeszcze studiuje w Rzeszowi, ale ma już na koncie ciekawe badania dydaktyczne robione do pracy licencjackiej. To odkrycie Agnieszki Hermy (Agnieszka była jej Promotorem). Asia nie spoczywa na laurach, prowadziła zajęcia na konferencji MiK w Raciborzu i na krajowej SNM w Radomiu. Przygotowuje też kursy dla studentów. Jeżeli utrzyma takie tempo pracy to za kilka lat …

Co wynika ze współpracy z takim szacownym gronem? Różne niespodzianki. Czasem atmosfera np. na „odprawie” przed zajęciami na konferencji jest tak dobra, że trudno mi dojść do głosu. Czasem powiem o jedno słowo za dużo i jest problem.
Mam jednak nadzieję że bilans współpracy jest dodatni. Wszystko się zmienia. Nie wiemy co będzie za rok, dwa, itd. Kto będzie gdzie pracował i gdzie mieszkał. Dla mnie była i jest to wielka lekcja współpracy z ludźmi oraz ogromne źródło prawdziwych przyjaciół.

Dziękuję za to wam wszystkim…
Poniżej jedno z ostatnich … dydaktycznych dokonań moich koleżanek. Bez komentarza ;)

dedykacja

Nowe media w nauczaniu

Analizując ogół projektowanych zmian w oświacie, można się pokusić o stwierdzenie, że niebawem czeka nas zalew multimedialnych pomocy naukowych. Wydawnictwa już szykują się do ataku na rynek,  na który pod przykrywką programowego hasła edukacja nowoczesna,  do obiegu wpuszczą interaktywne pomoce dydaktyczne różnej maści i jakości. Przerażeni nauczyciele czekają już bowiem na materiały, które wyręczą ich w realizacji założeń nowej podstawy programowej i samoistnie wpłyną na poprawę efektywności nauczania. Ich podopieczni zaś, sparaliżowani wizją obowiązkowej matury z matematyki, oczekiwać będą na cud samoopanowania materiału nauczania. A zatem wszystkim, wizjonerom, którzy maja jakiś pomysł na wspomaganie realizacji tych pobożnych życzeń, zapala się odtąd zielone światło do działania. Mam tylko nadzieję, że korzystając ze sprzyjającej sytuacji na rynku, nikt nie zapomni o istocie matematyki i nie dojdzie do przerostu formy nad treścią.

Myślę, że powinniśmy pomyśleć nad tym aby w końcu wykorzystać potencjał tkwiący w przeszkolonych dotąd nauczycielach

i rozpropagować idee zastosowania kalkulatorów w nauczaniu matematyki.

Zatem do roboty! Marnym pseudointeraktywnym  propozycjom mówimy zdecydowane nie!!

Technofobia

W dniu wczorajszym przeprowadziłam kolejną konferencję metodyczną  dla nauczycieli szkół zawodowych i technicznych. Nie liczyłam na tłumy, po ostatnich doświadczeniach. Tym razem liczba uczestników już mnie nie zaskoczyła,  sześć osób na sali słuchało moich głębokich refleksji nad stanem nauczania matematyki oraz obecnością nowoczesnych technologii w procesie nauczania tego przedmiotu (prezentowną między innymi, na przykładach zaczerpniętych z doświadczeń wyniesionych z pracy z moimi uczniami).

Optymista powiedziałby  zapewne w takiej sytuacji: Trzeba się cieszyć bo przyszła jedna osoba więcej niż ostatnio. Pesymista , zapewne rozpamiętywałby fakt, że liczba uczestników nie była dwucyfrowa. Ja jednakże, chcąc powstrzymać się od emocjonalnych ocen, postanowiłam wybadać  przyczynę takiego stanu rzeczy i… co się okazało?  Jak zwykle, tradycja zwyciężyła z nowoczesnością!! Jednoznacznie bowiem,  świętym oburzeniem wszystkich uczestników spotkania, napawał fakt, braku broszurki informacyjnej na temat terminów i tematyki konferencji. Władze WOMu podjęły bowiem  w tym roku decyzję o nie wydawaniu broszurki w formie papierowej, wychodząc z założenia, że w dzisiejszych czasach wszyscy korzystają z Internetu i w kilka chwil w przeglądarce odnajdą informacje na ten temat. Tymczasem, brak broszurki wywołał poważną panikę, dezinformację i spowodował, że spora grupa nauczycieli nie dotarła z tego powodu na spotkanie! Wniosek stąd  dość smutny wyciągnąć muszę, choćby ktoś znów zarzucić miał mi   malkontenctwo, nauczyciele nie korzystają z Internetu!!!! Zastanawiam się więc  jak wdrażać podstawowe założenie reformy programowej i uczynić szkołę nowoczesną, tak by technologie informatyczne wspierały pracę nauczyciela, wychowawcy oraz ucznia?? Kto i jak ma realizować takie postulaty, skoro nadal wśród nauczycieli pokutuje technofobia?!!!

Nauczyciele nie chcą się uczyć!!!!

Z przykrością stwierdzam, że  otacza nas totalny, samokształceniowy tumiwisizm. Oskarżamy uczniów  o to, że są leniwi i nie chcą pracować na lekcjach, a tymczasem okazuje się, że oni tylko naśladują swoich  „mentorów”. Kiedy  spojrzy się na frekwencję nauczycieli na konferencjach metodycznych, to człowieka przerażenie ogarnia…. Zorganizowałam konferencję z udziałem gości zagranicznych z Norwegii. Na spotkaniu ze studentami, frekwencja była wzorowa i widać było spore zaangażowanie.

Zajęcia Bjoerna ze studentami - film na YouTube

Studenci

Tymczasem spotkanie z nauczycielami, obnażyło stan polskiego zaangażowania w sprawy nowoczesnej edukacji.

Bjoern

Chciałam umożliwić swoim kolegom i koleżankom (głównie ze szkół średnich) międzynarodową wymianę doświadczeń  w zakresie zastosowania technologii w nauczaniu (za darmo!!!). Przygotowałam dużą salę ze świetnym sprzętem, rozesłałam informacje do szkół drogą elektroniczną i …klapa, całe pięć osób, które musiały się niemalże szukać na ogromnej sali! Koszmarek! No i czy to nie pokazuje, że reforma edukacji  jest konieczna!!

podwyżki dla nauczycieli

Jak zawsze z początkiem nowego roku szkolnego media atakują naród zapowiedziami podwyżek dla nauczycieli. Żeby nam się w głowach nie przewróciło od nadmiaru gotówki, rząd proponuje dawkować podwyżki po 5% co pół roku przez dwa lata. Mamy więc w sumie obietnicę podwyżki 4 razy po 5%, co daje 21,55% w ciągu dwóch lat. Dziękuję bardzo. Warto zauważyć w tym miejscu, że poznańcy radni dodali po stówie młodym stażem nauczycielom.
Czy te kwoty wystarczą, abyśmy
1. zapomnieli o likwidacji wcześniejszych emerytur (będę uczył do 65 roku życia, współczuję moim uczniom),
2. zaakceptowali w niedalekiej przyszłości zwiększenie pensum,
3. łaskawie rozgrzeszyli MEN, że znowu rozpoczynamy nowy rok bez aktualnych podręczników,
4. cierpliwie czekali z uczniami, aż nam urzędnicy objawią, jak naprawdę ma wyglądać matura z matematyki w 2010 roku ?

Egzaminy: uwaga na miny, czyli pierdoły w “Polityce”

W “Polityce” w numerze 24(2658) z 14 czerwca 2008 roku w artykule Egzaminy: uwaga na miny, czytamy wypowiedź dr Agnieszki Wojciechowskiej, kierownika Zakładu Dydaktyki Matematyki na Uniwersytecie Wrocławskim: – Zaledwie trzy godziny matematyki tygodniowo i to nawet w liceach o specjalności ekonomicznej! W dodatku liceum trwa trzy lata, a tak naprawdę dwa i pół. Mnóstwo zajęć przepada z powodu rozlicznych świąt, wyjść do teatru, wyjazdów na wycieczki. Studenci po nowej maturze nie mają swobody rachunkowej, co wynika z powszechnego użycia kalkulatorów. Problemem dla nich są podstawowe wzory, algebra. Ci inteligentniejsi mają pomysł na rozwiązanie zadania, ale nie realizują go, bo się ciągle mylą. Są rozkojarzeni, nie potrafią się skoncentrować.
W zasadzie każde zdanie tej wypowiedzi wymaga komentarza. Szkoła nie jest miejscem, gdzie uczeń ma się uczyć i tylko uczyć, ale nauczyciele mają uczyć i wychowywać, temu służą wyjścia do teatru i wyjazdy na wycieczki. Dla Pani Agnieszki wyjście do teatru do strata czasu, można przecież w tym czasie siedzieć w szkole i słuchać, jak nauczyciel opowie nam ciekawie o tej sztuce, prawda? Przepadek zajęć z powodu rozlicznych świąt rzeczywiście jest problemem. Idealny system to 7 dni pracy w szkole po 8 godzin przez 365 dni w roku. Wtedy na pierwszym roku studiow nie trzeba by tłumaczyć studentom podstaw i wyrzucać 40% z nich po roku. Zwracam uwagę, że moi uczniowie w klasie z matematyką jako przedmiotem wiodącym mieli po 5 godzin matematyki na każdym poziomie i w sumie przeprowadzilem z nimi ponad 350 lekcji, przy czym “przepadło” nie więcej jak 20 lekcji w ciągu 3 lat, czy to jest mnóstwo? W klasie dwujęzycznej uczniowie siedzą w szkole 40 godzin, czy jeśli pójdą do teatru, albo wyjadą na wycieczkę, to rzeczywiście przy tym zgłupieją?
Szkoda, że kierowniczka Zakładu Dydaktyki Matematyki pisze dyrdymały o braku swobody rachunkowej z powodu powszechnego użycia kalkulatorów. Po pierwsze, na “starej maturze” można było używać kalkulatorów naukowych, a po drugie, uczestniczyłem w kilku międzynarodowych konferencjach, gdzie naukowcy z wielu krajów dowodzili, że jest akurat odwrotnie: użycie kalkulatorów sprzyja rozwojowi wiedzy matematycznej. Zresztą, co to znaczy “swoboda rachunkowa”? Czy inżynier na budowie ma wykazać się swobodą rachunkową, czy umieć szybko wykonać potrzebne rachunki, a jeśli je wykona za pomocą telefonu komórkowego to jest inżynierem gorszej kategorii? Czy moi uczniowie, którzy na kalkulatorze graficznym potrafią policzyć modę, medianę i odchylenie standardowe zestawu 10000 liczb nie mają swobody rachunkowej?
I na zakończenie jedna uwaga. Może porównamy, ile godzin matematyki w cyklu nauczania od przedszkola do studiów mają uczniowie w rozwiniętych gospodarczo krajach, czy można tam korzystać z kalkulatorów na lekcjach i czy są one dopuszczone na egzaminach, czy w tamtych krajach uczniowie wychodzą do teatru i jeżdżą na wycieczki, bo na razie, po przeczytaniu tej wypowiedzi, moi uczniowie ryczą ze śmiechu i jakoś (wyjątkowo chyba) nie byli rozkojarzeni i potrafili sie na czytaniu tych pierdół skoncentrować.